Moczary, Thrimidge 2002, nr 132

 

 

Na północno- wschodnim krańcu Shire, znajdują się Zielone Wzgórza. Wędrując dalej natykamy się na las, który porasta znajdujące się poza granicami Shire, Białe Wzgórza. Obchodząc je do południa, docieramy do Dalekich Wzgórz, a później do Wieżowych Wzgórz, skąd już widać morze, a właściwie Zatokę Księżycową. Nad Zatoką Księżycową, w języku Elfów : Istil Hobas leży Szara Przystań. (Mithlond) Tam mieszkam. Nazywam się Nifrodel, jestem Elfem.

 

Lubię wędrować po lasach. Teraz właśnie wiosna ożywia przyrodę. Na skrajach lasu pączkują kasztany, kępkami drobnych białych kwiatuszków obsypuje się jarzębina, a brzoza zachwyca jasną zielenią liści. Jednak najpiękniej kwitną drzewa na Białych Wzgórzach. Wiatr naniósł tam wiele nasion wiśni, jabłoni i grusz z hobbickich ogrodów – a te rosną dziko, obsypane delikatnymi białymi kwiatami. Zapach wiśniowego drzewa jest przepiękny...

Mogłabym tak jeszcze długo, o drzewach, a miało być przecież o hobbitach.

 

Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłam ten mały lud. Wiosną zawsze przyciągają mnie obsypane kwiatami, Białe Wzgórza. Teraz wiecie już, dlaczego nazywają się Białe. Hobbici obrali je sobie za cel majówek. I przyjeżdżają tam całymi rodzinami. Dzieci swawolą na swych kosmatych nóżkach urządzają gonitwy po lesie, toteż musiałam dobrze się zakamuflować, żeby mnie nie dostrzegły. Przez długi czas przyglądałam się im z ukrycia, mając w pamięci dekret Króla Elessara. Jednak pewnego czerwcowego wieczoru, znalazłam ogłoszenie przylepione żywicą do starego wiązu.

Okazało się, że Bucklandczycy urządzają święto, połączone z pokazem nowego wynalazku, zapraszając Dużych i Małych gości, w tym Elfy.

 

Większość moich krewniaków dawno już odpłynęła na Najdalszy Zachód, pomyślałam więc, że byłoby ładnie, gdyby pojawił się choć jeden Elf, a poza tym ciekawił mnie ten wynalazek, o którym tak szumnie pisali hobbici. Przygotowałam więc mojego wierzchowca, imieniem Gwairad  (którego dostałam kiedyś od Nestiha, Jeźdźca Rohanu, długa historia) i wyruszyłam do Bucklandu.

 

Po drodze  spotkałam moją przyjaciółkę z plemienia Ludzi, Marylin, która postanowiła mi towarzyszyć. Kiedy po wielogodzinnej jeździe dotarłyśmy do  Brandy Hallu, parter największej norki wypełniali już Ludzie, Krasnoludy, ubrane na czarno i oczywiście mnóstwo wszechdobylskich hobbitów.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że wszystkich gości wita Elfka, imieniem Elirena, bardzo poważana postać wśród hobbitów.

 

Na moje nieśmiałe pytanie, gdzie znajdę pomysłodawców wynalazku, z uśmiechem zaprowadziła nas do odpowiedniej sali. Muszę przyznać, że miałam pewne opory, żeby wejść, prelekcja już trwała, ale Elirena bez ceregieli otworzyła drzwi i wepchnęła mnie do sali. Marylin, która w momencie otwarcia drzwi, wycofała się mówiąc, że ona poczeka na zewnątrz, wpadła z impetem chwilę później.

Nie muszę chyba dodawać, że prelekcja dwóch szacownych hobbitów została tym samym przerwana, a oczy wszystkich skupiły się na nas.

 

Bąknąwszy „przepraszam” we Wspólnej Mowie, usiadłyśmy na pierwszych, wolnych miejscach, które na nieszczęście znajdowały się na samym początku sali.

Pomaszerowałyśmy więc tam cicho, ale z godnością i zajęłyśmy miejsca.

Po chwili mówca podjął przerwany wywód o  hobbickim wynalazku, zwanym Witryną Dalekowidzenia, którego  gorącymi orędownikami byli jak się później okazało : Tom Goold i Frodo Maggot.

Wynalazek pochłonął całkowicie uwagę zaproszonych gości. Były tam nie tylko informacje ze Śródziemia,  można było również obejrzeć piękne rysunki hobbickich i elfich artystów, a także  fragment nowej sztuki o Drużynie Pierścienia.  

 

Po zakończeniu prelekcji, podeszłam do mówców, żeby im pogratulować wielce interesującego wykładu. I tak właśnie poznałam Toma Goolda i  Froda Maggota, znanego wśród Elfów pod imieniem Galadhorn.

O tym, jak poznałam pozostałych Parmadilich (Miłośników Ksiąg) i co z tego wszystkiego wynikło, opowiem innym razem.

 

Napisali dla Was

Nifrodel, Tom Goold i Frodo Maggot

 

 

Jeszcze raz to samo, ale trochę inaczej