Moczary, Thrimidge 2000, nr 112

 

 

Gdy pewnego majowego popołudnia nad Bucklandem pojawił się smok, wszyscy zamarli z wrażenia. Wpierw wśród pojedynczych chmurek na wschodzie ukazał się mały ciemny punkcik. - Ojej, to chyba jakiś wielki myszołów - stwierdził sędziwy Fredegar Brownlock ze Słupków. Ale punkcik z godziny na godzinę przybierał coraz bardziej niepokojące rozmiary. Wpierw stał się punktem, potem punkciskiem, a około godziny czternastej nad samiuśkim pagórkiem Brandy Hallu przeszybował złocisty, latający gad.

 

- Nigdy, nigdy się coś takiego w Shire nie zdarzyło - jęknął Fredegar, który z tą właśnie wieścią zawitał na Farmie Bamfurlong. Frodo i Stokrotka Maggotowie oraz Tom Goold wsiedli społem do dwukółki Toma i w te pędy pognali do Bucklandu. Bilbo Brandybuck już zorganizował pospolite ruszenie Zachodniej Marchii. Wielu hobbitów, biednych i bogatych, zebrało się u stóp siedziby rodowej Dziedziców Bucklandu. Niestety, wielu najtchórzliwszych hobbitów zabarykadowało swe norki tak, że nie mogli wyściubić nosa przez najbliższe trzy tygodnie.

- Smok wylądował ponoć w Leśnym Zakątku - powiedział Merry Hornblower.

Rzeczywiście, wielu widziało jak połyskujące smocze cielsko opadło majestatycznie nad Leśnym Dworem. Pod wieczór do Bucklandu przybyli nieliczni mieszkańcy tej osady - przerażeni i zapłakani.

- Wszystko płonie!... gadzisko zjadło nasze krowy!... ratunku!

- Na naradę! Niechaj zabrzmi Róg Marchii! - wykrzyknął Bilbo, bo odezwał się w nim wojowniczy duch starożytnych Brandybucków. W końcu przecież jego przodkiem był sam Meriadok z legendarnej Drużyny Pierścienia!

 

Na zachodzie, za Rzeką, płonął las. Łunę widziano w całym Shire. Smok niszczył co popadnie. Zbliżał się już ponoć do Igielniczki. Tymczasem w Brandy Hall zebrała się rada Dziedzica Bucklandu. Przewodniczył jej Halbarad Dúnadan - mędrzec i znawca dawnych pieśni o wojownikach. Debatowano do późnych godzin nocnych i stwierdzono, że - po pierwsze - smoki nigdy (a przynajmniej od końca Dawnych Dni) nie wyprawiały się tak daleko na zachód, po drugie - w porozumieniu z innymi rodami postanowiono wzniecić pospolite ruszenie w całym Shire, po trzecie - dla znalezienia sposobu zgładzenia lub wygnania smoka, postanowiono zbadać dlaczego przybył on do samego Shire.

 

I nagle wszystko stało się jasne... - Gdzie jest Rakin syn Ravina?! Gdzie ten psotnik Eliran?! - zawołał Bilbo - Nie pamiętacie wyprawy naszych dwóch kompanów w Góry Szare? Zeszłej jesieni to było. Pamięć mnie chyba nie zwodzi...? - zwrócił się Bilbo do zebranych.

- Co Eliran i Rakin przywieźli z wyprawy? Nie pamiętacie? Kto się chwalił, że znalazł... smocze jajo? - zapytał Bilbo zebranych.

 

Z najciemniejszego kąta Wielkiej Sali Kominkowej wynurzyły się dwie smętne postacie. Nosy zwieszone na kwintę, chód niepewny, oczy wystraszone - oto nasi bohaterowie, właściwi bohaterowie tej opowieści.

- Mam! - krzyknęła Marigold S. Burrows, wielka znawczyni smoków - Wiem, co zrobić. Posłuchajcie...

 

Przed świtem do Leśnego Zakątka ruszyła grupka najodważniejszych hobbitów z Dúnadanem na czele: Marigold S. Burrows, Tom Goold, Merry Hornblower, Merry Gorbadok i Frodo Maggot. Cóż oni nieśli na plecach? Co ukrywały te dwa wielkie worki i jeden mały pakunek? Za chwilę wszystko się wyjaśni.

Drużyna wkroczyła na smoczy szlak o 5 rano. Łatwo wędrować śladami smoka, szczególnie smoka złocisto-ognistego, bo wypala on sobie drogę i łamie wszystkie napotkane drzewa. O 6.30 nasi hobbici z Halbaradem na czele zatrzymali się przed jamą na skraju lasu - 3 mile przed Igielniczką. Z nory buchał dym, a zapach, który wdzierał się w ich nozdrza nie należał do najprzyjemniejszych. Młody Hornblower i Tom Goold postawili swe worki na ziemi, rozsunęli węzły i oto pojawiły się wierne, szmaciane kopie Rakina i Elirana (wypchane trocinami i kulkami na mole - jak wyjawiła Marjolaine Tuk). 

 

 

 

 

Teraz Marigold Burrows - miłośniczka smoków wyciągnęła ze swego zawiniątka... smocze jajo. Położyła je u wylotu jamy na kępce wyprażonego mchu. Teraz wszyscy wycofali się do lasu, zaszyli się w krzakach a Merry Hornblower zadął w Róg Bucklandu... Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Z jamy wyskoczyła złocista gadzina (Frodo Maggot dowiedział się potem, że smoczyca miała na imię Wefre, a pochodziła z Ered Mithrin) i połknęła za jednym kłapnięciem zarówno niby-Rakina, jak i niby-Elirana. Potem zaskrzeczała z radości na widok swego ukochanego jaja (podobno smok wykluwa się dopiero po dwóch latach od zniesienia jaja, a Eliran trzymał jajo pod poduszką, więc mały smoczek przeżył swą eskapadę do Shire) i chowając je w fałdzie swej gadziej skóry poderwała się do góry (zadziałały kulki na mole). Odleciała na daleki wschód Śródziemia i nagle cień grozy, spowijający krainę hobbitów, przeminął, a wschodzące słońce zapowiadało nowy, piękny majowy dzień...

 

Dzisiaj, po kilku zaledwie dniach od strasznej smoczej historii, życie w Shire znowu toczy się wolno i spokojnie. Hobbici z Moczarów pomagają mieszkańcom Leśnego Dworu odbudować osadę. ‘Smoczy Szlak’ będzie zapewne nową drogą do Igielniczki - Frodo i Tom chcą go przekształcić w turystyczny szlak spacerowy.

 

A co się stało z Eliranem i Rakinem? Powiem tylko tyle, że drżą na widok kury, a jajka nie tkną nawet w jajecznicy...  

 

                                                     Spisali dla Was Frodo Maggot i Tom Goold 

                  

                                 

 

 

Jeszcze raz to samo, ale trochę inaczej

 

 

* Kolejne spotkanie Sekcji Tolkienowskiej odbędzie się jak zwykle w herbaciarni Kolumb w Katowicach we wtorek 9 maja 2000 roku. Spotkamy się w Klubie w godzinach 17.00 - 17.30. Zapraszamy wszystkich Członków i Sympatyków naszej Sekcji!

* Zapraszamy nieustająco do odwiedzenia naszej strony internetowej Niezapominka http://necik.mag.com.pl/~parmadili i strony domowej Ryśka Derdzińskiego pt. Przystań Galadhorna http://www.kki.net.pl/~galadorn/

* Połowa maja to ostateczny termin wydania nowego numeru Gwaihira - jak zapowiadają redaktorzy: Tomasz Gubała i Ryszard Derdziński.

 

 

przygotowali Ryszard Derdziński i Tomasz Gubała