Moczary, Afterlithe 1999, nr 103

 

 

Dziwne to były lata, gdy w całym Shire edyktem królewskim zakazano wycinki drzew. Nadeszły złe czasy dla kronikarzy i bibliofilów, bo skromne zapasy papieru szybko skończyły się, skutecznie uniemożliwiwszy prowadzenie hobbickich dziejopisów i dzienników. Słowo drukowane owiały mroki zapomnienia i jedynie Tom i Frodo wydawali jeszcze swój biuletyn. Jednak te złe czasy są już tylko wspomnieniem. Ostatni edykt naszego miłościwie panującego Króla przywrócił do życia i świetności cały przemysł papierniczy Bucklandu, a co za tym idzie także Wiadomości Bucklandu.

 

Tymczasem na coroczny Zjazd do norki Bilba przybyło tego lata raptem kilku hobbitów, elfów i ludzi. Wśród przybyłych rej wodził czcigodny Halbarad Dunadan, który już na samym początku sprowokował zgromadzonych do dyskusji na temat przyszłości Parmadilich po nowym edykcie królewskim. I choć biesiadna atmosfera nie sprzyjała zbytniej powadze owej dysputy podjęto szereg ważnych postanowień. Tak więc, Frodo z Tomem zobowiązali się dalej prowadzić dziejopisy i kronikę Bucklandu, a nawet raz w roku wydawać dziejopis zwany Gwaihirem. Natomiast Hanna Stock ze Spytek, porzuciwszy wprzódy żywot Szeloby, obiecała odpisywać na listy małych hobbiciątek, nie strasząc ich zanadto i do grona Parmadilich nakłaniać. Także Lalia Lobelia Hammergin przybywszy do nas aż z Michel Delving łaskawie zaoferowała swą bezcenną pomoc przy redakcji dziejopisów w mowie westron. Z kolei Melinir zaoferowała do dyspozycji swe niezwykłe - prawdziwie elfickie - talenty, zaś znakomita Anna Erwen pomoc przy dystrybucji dziejopisów w Michel Delving. Dzięki nim Parmadili mogą spać teraz spokojniej i mniej martwić się o najbliższą przyszłość. Nic więc dziwnego, że po tak owocnych obradach uradowani goście ucztowali jeszcze trzy dni doprowadzając norkę gospodarza do stanu ruiny, co Bilbo życzliwie skwitował jedynie jako “zbytnią pochopność młodych hobbiciąt”.

 

W tym samym czasie nieopodal norki Dziedzica Bucklandu swój namiot rozbił Rakin i kompania wędrownych krasnoludów w towarzystwie elfa Elirana, którzy to - wprzódy wypiwszy wina - poczęli się z Parmadilich naigrywać i otwarcie naśmiewać. Nie spostrzegł się tedy Rakin, kiedy Frodo chwycił go w pasie i do pustej beczki po piwie przerzucił. Kompani Rakina widząc co się święci wzięli nogi za pas zostawiwszy Elirana samego. Ten zaś widząc, że przeciw rozochoconym hobbitom szans nie ma, sam do następnej beczki wskoczył i oddał się pod sprawiedliwy osąd Dziedzica Brandy Hall. Ten widząc stojących w beczkach kransnoluda i elfa, z trudem powstrzymując śmiech, nakazał, by już nigdy więcej z Parmadilich się nie śmiali, a nawet pomagali im wedle swych możliwości. Radości wszystkich i śmiechom nie było końca, a na Moczarach po dziś dzień wspomina się Rakina wracającego z Brandy Hall w beczce, który odtąd zwany jest w tych stronach Rakinem Beczkowym. 

Historię tę spisali dla Was kronikarze Bucklandu. 

Miłych hobbickich wakacji życzą Wam

 

Tom Goold i Frodo Maggot