T.A.O. i jego sprzeczności

- o książce Zarys teologii Śródziemia

Cezary Karolczak

 

 

Od redakcji: poniższy jest recenzją napisaną dla Miesięcznika ŚKF.

Poniżej przedstawiamy także odpowiedź Tadeusza A. Olszańskiego na uwagi naszego recenzenta.

Trudno jest pisać tolkieniście o tolkienowskich tekstach. Z jednej strony, wielkie zamiłowanie, pasja żąda wnikliwego zgłębiania ortodoksyjnych i nieortodoksyjnych tekstów, z drugiej jednak strony, chęć w miarę obiektywnego (czytaj: z zewnątrz tajemnych kręgów) spojrzenia na prace o Tolkienie wymaga odejścia od przyzwyczajeń nabytych w sekcji (złośliwi zamieniliby ostatnie dwie literki na -ie). Podjąłem się jednak zrecenzowania ostatniej książki Tadeusza A. Olszańskiego, mając nadzieję, że grupa złośliwców będzie miała dużo radości z wykpiwania kolejnych „profesorskich bajek”.

Jedyny egzemplarz Zarysu teologii Śródziemia wydany w serii „Anatomia fantastyki” przez GKF odnalazłem we wrocławskim Empiku wciśniętą między inne tolkienowskie pozycje. Podtytuł: i inne szkice tolkienowskie wskazuje, że mamy tu do czynienia jedynie z zarysowaniem problemów, a nie ich wyczerpaniem, a ponadto, co może ważniejsze, z przybliżeniem myśli samego autora. Książka pomimo swojej małej objętości (87 stron) nie nadaje się do szybkiego czytania. Można oczywiście w parę godzin przelecieć zawarte w niej teksty, ale zgubimy się już w połowie. Na pozycję składają się cztery teksty poświęcone problematyce tolkienowskiej napisane przez autora, ciekawa polemika z Ryszardem Derdzińskim oraz króciutkie opowiadanie nawiązujące do Władcy Pierścieni. Całość zilustrowała Karolina Stopa, której należą się wyrazy uznania, szczególnie za portret autora z tyłu okładki. Najciekawsze teksty to Historia Śródziemia – kompetentne przybliżenie dwunastotomowej The History of Middle-Earth oraz arcyważny dla polskiej tolkienistyki Zarys teologii dzieła Tolkiena. Dla większości czytelników inedity Tolkiena są całkowicie nieznane, a o obszerności dzieła można się przekonać w nielicznych księgarniach z literaturą obcojęzyczną. Mam nadzieję, podobnie jak i autor, że w przyszłości zostanie zniesiony zakaz tłumaczenia spuścizny Profesora. 

Historia drugiego tekstu jest długa i sięga głęboko w początek lat dziewięćdziesiątych. Po wielu poprawkach otrzymaliśmy jego pełną wersję. Od razu mała uwaga. Dlaczego tytuł całości różni się od tytułu omawianego tekstu: czy „dzieło Tolkiena” jest tożsame ze „Śródziemiem”? Jeżeli od biedy można mówić o teologii Śródziemia, to czy sensowne jest mówienie o teologii dzieła Tolkiena, jeśli mowa jest o jego książkach? Co tak naprawdę kryje się za słowem teologia - religia, problem Boga, kreacja świata? A może wszystko razem?

Skąd moje niepewności? Chyba z języka jakim posługuje się autor analizując teksty tolkienowskie. Mówi bowiem: „Eru jest bytem samym w sobie, nie mającym początku ani końca” lub, przy omawianiu problemu zła, używa terminu teodycea wiążącego się ściśle z Teodyceą Leibniza z 1710 roku. Nie dziwi posługiwanie się współczesną, nowożytną czy średniowieczną terminologią, innej przecież nie posiadamy, ale powinniśmy przynajmniej podać konteksty w jakich danych słów używamy. Słabością całej książki, a zwłaszcza Zarysu jest brak przypisów do literatury pozatolkienistycznej. Chciałbym się dowiedzieć skąd autor zaczerpnął „dwie koncepcje teodycei wypracowane przez europejską refleksję religijną”.
Odważna i ciekawa analiza problemu stworzyciela, stworzenia i stwarzania (miałem kłopot z wielkimi literami), śmierci i nieśmiertelności, dobra i zła oraz przeznaczenia świata skłaniają mnie do określenia całości problematyki jako metafizycznej, a nie teologicznej. I nie jest to desakralizacja zagadnień, ale ich właściwe umiejscowienie teoretyczne. Jeśli mówimy o tym co jest i to w najwyższym stopniu, jeśli mówimy, że Eru jest bytem samym w sobie, to mówimy o metafizyce, właściwie jesteśmy metafizykami.

Ważną rzeczą, którą broni TAO jest odróżnienie „teologicznej struktury Śródziemia” od struktur (być może i telogicznych) świata rzeczywistego. Ale dlaczego pisze w polemice z RD, że „teologiczna struktura Śródziemia jest analogiczna do chrześcijańskiej struktury teologicznej naszego świata. Bóg, Stwórca obu światów jest tym samym Bogiem.”? Jak rozumieć poglądy autora skoro w Zarysie pisze: „Eru Iluvatar nie jest Jahwe Zastępów”, bo „Śródziemie to świat mitu europejskiej Północy”? Może poglądy autora się zmieniły i Eru jest tożsamy z Bogiem chrześcijan? A może ja się nie znam i Jahwe Zastępów nie jest Bogiem.

Wiele w tych rozważaniach wątpliwości i niejasności, których rozwikłanie należy odłożyć na później, a może zostawić i już nie drążyć. Wydaje się, że pełna analiza problemów poruszonych przez autora Zarysu teologii Śródziemia jest niemożliwa. Wynika to z dużej ilości niedopracowanych pomysłów Profesora, a także z długiego czasu gromadzenia się materiałów. Jeżeli ograniczylibyśmy się do tekstów opublikowanych za życia – Hobbit i Władca, to pełna analiza wymusiłaby sięgnięcie do tekstów niepublikowanych. Analiza zaś całości nie może być pełna ze względu na jej własną niepełność. Za każdym więc razem pozostają nam analizy otwarte, gotowe na inne rozwiązania. Do takich moim zdaniem należy główny tekst książki TAO. Udało się Tadeuszowi napisać tekst, który pod pozorem spoistości zewnętrznych terminów ulega rozsypaniu. I co najważniejsze – tak musi być. Może więc w tym dochodzi do głosu owa sprzeczność, która stanowi „konstytutywny element rzeczywistości”. Ale jak się ma to do prostoty świata – nie mam pojęcia.

Tadeusz A. Olszański Zarys teologii Śródziemia i inne szkice tolkienowski, Anatomia Fantastyki #11, GKF, Gdańsk 2000.
 

 

T.A.O. i jego sprzeczności

dwa wyjaśnienia polemiście i czytelnikom

 

Mój pierwszy (i oby nie ostatni) recenzent nie doczytał do końca jednego z zacytowanych zdań, stąd jego wątpliwość w kwestii Boga. Cytat z Zarysu... brzmi w całości „Śródziemie to świat Europejskiej Północy. Nie spotykamy tu elementów judaistycznych czy chrześcijańskich, choćby wyrażonych w innym języku. Eru Iluvatar nie jest Jahwe Zastępów, gdy lewisowski Maleldil jest jednoznacznie tożsamy z Chrystusem” (s. 40; wytłuściłem elementy zacytowane). Nie stoi to w sprzeczności ze stwierdzeniem, że „Bóg, Stwórca obu światów jest tym samym Bogiem” (s. 71), ale w Śródziemiu jeszcze nie objawił się on swym dzieciom. W pierwszym miejscu chodziło mi o to, że w tym świecie nie ma wyobrażeń o Bogu, które można by zestawić z judeochrześcijańskimi (inaczej, niż u Lewisa). W drugim - o polemikę z wprowadzaniem do Sródziemia pojęcia Ducha Świętego. Sprzeczność jest więc pozorna.

Wyjaśnienie drugie: przedstawione przeze mnie przeciwstawienie dwu europejskich teodycei, to owoc wielu różnorodnych lektur i własnej refleksji; takiego ujęcia jednak nie zaczerpnąłem z żadnego z nich.

 

Tadeusz A. Olszański

 

Autor odpowiada 

 
 

Jeszcze raz przeczytałem Zarys teologii dzieła Tolkiena oraz wymianę uwag pomiędzy autorem a Ryszardem Derdzińskim. Tadeusz, jak zwykle, ma rację. Wyjaśnienie pierwsze usuwa jawną sprzeczność zdań, choć pozostawia subtelną, ukrytą sprzeczność, wynikającą z nakładania się różnych porządków. Jeśli za dobrą monetę przyjąć ostatnie zdanie Zarysu: "Ale to już inna historia.", to całość tekstu jest jedynie zabawną (choć epatującą powagą) konwencją. Problematyczna jednak nadal pozostaje analogiczność dwóch struktur (wizji Ardy i chrześcijańskiej wizji Świata). Sama analogiczność struktur nic nie mówi o jakości elementów składowych - analogia między strukturą chemiczną kwasu węglowego (H2CO3) a strukturą chemiczną kwasu siarkowego (IV) (H2SO3) nic nie mówi o składzie tychże substancji. Potrzeba czegoś więcej by stwierdzić, że wodór w pierwszym związku jest tym samym, co wodór w drugim. Podobnie, aby powiedzieć, że "Stwórca obu światów jest tym samym Bogiem" potrzeba czegoś więcej. Tym czymś może być empiryczne świadectwo eksperymentu, wiara, imaginacja, natchnienie itp. W tym miejscu jednak wstrzymam się przed dalszymi wyjaśnieniami. Moim skromnym zdaniem świat Ardy i świat Chrześcijan różnią się, także w swej strukturze. Oczywiście, problem pozostaje otwarty.

Wyjaśnienie drugie pozostawiam ocenie czytelników. Jest to pomysł oryginalny, choć słabo udokumentowany. 

 

Cezary Karolczak