Si hoc legere scis,

nimium eruditionis habes

Piotr 'Neratin' Florek

 

 

Skłamałbym pisząc, że czekałem z niecierpliwością na kolejną próbę polemiczną Michała Leśniewskiego. Miałem jednak nadzieję, że będzie ona lepsza od poprzedniej, co poniekąd spełniło się: pewną poprawę stylu widać. Niestety, gorzej z resztą. Ilość błędów, przeinaczeń i niezrozumień jest wprost zastraszająca – co jest tym dziwniejsze, że polemista miał ponad dwa miesiące na udokumentowanie swoich zarzutów, po tym jak publicznie ustosunkował się do mojego artykułu.[1]

 

Poniżej skoncentruję się na trzech wątkach, które budzą zastrzeżenia Leśniewskiego.

 

Ad Boromir.

 

‘Pierwsza wąpliwość’, na którą zwraca uwagę Leśniewski, bierze się z niezrozumienia.‘Otóż kiedy zajrzymy do Etymologii, okaże się, że mir, nie jest jedynie końcówką, ale może być także rdzeniem’. Użycie słowa być w tym kontekście świadczy o nieznajomości podstawowej reguły sundocarme, którą Tolkien zresztą wyłożył był w kilku miejscach: ‘Rdzenie, zapisywane wielkimi literami, nie są w ogóle używanymi słowami, lecz służą wyjaśnieniu dlaczego pogrupowano je w taki sposób i jakie występują między nimi powiązania’.[2] Słowotwórstwo opiera się na semantemach, które sa pochodnymi rdzeni, nie funkcjonującymi w języku samodzielnie. Cząstka -mir, będąca morfemem wiązanym pełniącym funkcję leksykalną, nie jest rdzeniem. Znajdujący się w ‘Etymologiach’ rdzeń MIR- nie jest końcówką. Owszem, pierwsze pochodzi od drugiego, ale to co innego... i nijak się ma do słuszności mojego wywodu.[3] Albowiem takie ‘wewnętrzne’ wyjaśnienie w niczym nie zmienia to faktu, że dysponujemy udokumentowaną kolejnością powstawania  imion: Bor -> Boromir/Borlas/Borthandos, przy czym jasne jest, że zostały one wymyślne tak, by przypominały imię ojca. Grubego kołka do zawieszenia niewiary wymaga hipoteza, że Tolkien wymyślając Bor z góry przewidział, że w przyszłości doda do tego -mir, a utrzymanie powyższej zależności ojciec-syn zamazuje ewentualne inne ‘inspiracje’. I właśnie to osłabia tezę o słowiańskiej inspiracji tego imienia: trudno jest ją postulować na poziomie pojedynczych morfemów czy rdzeni[4], o czym będzie jeszcze poniżej.

 

Kolejne ‘wątpliwości’ Leśniewskiego są podobnej jakości. Mój wywód ‘grzeszy’ skrótowością i powierzchownością... Śmiem jednak twierdzić, że jego rozbudowa niczemu nie służy. Znów pozwolę sobie zacytować słowa Leśniewskiego: ‘Autor zwracając słusznie uwagę, na znaczenie końcówki –mir, dla rzekomej słowiańskości Boromira, nie zwraca uwagi, że inne, później się pojawiające, tolkienowskie imiona o tej końcówce, jak chociażby Artamir czy Faramir, nie budzą już skojarzeń ze Słowiańszczyzną, a przynajmniej nie są one tak silne. Dlaczego? Bo, o czym już nie napisał, końcówka -mir (z obocznością -mer), bynajmniej nie musi być słowiańskiej proweniencji.’ Fragment ten, choć krótki, zawiera kilka dyskwalifikujących błędów, przede wszystkim logicznych.

 

Po pierwsze, Leśniewski nie zwraca uwagi, że związek skutkowo-przyczynowy pomiędzy ‘tolkienowskie imiona o tej końcówce, jak chociażby Artamir czy Faramir, nie budzą już skojarzeń ze Słowiańszczyzną’ a ‘końcówka -mir (z obocznością -mer), bynajmniej nie musi być słowiańskiej proweniencji’, gdyby był prawdziwy, przemawiałby przecież dokładnie w taki sam sposób przeciwko ‘słowiańskiemu’ Boromirowi (gdzie -mir także nie musi być słowiańskiej proweniencji – czego swoją drogą nie napisałem, jak to imputuje mi Leśniewski[5]).

 

Ale, i to będzie po drugie, związek ten nie jest prawdziwy, bo o tej ‘słowiańskości’[6] Artamira i Faramira[7] w ogóle nie może być mowy! Imiona te pojawiły się bowiem znacznie później od Bóra - w momencie gdy Tolkien wiedział już, że Boromir ma pochodzenie elfickie, więc mógł skonstruować je na zasadzie analogii...[8] tak więc słowiańska inspiracja jest wykluczona z powodów zupełnie innej natury niż podaje to Leśniewski. I dlatego w ‘Quid Redigast...’ ‘nie zwracałem uwagi’ na te imiona.

 

Po trzecie, trudno jest dowodzić istnienia jakiejkolwiek 'inspiracji' w przypadku trzygłoskowego słowa postaci CVC. Według słów Arry’ego Lowdhama: ‘Takie rzeczy zdarzają się, oczywiście. To znaczy w dwóch różnych językach, raczej niepowiązanych ze sobą, gdzie nie miały prawa zajść żadne zapożyczenia, możesz natrafić na słowa bardzo podobne pod względem wyglądu i znaczenia’.[9] Lowdham dalej wyjaśnia to ‘ukrytym procesem tworzenia symboli’[10], nieliczni filolodzy hipotezą nostratyckiego, większość odrzuca jako przypadkowe. Dobrym przykładem mogą być następujące pary: sha shark (w chińskim i angielskim ‘rekin’), paspas (w polskim i hebrajskim ‘pas’), titierra (w chińskim i hiszpańskim ‘ziemia’): widać tu zarówno podobieństwo fonetyczne, jak i semantyczne[11]. Takie rzeczy zdażają się w językach naturalnych... Cóż dopiero mówić o próbie rozstrzygnięcia związku między dwoma słowami, gdzie można mówić co najwyżej o inspirowaniu jednego przez drugie (tak więc żadne regularności nie są wcale konieczne), vide Zamek Soria Moria; względnie dopasowywaniu fonotaktyki odpowiadająych sobie słów, zaniedbując znaczenie i stosując beztrosko uproszczoną ortografię – bo noldoriński mîr nie jest pod względem wartości fonetycznej identyczny z prasłowiańskim *měrъ[12], jego derywatami oraz odpowiadającymi im gockim *mêrs[13], staroangielskim mæ¯re[14], starogórnoniemieckim mâri! Podobne wątpliwości można wysunąć względem bor.[15]

 

Po czwarte w końcu, znamy inne przypadki ‘germańskich inspiracji’ w słownictwie tolklangów – i nie rokują one dobrze. Przykładem niech będzie miruvóre, pochodzące od gockiego *midu ‘miód’ i þeis[16] ‘słodki’. Jak widać, wprowadzone przez Tolkiena zmiany fonetyczne sprawiają, iż ‘inspiracja’ została głęboko ukryta, a jej odgadnięcie nie jest wcale łatwe – a tak naprawdę zauważenie tych związków możliwe jest dopiero post factum, gdy o nich wiemy.[17] Co więcej, znamy także przypadki, gdy Tolkien zaprzeczał związkowi form homograficznych czy nawet homofonicznych – kilka z nich wymienia w liście do ‘pana Rang’.[18] To wszystko sprawia, że z najwyższą ostrożnością podchodziłbym do sugestii Leśniewskiego, opierających się wyłącznie na zgrubnym podobieństwie fonetycznym pojedyńczych morfemów.

 

'Autor [...] nie rozwija jednak wątku zewnętrznej inspiracji Boromira', smuci się mój polemista. Nie rozwijałem, bo nie było co rozwijać. Cały 'obiecująco zapowiadający się wywód' (w domyśle - ten, który wykłada samodzielnie Leśniewski) nie jest wcale taki obiecujący, z powodów które podałem w ‘Quid...’, i które rozwinąłem powyżej.

 

Wbrew mojemu polemiście, nie napisałem w żadnym miejscu, że ‘słowiańskie pochodzenie’ Boromira jest ‘nieważne’ (sic!) ponieważ Tolkien opisał je w taki czy inny sposób w ‘Etymologiach’. Jedyne, czego dowodziłem w ten sposób (tzn. cytując z ‘Etymologii’), to hiatus[19] pomiędzy rzeczywistością ‘Lhammas’ a ‘Etymologii’.

 

‘Piotr Florek sugeruje, że według Etymologii synowie Bóra nosili norldorińskie imiona’, pisze Leśniewski. 'Tyle, że to nie jest wcale oczywiste, czy były to ich własne imiona', zastrzega w następnym zdaniu. Świetnie, tylko co to ma do rzeczy, chciałoby się powtórzyć?[20] W którym miejscu jedno przeczy drugiemu? Szczególnie w momencie, gdy 'ich własnych imion' (cokolwiek by to nie znaczyło) nie mamy? Poprzez analogię: co jest nie tak w zdaniu: ‘Mithrandir nosił sindarińskie imię’?

 

By skończyć już ten wątek: kolejny cytat wskazuje jasno, iż Leśniewski nie zrozumiał mojego podstawowego argumentu przeciwko Boromirowi: ‘Dowiadujemy się, że imiona Ulfang, Uldor, Ulfast, Ulwarth, również są pochodzenia noldorińskiego , a przecież trudno uznać by ci osobnicy, jako zdrajcy i współwinni klęski w Nirnaeth Arnoediad, zasłużyli na zaszczyt noszenia elfickich imion. Czy to niekonsekwencja? Nie! To po prostu nie są ich własne imiona, a jedynie miana nadane im przez Elfy i, jak się wydaje, podobnie może być w przypadku Bóra i jego synów. Tak na prawdę, nie wiemy, czy imię Boromir było imieniem własnym syna Bóra, czy jedynie elfickim mianem, pod którym miał przejść do historii . A w takiej sytuacji, wcześniej wspomniana wątpliwość Neratina, co do kolejności zaistnienia, wewnątrz świata przedstawionego, rdzenia bor- i końcówki -mir jest bezpodstawna. Bowiem, jak wyraźnie jest napisane w Etymologiach, jest to imię starodawne, o wiele wyprzedzające pojawienie się Easterlingów w Beleriandzie’  [wytłuszczenie moje].

W ‘Quid Redigast...’ pisałem o kolejności zaistnienia 'rdzenia bor- i końcówki -mir' na zewnątrz świata przedstawionego, to znaczy w umyśle Tolkiena[21]. Więc ‘wcześniej wspomniana wątpliwość Neratina’ dotyczy czegoś zupełnie innego niż myśli Leśniewski, i jest jak najbardziej podstawna: najpierw był Bor (słowo niewiadomej etymologii, ale pochodzące z języka Smagłych Ludzi), później Boromir (gdzie Tolkien zreinterpretował słowo bóron- jako noldorińskie[22]). I na marginesie – Ulfang, Uldor, Ulfast, Ulwarth nie mogą być imionami ‘zaszczytnymi’, bo są one pejoratywne.[23]

 

W jednym muszę jednak mojemu polemiście przyznać rację: cały ten będący cul-de-sac wywód o Boromirze był

jedynie pretekstem. Stąd jego szkicowe potraktowanie.

 

 

Ad bórian.

 

Tutaj większą część polemiki zajmuje streszczenie mojego tekstu, do czego oczywiście nie będę się odnosił. Pozwolę sobie sprostować tylko kilka błędów Leśniewskiego. Po pierwsze, podejrzenia odnośnie poszukiwań 'słowiańskich korzeni nazwy Mirkwood' są całkowicie bezpodstawne, i chyba tylko mocno niedouczony fan porywałby się na coś takiego. I bez wyjaśnień ze strony Tolkiena, a przy bardzo nawet pobieżnej znajomości literatury staroislandzkiej, znaczenie tej nazwy nie stanowi żadnej tajemnicy... Oczywiście sugestia, że derywaty merkw- (którą to formę Leśniewski oznacza błędnie jako staroangielską, starosaksońską i staroislandzką, co jak zgaduje wynika z niezrozumienia listu Tolkiena #289, względnie artykułu Orra, z którego cytuje) zaginęły w językach germańskich, jest nieprawdziwa. Jego pochodna występuje w nowoangielskim (fakt, że archaicznym) jako murk, w nowoislandzkim jako myrk. Nie bardzo też rozumiem, czego chce dowieść Leśniewski poprzez przytoczenie odpowiedników słowa miód w językach germańskich i słowiańskich... Że pochodzą od wspólnego rdzenia (pie. *medhu-)? Przecież to żadna rewelacja... i ponownie, formy te przetrwały do dzisiaj, więc nijak mają się do przedstawionej (za Orrem, jak przypuszczam) tezy.

 

Jedynym godnym zainteresowania fragmentem polemiki jest tutaj własna hipoteza Leśniewskiego odnośnie 'słowiańskości' ludu Bóra, opierająca się na cytacie z 'Szarych Roczników'.[24] Szkoda tylko, że przywołuje tylko jego ostatnią część, co jest dość niezręczną manipulacją.‘Warto zwrócić uwagę na podkreślenie faktu, że głównym zajęciem Ludu Bóra było rolnictwo’, pisze Leśniewski nie zwracając uwagi na to, że ‘podkreślenie faktu’ służy tylko stworzeniu opozycji pomiędzy Dobrymi Easterlingami a Złymi Easterlingami: z których pierwsi są spokojnymi rolnikami, a drudzy nie.[25] Co więcej, Easterlingami są przecież zarówno rolnicy Bóra, jak i nie-rolnicy Ulfanga – czy ma to oznaczać więc, że tylko ci pierwsi modelowani są na Słowianach, a ci drudzy (spokrewnieni przecież) na barbarzyńskich Germanach? Cała analogia bierze więc w łeb... pomijając nawet fakt, że tekst ten jest o wiele późniejszy niż moment, w którym Easterlingowie weszli na scenę, więc ‘poszlaka’ ta jest niespójna z argumentacją filologiczną, przytoczoną przeze mnie w ‘Quid Redigast...’ Można też wskazać kolejne, jak sądzę świadome, niedopowiedzenie Leśniewskiego: zamiast światopoglądu Tolkiena – którego nie potrafi, jak sądzę, udokumentować – wymijająco opisuje coś tak ogólnego jak światopogląd ‘Europejczyków pokolenia Tolkiena’ – którzy przecież nie powinni nas obchodzić. No, ale wedy musiałby uznać także Rochirrimów czy Bëorian za ‘barbarzyńców’, nieposiadających ‘potencjału stania się cywilizowanymi.’

 

 

Ad Radagast.

 

Pomijając streszczenie mojej części wywodu odnośnie Radagasta[26], Leśniewski nie posuwa się ani o krok dalej - z dwoma wyjątkami. Odwołuje się mianowicie do późniejszych niż 'Hobbit' tekstów, w tym eseju 'Istari'. Argumentacja jego przedstawia się następująco: skoro dla 'Radagasta' Tolkien wymyślił adunaicką etymologię, a adunaic zastąpił neo-gocką taliskę, więc 'Radagast' jest gocki. Taki wsteczny wywód jest jednak mało przekonywujący: oznacza tylko, że w tym momencie pisania Tolkien zdołał wymyśleć dla tego słowa adunaicką etymologię. I nic więcej! Jak myląca może być taka poszlaka niech świadczy inne imię wspomniane przy okazji tego samego tekstu: Incánus, dla którego Tolkien podaje pochodzenie haradińskie (Inkā + nūs), później quenyańskie (in(do)[27] + cánu), a także łacińską ‘inspirację’ (incánus). Innym, wspomnianym już przeze mnie przykładem drastycznie zmienianej etymologii jest przypadek miruvórë.

 

Dalsza część wywodu Leśniewskiego pokazuje, do jakich błędów prowadzi nieostrożne posługiwanie się tekstami Tolkiena powstałymi w różnych fazach konceptualnych. Postulowana przez Leśniewskiego symetria (oraz, co ważniejsze, konsekwencje takiego założenia, podane wyżej) pomiędzy starym systemem (taliska) a nowym (adunaic) jest poparta tylko słowami: ‘Taliska jest językiem Edainów, którzy przybyli w czasie I Ery do Beleriandu. Podobnie adûnaic jest językiem Ludu Hadora, a Lud Bëora posługuje się pokrewnym językiem. Widać wyraźna symetrię. Nowy system zastępuje  dotychczasowy’. Koniec, kropka. Przedstawione uzasadnienie – nawet gdyby było poprawne – jest takiej samej jakości, co dowodzenie symetrii pomiędzy ilkorinem a sindarinem: oboma językami posługiwali się elfowie w Beleriandzie, nowy system zastępuje dotychczasowy, and there the resemblance ceases. Niestety, Leśniewski w przykry sposób manipuluje faktami: adunaic, który jeszcze kilka wierszy wyżej definiuje jako ‘język dawnego Númenoru’ nie jest przecież w takim układzie językiem Ludu Hadora. Wywodził się z niego[28], a to już niszczy symetrię, przesuwając w czasie odpowiadające sobie rzekomo języki. Jeśli komuś zdaje się, że różnica jest subtelna i nieistotna, niech sparafrazuje słowa Leśniewskiego do postaci: ‘Imię Radagasta pochodziło z hadorianskiego (języka Edainów, którzy przybyli w czasie I Ery do Beleriandu) i oznaczało „opiekuna zwierząt”...’[29]

 

Na podstawie szkicowego schematu z 1942 Leśniewski pisze o 'utożsamieniu języków ludów edainickich Doliny Anduiny, z językami germańskimi'. To oczywiście bzdura: mój polemista najwyraźniej nie zrozumiał intencji Tolkiena, interpretując dosłownie znak ‘=’ jako tożsamość. Tymczasem można tu mówić co najwyżej o reprezentacji, dokładnie tak jak w ‘notce z tego samego okresu’, którą najwyraźniej przeoczył (choć znajduje się zaledwie kilka wierszy wyżej) Leśniewski: ‘Skoro Aragorn jest człowiekiem, a wspólna mowa (szczególnie ludzka) jest przedstawiona jako angielski...’[30] [wytłuszczenie moje].

 

Reprezentacja ta występuje, podobnie jak w wersji opublikowanej, na poziomie przekładu, a więc zupełnie innym niż quasigermańska taliska (gdzie związek jest genetyczny) czy pseudostaroangielski cwendian (gdzie występuje identyczna fonotaktyka). Sytuacja lingwistyczna 'Władcy Pierścieni' nie jest więc zgodna z 'Lhammas': nie ma także żadnych podstaw, by korpus języka rochirskiego określać jako 'germański'.

 

W zamian Leśniewski przedstawia własne spekulacje, opierając się na cytacie Tolkiena wskazującym na ‘niejasne znaczenie’ Radagasta. Jego zdaniem, skoro imię to pochodzi z języka ludzi Północy, to nie powinno być żadnych problemów z jego etymologią... Otóż nie ma żadnych powodów, by zdanie to było prawdziwe: w każdym języku naturalnym występują słowa, których pochodzenie jest niejasne, a prawdziwe znaczenie zostało zapomniane czy zamazane. Nawet dla Radagasta, założywszy że imię to jest gockie, zaproponowano kilka możliwych rozwiązań.[31] Podobnie, połowa krasnoludzkich imion wyliczanych w Dvergatal, a pożyczonych przez Tolkiena w ‘Hobbicie’, ma niejasne znaczenie (tzn. inne niż etymologie ludowe)... a przecież nie oznacza to, że nie są one staroislandzkie[32]. Wewnątrz świata przedstawionego ta argumentacja może iść dalej: czy z tego, że Radagast pochodzi z języka ludzi z doliny Anduiny, wynika rzekoma łatwość jego analizy? Przecież jedyną znaną nam postacią badającą tę tematykę był Merriadoc Brandybuck. Nie ujmując nic jego kompetencjom, nie sądzę by był w stanie poradzić sobie z mniej oczywistymi formami słów pochodzących sprzed  tysiąca (albo i więcej) lat!

 

Co więcej, Leśniewski uparcie myli 'słowiańską/gocką inspirację' ze 'słowiańskim/gockim pochodzeniem': ‘To wszystko są kolejne poszlaki skłaniające do odrzucenia słowiańskiej inspiracji Radagasta. [...] Może to więc sugerować, że Tolkien zmienił koncepcje pochodzenia imienia Radagast z germańskiej (gockiej) na słowiańską’. Otóż tego pierwszego Tolkien nie mógł zmienić, z oczywistych powodów (‘inspiracja’ to fakt dokonany, ale przy wymyślonej etymologii można grzebać, znów doskonale obrazuje to przykład miruvórë) - a to drugie nie było możliwe w świecie, gdzie języki germańskie i słowiańskie nie występowały! Przytaczane przez Leśniewskiego cytaty sugerują więc tylko to, o czym pisałem powyżej: wymyślone w danym momencie - pod wpływem takiego czy innego języka - nazwy własne przestały pasować do późniejszej sytuacji lingwistycznej świata przedstawionego. Dlatego Tolkien zmienia zdanie i pisze o 'niejasnym znaczeniu' - trick, który powtarzał wielokrotnie, gdy tylko nie był w stanie wymyślić przekonywującej etymologii danej nazwy.

 

‘Błędem było też ograniczenie się do okresu sprzed 1946’, zarzuca mi Leśniewski. Twierdzę, że jest inaczej: w ‘Quid Redigast...’ starałem się wykazać iż tylko wtedy (a dokładniej w połowie lat trzydziestych) quasi-słowiański bórian mógł istnieć – wskazując ewentualne poszlaki. Dla późniejszego okresu żadnych takich poszlak nie odnajdujemy, stąd nie stanowił on przedmiotu mojego zainteresowania.

 

A jeśli już jesteśmy przy latach trzydziestych... Nie zgodziłbym się z twierdzeniem Leśniewskiego, że historia Trzeciej Ery zaczyna rodzić się właśnie na etapie tworzenia Hobbita. Jako jedyny przykład podaje on 'wojny Krasnoludów z Orkami' - bo trudno byłoby znaleźć inne. Wypada jednak zauważyć, że wojny te miały także miejsce i w Pierwszej Erze, więc nie jest to żaden datownik. Już bardziej 'Zagubiona Droga', z jej rozbudowaną historią proto-Ostatniego Sojuszu, pasuje na prekursora Trzeciej Ery. Leśniewski myli się także, gdy stwierdza, że ‘imiona dwóch misiów: Paksu i Valkotukka, w Listach od Świętego Mikołaja’ to tylko ‘rodzaj lingwistycznego urozmaicenia, ubarwienia i chęci oswojenia dzieci z formami językowymi różnych, egzotycznych języków’. Otóż nawet w ‘Listach od Świętego Mikołaja’ kwestie lingwistyczne zostały potraktowane poważnie... a imiona misiów doskonale wkomponowują się w świat przedstawiony – nie są w końcu kaddońskie czy tahitańskie, lecz fińskie (znaczą tyle co ‘grubas’ i ‘białowłosy’)[33]. Nie rozumiem więc, dlaczego w będącym w takim samym stopniu ‘bajką dla dzieci’ ‘Hobbicie’ stosunek Tolkiena do kwestii lingwistycznych miałoby być inny.[34]

 

Na końcu swojej polemiki Leśniewski formułuje wreszcie zarzuty względem mojego tekstu - krytykuje mnie jednak nie za to, co napisałem, ale czego nie napisałem. Jak wykazałem wyżej, jest to krytyka chybiona. Żadne późniejsze teksty nie dostarczają nam 'więcej informacji' na temat 'pierwotnego' pochodzenia Radagasta. Nie rozumiem też, cóż takiego wnosi do dyskusji Vinithharya? Jeśli 'wyczerpywanie tematu' ma wyglądać jak losowe przyporządkowywanie sobie – eyeball comparisons - wszystkich dostępnych nazw własnych (*Winitharjis i *Vaeringjar[35] oraz ‘być może ma to coś wspólnego...’ jako interpretacja), to taka metodyka jest mi obca.

 

Leśniewski krytykuje mój tekst za 'brak oryginalnego wkładu', choć z drugiej strony pisze też: ‘najbardziej oryginalne [wątki] są te nie związane z zasadniczym tematem eseju’. Wydawało mi się (choć to może oczywiście tylko moje złudzenie jako autora), iż ‘zasadniczym tematem eseju’ jest hipoteza bóriana, która jako żywo jest moim własnym, oryginalnym wkładem. Mam nieodparte wrażenie, że powtarzające się zarzuty Leśniewskiego odnośnie ‘rażącej pobieżności’ biorą się stąd, że cały czas spodziewał się on czegoś innego (np. odpowiedzi na tytułowe ‘pytanie’) jako ‘zasadniczego tematu eseju’ – i tego nie dostał.[36]

 

No i trzy kwestie raczej humorystyczne. Po pierwsze, sprawa tytułu. Był on oczywiście żartem, czego najwyraźniej nie zauważył Leśniewski, paląc go poprzez jego ‘poprawienie’ na 'Quid Radagast cum Boromir'... czym oczywiście ‘pali’ cały dowcip[37]. ‘Użycie w tym wypadku może budzić wątpliwości, czy chodzi o Radagasta – jednego z Istarich, czy Redigasta – słowiańskie bóstwo’, zastanawia się Leśniewski w przypisie do tytułu swojej polemiki, przy czym oczywiście ma rację. Zabieg taki przyjęło się nazywać wieloznacznością... A pomijając już brak poczucia humoru mojego polemisty, wybór tytułu i tematu należy do autora – a wskazywanie jak ‘powinien on brzmieć’, szczególnie jeśli się go nie zrozumiało, jest co najmniej nie na miejscu.[38]

 

Po drugie, anizotropiczny to kolejny żart: słowo to pochodzi z greckiego "<4F@JD@B\" ‘nie takie samo w różnych kierunkach’. Nawet jeśli termin używany jest przez fizyków, nie należy zapominać o jego prawdziwym pochodzeniu i znaczeniu.[39]

 

Po trzecie, odnośniki. Pomijam już fakt, że brak takowych zauważył mój polemista dopiero przy ‘Medvedzie’, a nie przeszkadzał mu ich brak przy kilkunastu innych nazwach własnych, które pojawiają się w artykule, i które także mogłem wziąć z sufitu... stąd jego złośliwości mam za efekt słusznej frustracji, gdy Medved nie odnalazł się w ‘najpopularniejszych kompendiach tolkienowskich’... Za brak takowych oczywiście przepraszam.[40] Kwestia mork wymaga jednak sprostowania. Nie przeczę, wielce prawdopodobne jest, że Tolkien nigdy nie stworzył języka zwanego ‘mørk’. Ale Hostetter mógłby także, zgodnie z prawdą, napisać: 'Tolkien never created any language called "Bórian". This is a pure fabrication on Piotr's part', 'Tolkien never created any language called "Old Sindarin". This is a pure fabrication on David's part'; do niedawna uważalibyśmy także, że: 'Tolkien never created any device called "aorist". This is a pure fabrication on Helge's part', ale okazało się, jednak użył tego określenia... itd., itp.[41] Specjalnie jakości mojego wywodu Hostetter nie zmienia, albowiem wystarczy podstawić pod ‘mørk’ cwendian – swoją drogą nazwy tej Tolkien także nigdy nie użył – jako kolejnego z przedstawicieli języków quasigermańskich.

  

Piotr 'Neratin' Florek


[1] Patrz Forum Tolkienowskie, wpis http://forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?t=1448&postdays=0&postorder=asc&start=48: ‘Quid Radagast..., które mam za raczej mierne, chaotyczne i nic nie wnoszące do dyskusji nad słowiańskością pewnych wątków w dziele Tolkiena...’ zmienione kilka dni później na:‘...które mam za raczej przeciętne, niedopracowane, ale niewątpliwie trochę wnoszące do dyskusji nad słowiańskością pewnych wątków w dziele Tolkiena’. Pewną ewolucję poglądów widać.

[2] LT1: 246. Używam, jeśli chodzi o ‘Historię Śródziemia’ i fanziny, standardowej notacji lingwistów tolkienowskich.

[3] Szczególnie jednak zdumiało mnie późniejsze zdanie: ‘co więcej, podobnie jak w tolkienowskich ‘Etymologiach’ -mir występowało w ówczesnych języka germańskich także jako rdzeń mir-‘. Przecież kreseczka na końcu rdzenia to taka konwencja (obok zapisu wielkimi literami), przypominająca że chodzi o rdzeń... i znaczy co innego niż kreseczka formantu (afiksu)! Patrz ‘Słownik dydaktyki języków obcych’, Aleksander Szulc, W-wa 1994, s. 11. Tym bardziej śmieszy ‘odkrycie’ Leśniewskiego, że formant może być prefiksem lub sufiksem...

[4] Co więcej noldoriński Boromir pochodzi tak naprawdę od bóron + mir, gdzie dzięki asymilacji nie zachodzi lenicja m > mh > v (np. Aravir, WPiii: 400). Tę anomalię już we ‘Władcy Pierścieni’ Tolkien wyjaśnia jako wynik ‘imię mieszane’, tj. quenyańsko-sindarińskie (np. od *Voromíro, *Borovir).

[5] Ba, ‘-mir (z obocznością -mer)’ nie musi być nawet indoeuropejskiej proweniencji! Por. sumeryjskie mer, mir ‘wicher’, ‘sztorm’, ‘gniew’, ‘wściekłość’, ‘wpaść w złość’.

[6] Innej niż ‘skojarzenia ze słowiańszczyzną’, które swoją drogą nie są weryfikowalne naukowo, więc tym bardziej nie powinny być poważnym argumentem.

[7] A także Atanamir, Tar-Atanamir, imię númenorejskiego króla [PM:149].

[8] WR: 160. Wcześniej Tolkien eksperymentował z imieniem Falborn [WR: 136-7].

[9] SD: 237.

[10] Por. teorie modystów, przede wszystkim Boecjusza z Dacji [w:] Adam Heinz ‘Dzieje językoznastwa w zarysie’, W-wa 1983, s. 79-80; Umberto Eco ‘W poszukiwaniu języka uniwersalnego’, s. 54.

[11] To zresztą odnosi się też i do języków spokrewnionych, dobrym przykładem może być rosyjski naczalnik i polski naczelnik.

[12] Leśniewski używa tu określenia ‘oboczność’ (w językoznastwie ‘współistnienie w języku wymieniających się elementów fonetycznych lub morfologicznych tego samego wyrazu’), co jest rażącym uproszczeniem w sytuacji gdy mamy do czynienia z dwoma różnymi elementami: -měrъ i -mirъ, tudzież opozycjami iloczasowymi korelacyjnymi oraz artykulacyjno-fonetycznymi (e:ē, ě:e). Por. T. Milewski, ‘Indoeuropejskie imiona osobowe’, W-w 1969, s. 64, 113, 219; O pochodzeniu ě < pie. ē patrz T. Lehr-Spławiński, Czeław Bartula ‘Zarys gramatyki języka staro-cerkiewno-słowiańskiego’, W-w 1973, s. 23-24; Z. Stieber ‘Zarys gramatyki porównawczej języków słowiańskich’, W-wa 1979, s. 20-21; o ewolucji iloczasu praindoeuropejskiego, prasłowiańskiego i staropolskiego jako cechy fonologicznie dystynktywnej patrz ‘Gramatyka historyczna języka polskiego’ S. Rospond, W-wa 1979, s. 62-68. Na różnice prozodyczne zwraca uwagę Tolkien w opozycji Moria vs. Morīa(h), L#297.

[13] G. H. Balg ‘A Comparative Glossary of the Gothic Language’, New York, 1887-90, s. 279. Dlatego oczywiście nieprawdą jest stwierdzenie Leśniewskiego, że ‘końcówka -mer’ występowała w imionach gockich imionach Filimer, Thiudimer, Valamir, Vidimer – bo te imiona są tylko latynizacją gockich form. Kolejne latynizacje (quenyazacje) zachodziły już u Tolkiena, tak więc faktyczne podobieństwo lub jego brak zafałszowane jest przez warstwy zniekształceń ortogtaficznych.

[14] Joseph Bright ‘Anglo-Saxon Reader’, New York 1912, s. 328.

[15] Dziwi fakt, że Leśniewski pisząc o częstce tej jako o ‘wspólnej dla wszystkich języków słowiańskich’, nie wyjaśnia przy tym, czy ma na myśli o rzeczownik odczasownikowy pochodzący od *boriti ‘walczyć, bronić’, a występujący np. w rosyjskim imieniu Borys, czy nazwach własnych Brno, Chestibor, Prdota; czy też bor jak w serbskim bor ‘sosna’, polskim bór ‘las sosnowy’. Dziwi też fakt, że Leśniewski, wcześniej tak pracowicie wyliczający przypadki występowania cząstki -mir niesłowiańskiej proweniencji, tym razem poprzestaje na podaniu tylko jednej (i to bliżej nieokreślonej) etymologii, ignorując staroangielskie bearo ‘las’, staroislandzkie barr ‘szpilka’; a także stang. borian ‘wiercić’ ( > ang. bore), pochodzące od bor ‘wiertło’, wywodzące się z kolei od pragermańskiego *boron < pie. *bhor- / *bhr- ‘przecinać ostrzem’; perskie vârethrakhnish ‘pokonać wroga’ (staroperski *par), sumerycki bir- ‘zabić, zniszczyć’; węgierski borotva ‘brzytwa’, ver- ‘uderzyć’, tureckie bor ‘ziemia’, drawidyjskie *bōr- ‘dziura’, itd. itp.

[16] PE12: 11; por. Joseph Wright ‘Grammar of the Gothic language’, Oxford 1910, s. 231; Friedrich Ludwig Stamm, Moritz Heyne, Ferdinand Wrede ‘Ulfilas, oder die uns erhaltenen Denkmäler der gotischen Sprache’ Paderborn 1913, s. 329. Jak widać, wyjaśnienie to, odnoszące się do gockiej ‘inspiracji’, nie ma nic wspólnego z późniejszym o pół wieku valarińskim mirubhōzē- [WJ: 399], co dobitnie świadczy o tym, na jakie manowce może prowadzić tak nagminnie stosowane przez Leśniewskiego odwoływanie się, bez głębszej refleksji, do źródeł pochodzacych z innej fazy konceptualnej.

[17] Jak widać, znajomo wyglądająca cząstka miru- nie ma tu nic wspólnego z proponowanymi przez Leśniewskiego dla Boromira germańskimi/słowiańskimi ‘-mir (z obocznością –mer)’. Przy okazji można wskazać kolejną przypadkową zbieżność: węgierskie mézbór, ‘pitny miód’. Méz ‘miód’ podejrzewane jest o związki z pie. *medhu (zapożyczenie bądź nostratyk, por. pra-ugro-fińskie *mete), bor oznacza ‘wino’ (por. borla, borlačik krymsko-tatarskie ‘winnica’, etc., oraz prawdopodobnie związane przez zapożyczenie serbsko-chorwackie bermet ‘wino zaprawione cukrem i przyprawami’). Z drugiej strony, tureckie mir znaczy ‘miód’.

[18] L#297.

[19] Autor używa tu stosowanego głównie w naukach humanistycznych terminu hiatus oznaczającego ‘przerwę w ciągłości’, a pochodzenia łacińskiego. Por. ‘Słownik łacińsko-polski’, oprac. Kazimierz Kumaniecki, W-wa 1976, s. 233.

[20] Przy czym mylącym chwytem retorycznym są stwierdzenia ‘Piotr Florek sugeruje...’, ‘Etymologie sugerują...’. Otóż ja tego nie sugeruję, noldorińska etymologia Boromira jest faktem. Faktem jest też (podany dalej jako hipoteza, ‘nie tak oczywista’) wniosek z dalszego wywódu Leśniewskiego, który można tak naprawdę streścić w jednym zdaniu, które zawarł w komentarzu Christopher Tolkien: ‘takie imiona Easterlingów były oczywiście dane im przez Elfy...’ [LR: 396].

[21] ‘...w końcu Tolkien najpierw musiał wymyślić...’.

[22] Przy czym Tolkien wykorzystał tu wcześniejsze o dwadzieścia lat gnomijskie słowa bron, born, a których bóron- jest w prostej linii następcą [PE12: 102L, VORO-].

[23] LR: 396LUG-].

[24] Pozwolę sobie przytoczyć cały fragment, wyjęty z kontekstu przez Leśniewskiego: It was after thought that the people of Ulfang were already secretly in the service of Morgoth ere they came to Beleriand. Not so the  people of Bór, who were worthy folk and tillers of the earth. Of them, it is said, came the most ancient of the Men that dwelt in the  north of  Eriador in the Second Age and [? read in] after-days’.

[25] Por. karykatury Sławomira Mrożka w: K. Godłowski ‘Pierwotne siedziby Słowian, wybór pism pod redakcją Michała Parczewskiego’, Kraków 2000.

[26] To swoją drogą mocno irytująca maniera - większość miejsca w ‘Quid Radagast’ poświęcona jest streszczeniu mojego artykułu, okraszonych gęsto zdaniami typu: ‘słusznie jednak nie zdecydował się...’, ’autor słusznie wskazuje i podkreśla...’, ‘jak słusznie napisał...’, ‘zgadzam się z autorem’, po których następują parafrazy całych partii ‘Quid Redigast...’ Jeśli Leśniewski chciał mnie pochwalić, mógł zrobić to w innym miejscu (np. tu: http://forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?t=1448&postdays=0&postorder=asc&start=48). Z kolei jeśli czytelnik chce dowiedzieć się, o czym napisałem, sięgnie po prostu po mój tekst – a kuriozalne zdania typu: ‘Dokładnie tak, nie zaszła żadna pomyłka, właśnie Bëorna. Wszyscy, którzy czytali tekst Piotra „Neratina” Florka, zapewne już się domyślają o co chodzi. Pozostałych jeszcze chwilę potrzymam w niepewności’ [wytłuszczenie moje], choć niewątpliwie wnoszą pewną dozę suspensu, są całkowicie niepotrzebne.

[27] VT39:23, VT41:13, VT41:17.

[28] Co powtarza się w różnych fazach konceptualnych. Por. PM: 317, 368.

[29] Obie etymologie rozdzielałoby w takim razie co najmniej 3000 lat. Np. Radagast < ¤Radagasta < ¤radag (¤RADAG col. pl. ‘zwierzęta’) + ¤asta < ¤-STA < ¤SATA < ¤ChATA. Z drugiej strony, jedynym znanym i odpowiadającym semantycznie rdzeniem jest zôrû (< ¤zaurû < ¤ZUR < ¤JUR) ‘opiekun’.

[30] TI: 277, powtórzone w PM: 70.

[31] Patrz R. Derdziński ‘Na bezdrożach Mrocznej Puszczy’, Gwaihir 2003.

[32] Por. problemy z ‘od dawna martwym ludzkim językiem’, PM: 304.

[33] Tolkien używa także w ‘Listach...’ wczesnej wersji tengwaru do zapisu pewnej mutacji qenya zwanej arktycznym, wymyślił także na potrzeby goblinów kolejny alfabet...

[34] O czym świadczy chociażby historia imienia Gandalf i zmieniające się koncepcje odnośnie jego nosiciela; użycie noldorinu na mapie Thróra, itd. itp.

[35] ‘Słownik starożytności słowiańskich’ t. VI, red. G. Labuda i Z. Stiebera, W-wa 1977, s. 323-324.

[36] Swoją drogą, jeśli chodzi o brak oryginalności, polemika Leśniewskiego razi pod tym względem tym jeszcze bardziej. 'Oryginalne' są w zasadzie tylko błędy - reszta to parafrazy i cytaty z tekstu mojego, Orra i Derdzińskiego.

[37] Który jako pierwszy opowiedział niejaki Alcuin.

[38] Tym bardziej śmieszy fragment, w którym Leśniewski poucza mnie, o czym powinien traktować mój tekst. Jak już wykazałem wyżej, ‘ustalenie która z inspiracji... jest bardziej prawdopodobna’, a tym bardziej ‘dochodzenie skąd Tolkien mógł zaczerpnąć pomysł na jego imię i czy ma on cokolwiek wspólnego z Redigastem z Radogoszczy’, jest nierealne (widać to zresztą w polemice, która najwyraźniej aspiruje do ‘alternatywnego’ rozwinięcia tematu). Tego nie da się dowieść – o ile nie dysponujemy jakimś stwierdzeniem Tolkiena explicite wskazującym na taki czy inny scenariusz –  można co najwyżej sfalsyfikować.

[39] Por. T. A. Shippey ‘The Road to Middle-earth’, London 1982, s. 5-6.

[40] Prawda jest jednak bardziej trywialna, odnośniki były, wyleciały jednak gdzieś w toku konwersji txt > dvi > ps > html > rtf, którą przeprowadziłem pospiesznie na potrzeby ‘Niezapominki’. Żałuję bardzo, bo w efekcie Leśniewski dwukrotnie błędnie przypisał mi ‘źródła informacji’ – swoją drogą ciekawe jak się o nich ‘dowiedział’?

[41] Prawdziwe jest także zdanie: ‘Piotr Florek nigdy nie pisał o języku zwanym mork. To czysty wymysł Leśniewskiego’. Diaktryki!