Re Quid Redigast* cum Boromir?

Michał Leśniewski

 

 

Pruszków, 3 września 2003

 

 

 

Kiedy sięgnąłem po esej Piotra ‘Neratina’ Florka, opublikowany 9 lipca 2003 roku, w Simbelmyne on-line (http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~evermind/sn/sn.htm), miałem nadzieję, że wreszcie pojawił się w polskim środowisku tolkienologicznym sensowny tekst o słowiańskich inspiracjach w dziełach Tolkiena. Nadzieje były tym większe, że zapowiedź zamieszczona przez redaktorów Niezapominki, była zachęcająca. Tym większe jednak było moje rozczarowanie. Nawet nie dlatego, że uważam ten tekst za słaby, bo takie stwierdzenie byłoby przesadą, ale przede wszystkim, pozostawiający wrażenie niedosytu.

Ale po kolei. Zacząć należy od tego, że od dawna istniało zapotrzebowanie na tego rodzaju tekst. Za dziwne należy uznać, że nikt w Polsce nie spróbował do tej pory na poważnie podjąć tematu słowiańskich wątków i inspiracji w dziełach Tolkiena. I przy wszystkich uwagach krytycznych, które pojawia się później, tym większa chwała dla autora, że podjął tą ciekawa i ciągle mało zbadaną tematykę[1].

Analizując problem autor koncentruje się na kwestiach lingwistycznych. Słusznie jednak nie zdecydował się na powtórzenie metody przyjętej przez Harri Perälä w jego tekście porównującym queny’ę i fiński, który skupia się na porównaniach struktur gramatycznych i leksykalnych[2]. Z oczywistych względów w tym wypadku byłoby to mało sensowne, biorąc pod uwagę, iż nie ma poświadczonego, odrębnego języka tolkienowskiego bazującego na którymkolwiek z języków słowiańskich, a ewentualne zapożyczone słownictwo (jeżeli w ogóle takowe istnieje) jest bardzo rozproszone[3].

Początek tekstu jest obiecujący i interesujący. Umieszczone tam twierdzenia nie są być może wielką nowością, ale warte są podkreślenie i uwypuklenia. Autor słusznie wskazuje i podkreśla, że jedną z cech charakterystycznych tolkienowskiego świata przedstawionego, i to niezależnie od okresu twórczego, jest zróżnicowanie charakteru, czy raczej właściwości geograficznych stron świata[4], Zachód jest miejscem odejścia, Wschód jest miejscem narodzin. Choć warto pamiętać, że mamy od tej reguły jeden istotny wyjątek w postaci Krasnoludów, które w późnych tekstach budzą się na północy i to na wielkich przestrzeniach rozciągających się od gór Ered Luin na zachodzie po Orocarni na wschodzie[5].  Ale zostawmy Krasnoludy w spokoju, nie one są tematem tekstu Piotra Florka.

Są nim natomiast Ludzie (Atani), którzy, jak słusznie napisał, budzą się, tak jak Elfy na wschodzie Śródziemia. Ktoś mógłby powiedzieć, że to truizm, fakt dobrze znany każdemu kto przeczytał chociażby Silmarilliona. Przy okazji jednak, autor zwraca uwagę na istotną kwestię. Otóż czy to z rozmysłem, czy też przypadkiem, ukazuje, że Tolkiena zapożycza koncepcje o Wschodzie, jako miejscu narodzin, nie tyle z mitologii ludów północy, co z obowiązujących, w czasie gdy tworzył swoje legendarium, teorii naukowych. W tym konkretnym przypadku, dotyczących pochodzenia ludów indoeuropejskich. Wątek ten należy uznać za ważny, gdyż często specjaliści od Studiów Tolkienowskich, koncentrując się na mitologicznych korzeniach kreacji, niedostatecznie doceniają naukowe inspiracje człowieka, który w pierwszym rzędzie był przecież naukowcem.

Piotr Florek pokrótce prezentuje jak rośnie rola Ludzi w legendarium i jak Tolkien rozbudowywuje ich historię, rezygnując, wraz z zarzuceniem formuły ‘Księgi Zaginionych Opowieści, z bezpośrednich odwołań do rzeczywistej Historii i ten fragment stanowi bezpośredni wstęp do właściwych rozważań na temat ewentualnych wątków czy inspiracji słowiańskich w tekstach Tolkiena.

Zgodnie z sugestią zawartą w tytule autor koncentruje się na dwóch postaciach, a dokładniej na dwóch imionach, które automatycznie kojarzą się nam ze słowiańszczyzną - Boromira i Radagasta. Czy słusznie nam się kojarzą? A to już zupełnie inna sprawa. W rozważaniach podjętych przez autora, przy okazji omawiania casusu Radagasta pojawił się jeszcze jeden, kto wie czy nie najbardziej interesujący w całym tekście wątek słowiański, wątek Bëorna. Dokładnie tak, nie zaszła żadna pomyłka, właśnie Bëorna. Wszyscy, którzy czytali tekst Piotra „Neratina” Florka, zapewne już się domyślają o co chodzi. Pozostałych jeszcze chwilę potrzymam w niepewności.

Pierwszy na warsztat poszedł Boromir, ale żeby nie było nieporozumień, nie jest to Ten Boromir, ukochany syn i dziedzic Denethora, jeden z dziewięciu uczestników wyprawy Froda. Nie, interesujący nas Boromir nie jest nawet Edainem. Jest Easterlingiem, synem Bóra wiernego sojusznika Maedhrosa[6]. I wybór nie był bynajmniej przypadkowy i co najważniejsze należy go uznać za trafny, bo dotyczący jednego z najdziwniejszych ludów w Silmarillionie –  dobrych (czytaj wiernych)  Easterlingów.

Powtarzając, za autorem pytanie: „Czy Boromir jest ‘słowiański’?” Trzeba stwierdzić, że odpowiedź na nie jest prosta. Autor też jej wyraźnie nie udziela. Z jednej strony pisze, że: „..., podobieństwo do Władymira i jemu podobnych jest oczywiste,...”, ale zaraz tez słusznie zwraca uwagę, że podobieństwo, wynika z podobieństwa przyrostka –mir, a nie rdzenia tego imienia Bor- . A przecież to rdzeń, w tym wypadku imię Bor (w późniejszych wersjach -  Bór) ojca musiał być wcześniej. Ale tu właśnie pojawia się pierwsza wątpliwość, otóż kiedy zajrzymy do Etymologii, okaże się, że mir, nie jest jedynie końcówką, ale może być także rdzeniem[7], a w tej sytuacji kolejność pojawiania się rdzeni bor i mir nie jest bynajmniej oczywista. Zależy to jeszcze od charakteru wymienionych tu imion, ale o tym później. Pojawia się bowiem szereg innych wątpliwości.

Po pierwsze cały wywód dotyczący Boromira, grzeszy daleko idąca skrótowością i powierzchownością, oraz zlekceważeniem możliwości istnienia innych niż słowiańska inspiracji. Autor zwracając słusznie uwagę, na znaczenie końcówki –mir, dla rzekomej słowiańskości Boromira, nie zwraca uwagi, że inne, później się pojawiające, tolkienowskie imiona o tej końcówce, jak chociażby Artamir czy Faramir, nie budzą już skojarzeń ze Słowiańszczyzną, a przynajmniej nie są one tak silne. Dlaczego? Bo, o czym już nie napisał, końcówka -mir (z obocznością -mer),  bynajmniej nie musi być słowiańskiej proweniencji. Występowała także w językach starogermańskich, zwłaszcza wschodniogermańskich, np. gockim czy wandalskim, a przykładem tego jest szereg imion własnych poświadczonych w źródłach z epoki, jak np.: Filimer, Thiudimer, Valamir, Vidimer[8]. Co więcej, podobnie jak w tolkienowskich ‘Etymologiach’ -mir występowało w ówczesnych języka germańskich także jako rdzeń mir-, czego przykładem jest imię jednego ze swewskich władców północno-zachodniej część Płw. Iberyjskiego - Mirona (prawda jak swojsko brzmi?)[9]. Nie można wreszcie zapominać o staro-islandzkich sagach, w których pojawia się olbrzym o dźwięcznym imieniu Gymir[10]. Biorąc pod uwagę powyższe przykłady, oraz fakt jak bardzo młody Tolkien był zafascynowany gockim, a także to że do końca swych dni czuł do tego języka duży sentyment, trudno nie dojść do wniosku, że inspiracja tym językiem, jest o wiele bardziej prawdopodobna od inspiracji językami słowiańskimi, które jak sam przyznawał znał raczej słabo[11].

Autor, jak już napisałem, nie rozwija jednak wątku zewnętrznej inspiracji Boromira. Przeciwnie, obiecująco zapowiadający się wywód, zostaje przerwany i spuentowany, stwierdzeniem, że „...jeden wyjątek nie tworzy reguły.” I nie wiemy, czy autor akceptuje słowiańskie pochodzenie tego imienia, czy nie. Dowiadujemy się za to, że to nie ma większego znaczenia, gdyż przecież Tolkien w ‘Etymologiach” podaje etymologię imienia Boromir, jako elficką, a dokładniej noldorińską.

„Boromir jest starym N[oldorińskim] imieniem, o starodawnym pochodzeniu, noszonym także przez Gnomy.”[12]

Świetnie, tylko co to ma do rzeczy? W jaki sposób ma to wyjaśniać zewnętrzne zapożyczenie? Tego nie wiadomo. Autor owszem wyjaśnia wewnętrzne pochodzenie tego imienia, ale nie zewnętrzną inspirację.

 Piotr Florek sugeruje, że  według Etymologii synowie Bóra, nosili norldorińskie imiona. Tyle, że to nie jest wcale oczywiste, czy były to ich własne imiona. Czytając bowiem Etymologie dowiadujemy się, że imiona Ulfang, Uldor, Ulfast, Ulwarth, również są pochodzenia noldorińskiego[13], a przecież trudno uznać by ci osobnicy, jako zdrajcy i współwinni klęski w Nirnaeth Arnoediad, zasłużyli na zaszczyt noszenia elfickich imion. Czy to niekonsekwencja? Nie!. To po prostu nie są ich własne imiona, a jedynie miana nadane im przez Elfy i, jak się wydaje, podobnie może być w przypadku Bóra i jego synów. Tak na prawdę, nie wiemy, czy imię Boromir było imieniem własnym syna Bóra, czy jedynie elfickim mianem, pod którym miał przejść do historii[14]. A w takiej sytuacji, wcześniej wspomniana wątpliwość Neratina, co do kolejności zaistnienia, wewnątrz świata przedstawionego, rdzenia bor- i końcówki -mir jest bezpodstawna. Bowiem, jak wyraźnie jest napisane w Etymologiach, jest to imię starodawne, o wiele wyprzedzające pojawienie się Easterlingów w Beleriandzie[15].

Czytając ten pobieżny i niekonsekwentny wywód na temat pochodzenia imienia – Boromir, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że miał on na celu jedynie danie autorowi pretekstu do podjęcia rozważań zupełnie innej natury. Rozważań na temat hipotetycznego systemu języków tolkienowskich, który miałby zaistnieć w tej fazie jego twórczości.

Same rozważania są ciekawe i inspirujące. Autor słusznie wskazuje, że w latach trzydziestych istnieje jeszcze genetyczny i wewnętrzny związek między językami ludzkimi w świecie Tolkiena, a ich zewnętrznymi inspiracjami. Języki te, a dokładniej języki pokrewne talisce*, są genetycznie spokrewnione z językami germańskimi i faktycznie z punktu widzenia Lhammas i Quenta Silmarillion można je uznać, za języki protogermańskie[16]. Zwraca uwagę, że jest prawdopodobne, iż w ramach tego hipotetycznego systemu, na zasadzie analogii do taliski i pokrewnych jej języków, język ludu Bóra mógłby być quasi-prasłowiańskim, czy raczej protosłowiańskim. Oczywiście mamy do czynienia ze spekulacjami, ale niewątpliwie ciekawymi. Szkoda tylko, że autor ponownie nie podjął trudu większego zagłębienia się w problematykę. Podaje cytat z Lhammas, gdzie w przeciwieństwie do Etymologies, imiona własne przywódców Easterlingów, w tym Bora, są imionami w ich rodzimych językach:

 „...Smagły lud Bora i Uldora przeklętego nie należał do tej rasy. Posługiwali się inną mową, zaginioną bez śladu innego niż imiona tych ludzi.”[17]

Jeżeli tak, i jeżeli tekst z Lhammas ma być podstawą do sugerowania istnienia w świecie tolkienowskim hipotetycznego języka protosłowiańskiego, to aż dziwi brak zamieszczenia etymologii słowa bor (bór), które jest wspólne dla wszystkich języków słowiańskich, w których ma zbliżone znaczenie, a jego poświadczenia w źródłach pisanych znajdujemy od najpóźniej XIII wieku[18].

Problem z tym, że jeżeli nawet taki system istniał, to jak napisał Piotr Florek, wraz z Etymologiami zaczął odchodzić w przeszłość. Imiona i nazwy własne w językach ludzi schodzą z pierwszego planu. Okazuje się, że wszystkie, czy prawie wszystkie, przekazane w Legendarium, imiona są faktycznie pochodzenia noldorińskiego, a to utrudnia rekonstrukcję pełnego pejzażu drugo- i trzeciorzędnych języków świata przedstawionego, w tym także pod względem zewnętrznych inspiracji. Sam autor zwraca uwagę, że domniemany bórian, jeżeliby nawet zaistniał, ograniczyłby się zapewne do zasobu kilkudziesięciu słów, głównie imion i nazw własnych. A to bardzo utrudnia analizę, chyba, że dysponujemy jasnymi i niepodważalnymi stwierdzeniami J.R.R.Tolkiena, co do zewnętrznego pochodzenia danego słowa. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której wiele archaicznych form, które zanikły w językach germańskich, przetrwało właśnie w językach słowiańskich. Dobrym przykładem tego może być podobieństwo fonetyczne i znaczeniowe słowa merkw- (O.E., O.S., O.N.) mirce-. (O.E.) do naszego mrok, czy rosyjskiego mrak/morok[19]. Gdybyśmy nie dysponowali wyjaśnieniem autorstwa samego Tolkiena podejrzewam, że doszukiwanie się słowiańskich korzeni nazwy Mirkwood, zwłaszcza przedrostka Mirk- byłoby dość nagminne.

Tak więc śledztwo lingwistyczne niewiele nam w tym wypadku daje, gdyż mamy o wiele za mało danych, a bórian jest niestety tylko i wyłącznie spekulacją Piotra Florka, przyznaje ciekawą, prawdopodobną, ale jednak tylko spekulacją.

Mimo to uważam, że autor słusznie koncentruje się na Ludzie Bóra. W na pierwszy rzut oka jasnej, pozornie dualistycznej konstrukcji, Lud ten zdaje się być anomalią. W świecie, gdzie Easterlingowie zdają się zawsze stać po stronie zła  (choć może nie zawsze świadomie), mamy oto dobrych i wiernych Easterlingów, którzy do końca walczą i giną po stronie Eldarów i Edainów. Skąd ten pomysł i dlaczego pojawia się tak wcześnie? Co jeszcze odróżnia ich od innych Easterlingów? Więcej, choć też niewiele, znajdziemy w późniejszych tekstach Tolkiena, gdzie się okaże, że od niego wywodzili się Ludzie zamieszkujący północny Eriador, ale przede wszystkim, że Lud Bóra: „... był szlachetnym ludem rolników” (tłum. – M.L.)[20]. Warto zwrócić uwagę na podkreślenie faktu, że głównym zajęciem Ludu Bóra było rolnictwo. Dla Europejczyków pokolenia Tolkiena, koczownictwo było niemalże synonimem barbarzyństwa, tylko ludy rolnicze miały potencjał stania się cywilizowanymi. Co to ma wspólnego ze Słowianami? Pośród morza ludów wędrujących ze wschodu, w Wiekach Ciemnych już po upadku na zachodzie Imperium Romanum, tylko dla jednej grupy rolnictwo było podstawowym zajęciem – dla Słowian. Jeżeli jeszcze połączymy to z rdzeniem bor- (bór-), który znajdziemy tez w językach słowiańskich, to poszlaka staje się silniejsza. Oczywiście nie zmienia to faktu, że są one nikłe i wielce spekulatywne, ale tak na prawdę wszelkie poszukiwania słowiańskich inspiracji bazują na niejednoznacznych poszlakach i domniemaniach. 

Kolejnym przedmiotem analizy jest Radagast. W przeciwieństwie do Boromira, ten casus został opracowany o wiele staranniej. W przeciwieństwie do Roberta Orra, który słowiańskość Radagasta przyjmuje za oczywistą i nie podlegający wątpliwości[21], P.Florek jest znacznie ostrożniejszy, i słusznie. Oczywiście możliwa jest w tym względzie słowiańska inspiracja o której pisze Orr, czy wspomina Douglas A.Anderson w Annotated Hobbit[22]. Tolkien mógł znać, z pierwszej lub drugiej ręki przekaz Adama z Bremy o słowiańskim bóstwie Redigaście z Radogoszczy głównego grodu plemienia Redarów i całego Związku Lucickiego[23]. Równie możliwa jest jednak, o czym autor napisał, inna – germańska czy wręcz gocka inspiracja tego imienia. Nota bene o tej możliwości wspomina również D.A.Anderson. Według tej wersji, pierwowzorem naszego Radagasta mógłby być Radagaist, najprawdopodobniej Got, przywódca nieudanej wyprawy na Italię na przełomie lat 405/406[24].  I podobnie jak w przypadku Boromira, warto pamiętać o fascynacji Tolkiena Gotami i ich językiem, by stwierdzić, że ta inspiracja jest bardzo prawdopodobna. W tym przypadku, trudno jednak zlekceważyć argumenty przemawiające za słowiańskością Radagasta.

W takiej sytuacji pozostaje nam odpowiedzieć na pytanie, które pochodzenie Radagasta słowiańskie, czy germańskie (gockie?) lepiej pasuje do fikcyjnego środowiska w którym ma funkcjonować. I ta problematyka zajmuje autorowi najwięcej miejsca. Słusznie zadaje pytanie po co w ogóle ta postać pojawia się w Hobbicie? To nie jest zapożyczenie z Legendarium, a jej wątek zostanie rozbudowany dopiero później przy okazji Władcy Pierścieni i jeszcze późniejszych tekstów, takich jak przede wszystkim The Istari. Czyżby więc jej pojawienie stanowiło przedsmak dalszego ciągu? Tego oczywiście nie możemy być pewni, przynajmniej dopóki nie uzyskamy dostępu do pełnej korespondencji autora i jego dzienników, a przynajmniej póty nie zostanie opublikowana od dawna  zapowiadane The History of The Hobbit[25].

Aby odpowiedzieć na pytanie, która inspiracja imienia Radagast lepiej pasuje do fikcyjnego środowiska, musimy wyjść poza Hobbita, a to z prostego powodu, nie dostarcza nam wystarczającej ilości informacji. W ogóle pod względem zarysu tła akcji Hobbit jest raczej ubogi i niezbyt wiele daje się z niego wycisnąć. Piotr Florek decyduje się więc na sięgnięcie do geografii Śródziemia i jej porównanie z rzeczywistą geografią Europy. Kluczem zaś do odszyfrowania geograficznych paraleli jest położenie geograficzne Mrocznej Puszczy (Mirkwood). Jak pisze sam Tolkien nazwa Mrocznej Puszczy została zaczerpnięta z wczesnogermańskich opowieści o puszczy stanowiącej granicę między Gotami i Hunami[26]. Piotr Florek rozwija ten wątek w oparciu o  The Saga of King Heidrek the Wise i anglosaski poemat Widsith. Wskazuje, że najbardziej prawdopodobnym położeniem historycznej mirkiwudu (Mrocznej Puszczy), byłyby obszary nadwiślańskie. Nie zamierzam specjalnie kwestionować tych ustaleń, choć według posiadanych przekazów, a przede wszystkim Jordanesa, takie starcie miało raczej miejsce dalej na wschód od ziem polskich, na obszarach naddnieprzańskich[27]. Z drugiej strony Andreas Moehn nakładając mapę Śródziemia na mapę Europy umiejscawia Mroczną Puszczę między Odra i Łabą[28]. Tak na prawdę jednak, ma to minimalne znaczenie, gdyż nie ma wątpliwości, że ziemie dzisiejszej Polski, a tym bardziej ziemie między Odra i Łabą,  tak dla Tolkiena, jak i dla większości jego angielskich kolegów – historyków późnego antyku i wczesnego średniowiecza, były domeną ludów germańskich. I nie trzeba w tym względzie odwoływać się do polskich sporów między neo-autochtonistami i allochtonistami. Tym bardziej, że wątpliwe jest by spór ten w jakikolwiek sposób wpływał na inspiracje Tolkiena. Szczerze mówiąc, wątpię by poza odległymi jego echami, wieści o nim do Tolkiena w ogóle docierały. Tak więc zamiast rozpisywać się na temat fobii polskich historyków i archeologów, wystarczyło zajrzeć do pierwszego z brzegu opracowania angielskiego z lat dwudziestych czy trzydziestych, a dotyczącego historii ziem polskich u schyłku starożytności i w początkach średniowiecza, by stwierdzić, że olbrzymia większość z brytyjskich historyków uważała ziemie nad Wisłą, za ojczyznę ludów germańskich[29]. To zaś przemawiałoby za gocka proweniencją Radagasta.

Kolejne argumenty znajdziemy wewnątrz dzieł samego Tolkiena, w jego świecie przedstawionym, gdzie mamy zawarte poszlaki, co do możliwych inspiracji imienia Radagast. Otóż według The Istari, imię Radagasta pochodziło z adûnaickiego (języka dawnego Númenoru) i oznaczało ‘opiekuna zwierząt’[30]. Zaraz, zaraz ktoś powie, przecież akcja Hobbita dzieje się przed wyśnieniem przez Alwina Lowdhama, nowego języka. W świecie Hobbita z 1937 roku nie ma adûnaickiego. To oczywiście prawda, ale wiemy jaki język został zastąpiony przez adûnaicki – protogocka taliska. A jeżeli tak to oznaczałoby to, że gocka proweniencja Radagasta jest bardziej prawdopodobna. Pojawia się jednak wątpliwość, czy wolno nam przeprowadzić taki zabieg. Moim zdaniem tak. Taliska jest językiem Edainów, którzy przybyli w czasie I Ery do Beleriandu. Podobnie adûnaic jest językiem Ludu Hadora, a Lud Bëora posługuje się pokrewnym językiem. Widać wyraźna symetrię. Nowy system zastępuje  dotychczasowy. To widać wyraźniej na przykładzie języków pokrewnych talisce, a później adûnaicowi, w tym języków ludzi z Doliny Anduiny. Jak podaje Dodatek F, do Władcy Pierścieni:

„Większość ludzi z północnych terenów krain Zachodu wywodziła się od Edainów z Pierwszej Ery, lub była z nimi blisko spokrewniona. Ich języki były więc spokrewnione adûnaickim, a niektóre zachowały podobieństwo do Wspólnej Mowy. Do tego rodzaju, należały języki ludów zamieszkujących ziemie w górnymi biegu Anduiny: Beorningów i Leśnych Ludzi z zachodniej części Mrocznej Puszczy;  a także, dalej na północ i wschód Ludzie znad Długiego Jeziora i z Dali.” (tłum. – M.L.)[31].

Języki tych ludów są w finalnej wersji Władcy Pierścieni, są pokrewne adûnaickiemu i autor tłumaczy je następująco: język Northmenów => gocki, język Rohirrimów => anglosaski, język Ludzi z Dali i znad Długiego Jeziora => staro-skandynawski (staro-nordycki)[32]. Tymczasem we wcześniejszej wersji, sprzed powstania nowego systemu języków mamy wprost zapisane:

„Język Shire’u = współczesny angielski

Język Ludzi z Dali = Nordycki (używany przez Krasnoludy z tego regionu)

Język Rohirrimów = anglosaski.”(tłum. M.L.)[33]

Ten fragment jasno wskazuje, że jeszcze przed powstaniem koncepcji adûnaickiego, jako prajęzyka Edainów, nastąpiło utożsamienie języków ludów edainickich Doliny Anduiny, z językami germańskimi. Zresztą jest to zgodne z wzmianką z Lhammas, sugerującą bezpośrednie związki, a wręcz pochodzenie współczesnych Aelfwine języków germańskich od taliski i pokrewnych jej języków ludów mieszkających na wschód od Ered Lindon[34]. To wszystko są kolejne poszlaki skłaniające do odrzucenia słowiańskiej inspiracji Radagasta. A dokładniej można by je uznać za decydujące gdyby nie dwie wątpliwości. Jedna z nich wynika z poniższego cytatu:

„Radagast imię z języku ludzi (z  Doliny Anduiny) – obecnie o niejasnym znaczeniu.” (tłum. M.L.)[35]

Biorąc pod uwagę powyżej wspomniane cytaty i stwierdzenia samego Tolkiena, wskazujące, że ludność Doliny Anduiny pochodziła od Edainów z Rhovanionu (Northmenów) i była spokrewniona z Rohirrimami, powyższa konstatacja jest co najmniej dziwna. Język ludzi z Doliny Anduiny, miał być przecież zbliżony do języka Rohirrimów, nie powinno więc być problemów z jego rozumieniem, czy tłumaczeniem. Może to więc sugerować, że Tolkien zmienił koncepcje pochodzenia imienia Radagast z germańskiej (gockiej) na słowiańską. Być może, to jego przyjaciel prof. Przemysław Mroczkowski, polski anglista i mediawista uświadomił Tolkienowi podobieństwo imienia czarodzieja Radagasta do słowiańskiego Redigasta[36]? I Tolkien postanowił to wykorzystać.

Oczywiście nie możemy być tego pewni, przynajmniej dopóki nie otrzymamy dostępu do większego zasobu korespondencji Tolkiena, lub jego dzienników, być może jakieś odpowiedzi uzyskamy po opublikowaniu The History of ‘Hobbit’, jednakże ten wątek wart jest przynajmniej rozważenia.

Druga wątpliwość pojawia się w tekście Neratina i związana jest z pierwotnym brzmieniem imienia Bëorna – Medwed. W tej konkretnej sytuacji słowiańskie (konkretnie rosyjskie) pochodzenie imienia, nie budzi najmniejszych wątpliwości. Obecność osobnika  o takim imieniu, może nam sugerować, że teoretycznie, pośród quasi-germańskich mieszkańców Doliny Anduiny, znajdowali się także quasi-słowiańscy sąsiedzi.

Tylko skąd Neratin wziął naszego Medweda. Na próżno go szukać w Hobbicie, Władcy Pierścieni, czy najpopularniejszych kompendiach tolkienowskich. A autor nie raczył wskazać źródła swej informacji, równie dobrze mógłby to być sufit w jego pokoju. W pierwszej chwili byłem nawet gotów uwierzyć, że otrzymał ją z Marquette University w Wisconsin. Prawda jest jednak bardziej trywialna, źródłem jego informacji, bezpośrednio lub pośrednio, był The Annotated Hobbit, gdzie we wstępie Douglas A.Anderson pokrótce przedstawia fazy powstawania Hobbita w tym zmiany imion głównych i niektórych pobocznych postaci książki[37].  Zresztą to nie jest pierwszy raz, kiedy w tekście autor podaje istotne informacje nie wskazując na źródło ich pochodzenia. Wcześniej podaje nazwy domniemanych języków pokrewnych talisce, czyli hvendi i mork. Podobnie nie raczył podać skąd je wziął, co jest tym bardziej „interesujące”, że w przypadku jednego z języków, czyli  mork, mamy prawo podejrzewać, że język ten jest konfabulacją „źródła” z którego Piotr Florek czerpał swe informacje, tak przynajmniej twierdzi znany lingwista tolkienowski Carl F.Hostetter[38].

Wracając jednak do samej postaci, niewątpliwie jej zaistnienie powinno wzbudzić zainteresowanie poszukiwaczy słowiańskich wątków w utworach Tolkiena. Nie sposób bowiem się nie zgodzić z twierdzeniem autora, że już na etapie Hobbita następuje utożsamienie świata Hobbitów i Legendarium tolkienowskiego, że zapożyczenia nie są tylko przypadkowe[39], ba ja posunąłbym się nawet do twierdzenia, że historia Trzeciej Ery, którą poznajemy później we Władcy Pierścieni, zaczyna rodzić się właśnie na etapie tworzenia Hobbita, w którym znajdujemy nie tylko aluzje do wydarzeń z I Ery, ale także do wydarzeń z III Ery (np. wojny Krasnoludów z Orkami). Pytanie jednak czy Medwed jest związany ze światem legendarium czy tez nie?.

Zgadzam się z autorem, że etymologia słowa Medwed/Niedźwiedź, jakże podobna do etymologii ukochanego przez Tolkiena  Beowulfa i jako to określa fonoestetyka, były kluczem do zamieszczenia tego imienia. Pozostaje jednak fakt, że ostatecznie, w fazie C tworzenia Hobbita, Medwed zostaje zastąpiony przez Bëorna[40]. Moim zdaniem jego zniknięcie wiąże się właśnie z procesem dostosowywania Hobbita do Legendarium. Medwed pojawia się na podobnej zasadzie, jak imiona dwóch misiów: Paksu i Valkotukka, w Listach od Świętego Mikołaja, jako rodzaj lingwistycznego urozmaicenia, ubarwienia i chęci oswojenia dzieci z formami językowymi różnych, egzotycznych języków, być może chęci zaszczepienia w nich swojej lingwistycznej pasji. W momencie jednak kiedy Hobbit przestaje być tylko bajką dla dzieci, a zostaje wyraźniej związany z Legendarium, Tolkien usuwa to imię jako zwyczajnie nie pasujące do otoczenia. Stąd zbieżność ze zmianą etymologii Bór, jest raczej przypadkowa, tym bardziej, że nie mamy jasnych wskazówek w którym roku Bëorn zastąpił Medweda, i mogło to równie dobrze nastąpić przed rokiem 1936. Choć oczywiście należy podkreślić, że wszystkie te dywagacje są jedynie spekulacjami, które miejmy nadzieję, zostaną potwierdzone lub obalone przez ewentualną publikacje The History of the ‘Hobbit’.

            Podsumowując, należy zadać sobie jedno pytanie - Czy autor odpowiada na zadane w tytule pytanie? Otóż nie! Nie dostajemy odpowiedzi czy Radagast ma cokolwiek wspólnego z Boromirem. Rozważania na temat zewnętrznego zapożyczenia imienia Boromir zatrzymuję się na poziomie stwierdzenia zmiany wewnętrznej etymologii, a rozważania nad Radagastem prowadzone są w oderwaniu od poprzedniego wątku. Pojawia się natomiast Medwed, przy czym i w tym wypadku, brakuje jednoznacznych odpowiedzi. Zresztą tak na prawdę trudno się dziwić. Po pierwsze poruszamy się po istnym polu minowym, wysnuwając spekulacje na podstawie bardzo wątłych poszlak. Po drugie jednak należy stwierdzić, że pytanie zostało źle postawione. Zadane w tej formie – Quid Redigast cum Boromir?, jest w ogóle bez sensu, bo odpowiedź na takie pytanie jest prosta – nic! To postaci pochodzące z różnych ‘bajek’. Jeden to postać z legendarium Tolkiena, a drugi to domniemane bóstwo Słowian Połabskich. Pytanie powinno raczej brzmieć Quid Radagast cum Boromir?, lub Quid Radagast cum Redigast?. W pierwszym wypadku celem byłoby skoncentrowanie się na możliwej, zewnętrznej etymologii obu imion i próba ustalenia ich wzajemnych relacji, a na tej podstawie można by się pokusić o ustalenie, która z inspiracji germańska (gocka), czy słowiańska jest bardziej prawdopodobna. W drugim można by szczegółowiej zająć się pochodzeniem Radagasta i dochodzeniem skąd Tolkien mógł zaczerpnąć pomysł na jego imię i czy ma on cokolwiek wspólnego z Redigastem z Radogoszczy?

            Błędem było też ograniczenie się do okresu sprzed 1946 roku kiedy pojawia się adûnaicki i zmienia się koncepcja powiązań języków wewnętrznych i zewnętrznych.  I żeby nie było wątpliwości, zgadzam się, że to była bardzo istotna zmiana, ale też konsekwentnie przeprowadzona. Problem w tym, że w przypadku Radagasta  właśnie w późniejszych tekstach uzyskujemy więcej informacji mogących nam sugerować pierwotne i ewentualnie wtórne pochodzenie tego imienia.

            Niewątpliwie w tym tekście pojawia się kilka ciekawych wątków. Najbardziej oryginalne są te nie związane z zasadniczym tematem eseju, jak na przykład, o naukowych inspiracjach niektórych motywów Legendarium. Niewątpliwie interesujący jest wątek Medweda, czy informacje o pochodzących od taliski, a więc hvendi i mork, czy wreszcie rozważania na temat możliwej gockiej lub słowińskiej geneza imienia Radagast. Tyle, że nie jest to jego oryginalny wkład. Tak naprawdę autor, za wyjątkiem Radagasta nie wychodzi w tym względzie poza informacje podane w innych materiałach, przede wszystkim w The Annotated Hobbit. Oczywiście ich zamieszczenie, z punktu widzenia czytelnika, który nie ma dostępu do tych pozycji, jest istotne, ale nie posuwa na przód rozważań, na temat ewentualnych słowiańskich inspiracji poszczególnych wątków w twórczości Tolkiena.

Autor próbuje przedstawić kilka ciekawych hipotez, przede wszystkim na temat bóriana, ale nie są one należycie zaprezentowane, rażą pobieżnością. Należałoby je właściwie potraktować jedynie jako wskazanie możliwej problematyki badawczej, a nie jako podjęcie poważniejszej próby zmierzenia się z tematem.

            Można zrozumieć, że autor nie podejmuje rozważań nad innymi możliwymi słowiańskimi poszlakami jak  chociażby northmeńskie imię następcy tronu Gondoru, Eldacara – Vinithharya, którego rdzeń winith- (vinith-), w jednym z możliwych znaczeń, oznacza Weneda, Wenda czyli Słowianina[41]. Być może ma to coś wspólnego z ludem Variagów wspomnianym we Władcy Pierścieni[42]?  Skądinąd, sugestia, iż niektórzy z Easterlingów mogli być wzorowani na Słowianach, tym mocniej skłania do zastanowienia się nad Ludem Bóra.

Jak napisałem wcześniej, brak odwołań do innych możliwych słowiańskich inspiracji, jest zrozumiały biorąc pod uwagę tytuł eseju. Tym bardziej jednak dziwi fakt, że autor rozprasza się na licznych wątkach pobocznych, jak chociażby próba oceny dyskusji polskich allochtonistów i autochtonistów, czy przedstawienie interpretacji anglosaskiego poematu Widsith, które choć same w sobie ciekawe, nic, albo niewiele wnoszą do zasadniczego tematu eseju, czynią go za to chaotycznym i mało spójnym. Szkoda, że miejsce poświęcone na te dywagacje, nie zostało poświęcone chociażby głębszej analizie pochodzenia imienia Boromir, czy na rozwinięcie koncepcji bóriana.

W efekcie ten niewątpliwie potrzebny i dobrze się zapowiadający esej należy uznać za niezbyt udany.


 


* Taliska – wg The Lhammas pierwotny język ludów Bëora, Haletha i Hádora jeszcze przed końcem I Ery miał wyjść z użycia na rzecz noldorinu. Zob. J.R.R.Tolkien, The Lhammas, s.179. Istnieje gramatyka historyczna tego języka, niestety do tej pory nie została opublikowana, zob., tamże, s.192

Michał Leśniewski
 


[1] Do wyjątków w skali światowej należy artykuł Roberta Orra, Some Slavic Echoes in J.R.R.Tolkien’s Middle-earth, „Germano-Slavica. A Canadian Journal of Germanic and Slavic Comparative and Interdisciplinary Studies”, t.VIII, 1994, nr.2, s.23-28

[2] Harri Perälä, Are High Elves Finno-Ugric, http://www.sci.fi/~alboin/finn que.htm, 22.09.2003, s.4-12

[3] Próbuje to robić w swoim tekście Robert Orr, ale z raczej miernym skutkiem, biorąc pod uwagę, że większość rozważanych przez niego nazw, nie jest w oczywisty i jednoznaczny sposób pochodzenia słowiańskiego, a Tolkien w większości z tych przypadków wskazuje na źródło zapożyczenia. Zob. R.Orr, Some Slavic Echoes in J.R.R.Tolkien’s Middle-earth, „Germano-Slavica”, t.VIII, 1994, nr.2, s.24-27

[4] Autor używa stosowanego głownie w naukach fizycznych i mineralogii, terminu anizotropia. Dla nie znających go, anizotropia to: „cecha charakterystyczna niektórych ciał, głównie krystalicznych, polegająca na tym, że wykazują one różne właściwości fizyczne w różnych kierunkach.” Zob. Słownik Języka Polskiego, (red.) Mieczysław Szymczak, t.I, Warszawa, 1994, s.57

[5] Zob. J.R.R.Tolkien, Of Dwarves and Men, [w:] The History of Middle –earth, t.XII, The Peoples of Middle-earth, (reds.) Frank R.Williamson, Christopher R.Tolkien, Boston, New York 1996, s.301 i przyp.24 i 25, s.322-323; Co prawda Góry Wschodu, czyli Orocarni nie są wymienione z nazwy, ale Tolkien napisał: „The other two places were eastward, at distances as great or greater than that between the Blue Mountains and Gundabad:...”, tamże, s.301

[6] Później Tolkien zmienił jego imię na Borlach. Zob. J.R.R.Tolkien, The Later Quenta Silmarillion, [w:] The History of the Middle-earth, t.XI The War of the Jewels (red.) Christopher R.Tolkien, London 2002, s.240

[7] J.R.R.Tolkien, The Etymologies, [w:] The History of Middle-earth, t.V The Lost Road, (red.) Christopher Tolkien, London 1989, s.373

[8] Zob. Jordanes, The Gothic History, (red.) Charles Ch.Mierow, Cambridge, New York 1960, par.25-28 i 252-271; Imiona o końcówce –mir (-mer) pojawiają się nie tylko wśród Gotów, ale także wśród Franków, np.: Chlodomer, Rychimer, Teodomer, zob. Grzegorz z Tours, Historie. Historia Franków, Kraków 2002, Ks.II, par. 9, 29; Ks.III, par. 1, 6, 17, 31; Ks.IV, par. 22, 25; Ks.V, par. 17, 18

[9] Zob. Grzegorz z Tours, Historie. Historia Franków, Ks.V, par.41, Ks.VI, par.43

[10] Zob. J.R.R.Tolkien, O baśniach, [w:] tenże, Drzewo i liść oraz Mythopoeia, Poznań 1998, s.35

[11] Na temat fascynacji Tolkiena językiem gockim zob. Humphrey Carpenter, J.R.R.Tolkien. A Biography, London 2002, s.58, 81-82. Zob., też Reikeihardus Libainleiks (Ryszard Derdziński), Ruginawaldus Dwalakóneis, Goci, Diabły i Poezja, „Simbelmynë”, nr.6, 1998, s.10-18. W kwestii znajomości języków słowiańskich, zob. np. J.R.R.Tolkien to Robert Murray, 2 December 1953, The Letters of J.R.R.Tolkien, (reds.)  Humphrey Carpenter and Christopher Tolkien, London 1995, nr.142, s.173

[12] J.R.R.Tolkien, The Etymologies, s.353

[13] tamże, s.396

[14] Tak naprawdę ‘Etymologie’ sugerują raczej to drugie. Zob. tamże, s.353, 396; Zresztą podobny zabieg został przeprowadzony w przypadku Bëora, zob. J.R.R.Tolkien, Quenta Silmarillion, [w:] The Lost Road, s.275 i 279, zob. też, tenże, The Silmarillion, (red.) Ch.Tolkien, London 1999, s.165

[15] Zob. J.R.R.Tolkien, The Etymologies, s. 353

[16] Zob. tamże., s.179; J.R.R.Tolkien, Quenta Silmarillion, [w:] tamże, s.279

[17] J.R.R.Tolkien, The Lhammas, s.179 cyt. za P.Florek, Quid Radagast cum Bormir, s.3

[18] Zob. Słownik Języka Polskiego, (red.) Samuel B.Linde, t.I, Lwów 1854, s.147; zob. także, Słownik Staropolski, (red.) Stanisław Urbańczyk, t.I, zesz.3, Warszawa 1954, s.143-144

[19] Zobacz ten i inne przykłady w R.Orr, Some Slavic Echoes (...), s.24-27. Poza przykładami tam wymienionymi, wystarczy przypomnieć polskie miód, rosyjskie med, norweskie mjød, czy angielskie mead.

[20] Zob., J.R.R.Tolkien, The Grey Annals, [w:] The History of Middle-earth, t.XI The War of the Jewels, London 2002, s.61 i 64

[21] R.Orr, op.cit., s.23

[22] Douglas A.Anderson, The Annotated Hobbit. Revised and Expanded Edition,  London 2003, s.167

[23] I nie ma w tym momencie większego znaczenia, czy Adam z Bremy się myli używając nazwy Radogost, czy nie, co zresztą wcale nie jest takie oczywiste, jak sugeruje Piotr Florek. Zob. Kronika Thiethmara,  (red.) Marian Z.Jedlicki, Kraków 2002, przyp.119, s.337

[24] D.A.Anderson, The Annoteted Hobbit.(...), s.167; warto też wspomnieć, że imiona o końcówce -gast, -geist, nie są niczym niespotykanym w świecie germańskim, vide wódz frankijski Arbogast. Zob. Grzegorz z Tours, Historia ..., Ks.II, par.9

[25] Oczywiście istnieje też możliwość, że powody pojawienia się w Hobbicie Radagasta nie zostaną wyjaśnione. Możliwe też, że nie znajdziemy takiego wyjaśnienia także w materiałach archiwalnych. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję.

[26] J.R.R.Tolkien to Michael G.Tolkien, 29 July 1966, The Letters (...), nr.289, s.369-370

[27] Zob. Jordanes, The Gothic History, par.129-130, s.87-88

[29] Zob. np. The Cambridge Medieval History, (red.) H.M.Gwatkin, J.P.Whitey, t.II Cambridge 1957 (przedruk wydania z 1926), s.418-458, zwł. s.430-440

[30] J.R.R.Tolkien, The Istari, [w:] Unfinished Tales of Númenor and Middle-earth, London, Boston 1986, s.390

[31] J.R.R.Tolkien, Lord of the Rings, (one volume edition), Boston, New York 1994, Appendix F, s.1103; o pokrewieństwie ludów Doliny Anduiny z Rohirrimami zob., tamże, s.420 i Appendix A, s.103; O ich pokrewieństwie z Dúnedainami zob. np. J.R.R.Tolkien, Cirion and Eorl and the Friendship of Gondor and Rohan, [w:] Unfinished Tales, s.288 i przyp.4, s.310; zob. też J.R.R.Tolkien, The Making of Appendix A, [w:], The Peoples of Middle-earth, Boston, New York 1996, s.258

[32] R.Derdziński, Ruginawaldus Dwalakóneis, ..., s.16-17; zob. J.R.R.Tolkien to Naomi Mitchinson, 25 April 1954, The Letters of J.R.R.Tolkien, nr.144, s.175; zob też J.R.R.Tolkien, The Lord of the Rings, Appendix F, s.1110

[33] Cyt., za J.R.R.Tolkien, The Appendix on Languages, [w:] The Peoples of Middle-earth, s.70

[34] Zob. J.R.R.Tolkien, The Lhammas, s.179

[35] Zob. J.R.R.Tolkien, The Istari, przyp.4, s.401; zob. też, tenże, The Last Writings, [w:] The Peoples of Middle-earth, s.384

[36] Na temat postaci prof. Przemysława Mroczkowskiego pisał, Dariusz Piwowarczyk. Zob. tenże., Opowieść  o dwóch mediewistach profesor Tolkien i profesor Mroczkowski, „Simbelmyne” (on-line), http://galaxy.uci.agh.edu.pl/ ~evermind/sn/sn.htm

[37] D.A,Anderson, The Annotated Hobbit, s.7-8

[38] Piotr Florek czerpał swoje domniemania na temat mork i hvendi z tekstu znanej lingwistki tolkienowskiej Lisy Star. Zob. Lisa Star, List of Tolkien’s Languages, http://www.geocities.com/Athens/Parthenon/9902/langlst.html, 20.09.2003, s.3. Tymczasem, na liście dyskusyjnej Elfling Carl F.Hostetter napisał: „Tolkien never created any language called „Mork”. This is a pure fabrication on Lisa’s part.” Cyt. za Ryszard ‘Galadhorn’ Derdziński, http://forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?p=26428#26428, 23.09.2003, 08:19

[39] P.Florek, Quid Redigast cum Boromir?, s.5

[40] D.A.Anderson, op.cit., s.8

[41] Ryszard Derdziński (Reikeihardus Libanainelks), Ruginawaldus Dwalakóneis, Goci, diabły i poezja, s.17

[42] J.R.R.Tolkien, Władca Pierścieni, T.III, Warszawa 1998, s.148, 150