Mit Pearce'a

Cezary Karolczak

 

 

Na polskim rynku księgarskim dwa wydawnictwa wiodą prym w publikowaniu dzieł tolkienowskich. Warszawski „Amber” celuje w kolejnych wydaniach znanych dzieł Profesora, wydając od czasu do czasu coś z szeroko pojętej tolkienistyki: Encyklopedia, Atlas i Mistrz  Śródziemia, zaś poznański ZYSK i S-KA zajął się głównie dziełami jeszcze niepublikowanymi w Polsce (nie wspominając o  największym błędzie wydawniczym). Nie dziwi więc fakt, że po ukazaniu się Listów przyszła kolej na książkę Josepha Pearce’a Tolkien. Człowiek i mit. Godnym odnotowania jest fakt, że książka ta ukazała się na rynku brytyjskim zaledwie przed trzema laty, a już mamy jej polski przekład. Wydawnictwo ZYSK i S-KA ma chyba w swoich szeregach jakiegoś małego (ew. dużego) duszka, który podpowiada co należałoby na rynek wypuścić. A wszystko po to, by przygotować się na spodziewany w przyszłym roku boom tolkienowski związany z ekranizacją Władcy Pierścieni. Pożyjemy, zobaczymy.

Książka Pearce’a znana mi była jedynie z krótkich fragmentów cytowanych przez Tadeusza A. Olszańskiego w jego książce Zarys teologii Śródziemia i inne szkice tolkienowskie. Jednakże pierwsze wrażenia po lekturze są mieszane. Ale po kolei.

Ostatnio dość krytycznie obszedłem się ze stroną edytorską wydanych przez ZYSK Listów Tolkiena. Tym razem nie mam poważniejszych zarzutów. Książka jest w twardej okładce z obwolutą. Nie rozpadanie się, jak z pewnością rozpadną się, wcześniej czy później, Listy. Bardzo przypomina wydanych w zeszłym roku Inklingów Carpentera. Ładnie prezentuje się na półce, zwłaszcza zdjęcie legendarnego pubu „Pod Orłem i Dziecięciem” na obwolucie. Niemniej, zmiana tytułowej czcionki z okładek na zupełnie inną wewnątrz książki jest drobnym niedopatrzeniem. Całkiem możliwe, że był to tylko zgrzyt edytorski.

Książka zaopatrzona jest w bibliografię oraz wspólny indeks osób i tytułów. Dodatkowym atutem jest tłumaczenie Joanny Kokot. W końcu wydawnictwo zgodziło się na cytowanie tłumaczenia Marii Skibniewskiej, o tłumaczeniu firmowym zaledwie wspominając w bibliografii. Mamy, co prawda i Gryfa (s. 163), i Złotą Tyczkę (s. 177), ale jest to w końcu jakiś krok naprzód.    

Książka jest wyraźnie echem zwycięstwa Władcy Pierścieni w plebiscycie Waterstone’a na „książkę stulecia”. Stąd też tak wiele w niej cytatów pochodzących z brytyjskiej prasy, co ciekawe – w większości niepochlebnych. Po czterdziestu latach od ukazania się Władcy, Tolkien nadal pozostaje pisarzem niedocenionym i ignorowanym. Głównym celem książki jest zatem odczarowanie niechęci krytyków i przybliżenie czytelnikom zarówno samej postaci Profesora jak i jego dzieł. Pearce czyni to korzystając z bogatego materiału biograficznego zawartego głównie w Listach, by podkreślić, że „podstawę niniejszej książki stanowią fakty, które sam Tolkien uznał za najbardziej znaczące dla swojego życia i twórczości” (s. 13). Problem jednak tkwi w owych faktach. Możemy bowiem nadawać naszym wywodom rangę obiektywności, odwołując się do tzw. faktów (czystych faktów). Co jednak, gdy pewne fakty zaczniemy nobilitować, a inne przemilczać? W dalszej części artykułu postaram się pokrótce pokazać jakich faktów Pearce nie zauważa.

W swej silącej się na obiektywność książce (zapewne dlatego tak dużo w niej cytatów), Pearce stara się przeforsować tezę o wyłączności chrześcijańskiej interpretacji dzieł (patrz s. 114) Tolkiena. W pewnym momencie zapomina się i mówi: „(...) A zatem siły zła we Władcy Pierścieni określone są jako potomkowie w prostej linii Tolkienowskiego Szatana, czyniąc niemożliwą, a przynajmniej niewiarygodną, jakąkolwiek interpretację tego utworu poza interpretacją teistyczną” (s. 99). Zatem nie można już nieteistycznie interpretować dzieł Tolkiena, chyba, że pominiemy iście szatańskie moce. Dalej mamy zdania związane z pojmowaniem teologii u Tolkiena: „Tolkien daleki był od tworzenia własnej teologii, on jedynie przyswoił i przysposobił do swoich celów teologię już istniejącą” (s. 99). Tutaj znów będę się sprzeciwiał. Teologia sensu stricto jest jedna (np. katolicka dla katolików, chrześcijańska dla chrześcijan), gdyż wokół niej toczy się rozgrywka o Prawdę. Tolkien tworzy teologię, wolę raczej słowo metafizykę, posiadającą oczywiście część wspólną z teologią chrześcijańską, ale nie pokrywającą się z nią. Zbyt dużo w niej elementów obcych i z zupełnie innych baśni. I tego właśnie nie może pojąć Pearce. Fragment listu nr 142, dotyczącego religijności i katolickości Władcy Pierścieni nie może być podstawą do tak silnych tez Pearce’a. Przeinacza on samego Tolkiena. W liście nr 181 czytamy: „Wcielenie Boga jest nieskończenie większą sprawą niż cokolwiek, o czym ośmieliłbym się napisać” (Listy, s. 355). Nie jest to powód do unikania kontekstów religijnych we Władcy Pierścieni, jak chce Pearce (patrz s. 114). Przecież w dalszej części tegoż listu mamy wyjaśnienie: „Tutaj zajmuję się jedynie Śmiercią jako częścią fizycznej i duchowej natury człowieka, oraz Nadzieją bez gwarancji” (Listy, tamże). W liście tym jest mowa także o oddaleniu Władcy Pierścieni od Ewangelii: „(...) chociaż może to przypominać Ewangelie, w rzeczywistości jest to zupełnie coś innego” (Listy, tamże). Władca Pierścieni nie jest Ewangelią. Nie są to dwie strony tej samej monety, jeżeli już, to raczej dwie monety z tego samego trzosu.

Znów będę się powtarzał, ale niestety muszę. Nie, nie i jeszcze raz nie. Bóg Ziemi i Bóg Śródziemia to nie ta sama Osoba (por. Pearce, s. 114). Przecież Tolkien chciał napisać przede wszystkim dobrą opowieść. Pisał o tym w przedmowie do Władcy, pisał także w cytowanym już liście nr 181: „Książka została bowiem napisana po to, by bawić (w najwyższym tego słowa znaczeniu), by nadawała się do czytania. (...) Przede wszystkim jednak musi ona być po prostu udaną opowieścią, musi ekscytować, sprawiać przyjemność, czasami nawet wzruszać, a w ramach swego własnego wymyślonego świata być (literacko) wiarygodna. Moim głównym celem było dokonanie właśnie tego” (Listy, s. 348 – 349).

Postawię tezę: Bóg Śródziemia nie może być Bogiem, którego czcił Tolkien, gdyż wiara Tolkiena, jak i każdego człowieka, nie jest interpersonalnie komunikowalna. Wiara jest subiektywna w tym sensie, w jakim subiektywne są nasze postrzeżenia (nie mogę drugiemu w pełni zakomunikować, jak widzę to, co widzę; jak smakuje mi to, co aktualnie jem). Wiara jest obiektywna w tym sensie, w jakim obiektywna jest wiedza, którą gromadzimy (mogę drugiemu powiedzieć, że to jest czerwone, a tamto słodkie). Być może, choć jest to nieweryfikowalne, Tolkien utożsamiał Iluvatara z Bogiem, a Śródziemie w jakiś sposób było naszą Ziemią, ale czytelnik nie musi tego zakładać, by przeczytać i dobrze odczytać Władcę Pierścieni. Rozsądną wydaje mi się uwaga Tadeusza A. Olszańskiego: „(...) Profesor z pewnością nie miał wątpliwości, że Śródziemie (Arda, Ea) nie istnieją inaczej, niż dzieło literackie” (Olszański, s. 76). Zwróćmy uwagę na fakt, że Śródziemie jest w większości tworzone przez nas – czytelników. Tolkien napisał opowieść o Śródziemiu, ale napisał ją dla czytelników, a nie do szuflady. To czytelnicy tworzą Śródziemie, a nie jedynie jego autor. Stąd też za każdym razem, za każdym czytaniem książek Tolkiena mamy inny świat, inne Śródziemie, a więc i innego Iluvatara, ale nie innego Boga. (Wyobrażenia możemy mieć różne, jednak to, co jest wyobrażane jest niezmienne, stałe i niezróżnicowane. Jeśli Iluvatar jest wyobrażeniem Boga dla Tolkiena, to nie jest to ontologiczna jedność Osób, ponadto nie jest jasne dlaczego czytelnik nie mógłby inaczej pomyśleć Iluvatara.) Możemy teraz odczytywać Władcę Pierścieni także nieteistycznie (nie znaczy ateistcznie) i także odkryć na kartach tej książki prawdziwe bogactwo duchowych znaczeń (por. Pearce s. 114).

Na koniec jeszcze jedno niedopatrzenie. O tym, że Frodo nie był pomyślany jako figura Chrystusa (por. Pearce, s. 115 i nast.) możemy usłyszeć od samego Tolkiena w wywiadzie z Denysem Geroultem z 16 grudnia 1970 roku, który to wywiad Pearce w innym miejscu sam cytuje. Oto odpowiedni fragment wywiadu:  

Geroult: Frodo accepts the burden of the Ring and he embodies as a character the

virtues of long suffering and perseverance and by his actions one might almost

say in the Buddhist sense he 'aquires merit'. He becomes in fact almost a Christ

figure. Why did you choose a halfling, a hobbit for this role?

Tolkien: I didn't. I didn't do much choosing, I wrote The Hobbit you see ... all I was

trying to do was carry on from the point where The Hobbit left off. I'd got

hobbits on my hands hadn't I.

Geroult: Indeed, but there's nothing particularly Christ-like about Bilbo.

Tolkien: No...

Geroult: But in the face of the most appalling danger he struggles on and continues,

and wins through.

Tolkien: But that seems I suppose more like an allegory of the human race. I've always

been impressed that we're here surviving because of the indomitable courage of

quite small people against impossible odds: jungles, volcanoes, wild beasts...

they struggle on, almost blindly in a way.

Pamiętajmy też, że Frodo w efekcie przegrywa, choć miłosierdzie okazane Gollumowi go ratuje (patrz Listy, s. 350), a jako hobbit ma owłosione stopy i zakłada kolorowe marynarki.

Myślę, że powyższe przykłady pozwolą czytelnikom na ostrożniejszą lekturę książki Pearce’a. Sama książka nie jest zła, zawiera dużą ilość przypisów bibliograficznych, odnoszących głównie do prasy brytyjskiej i prac o Tolkienie. Jest to także jedna z pierwszych książek w Polsce, która wykorzystuje bogactwo Listów Tolkiena. Pozycja obowiązkowa w biblioteczce badacza dzieł Tolkiena.

 

Wprowadzone cytaty pochodzą z:

Tadeusz A. Olszański, Zarys teologii Śródziemia i inne szkice tolkienowskie, GKF, Gdańsk 2000.

J. R. R  Tolkien, Listy, tłum. Agnieszka Sylwanowicz, ZYSK i S-KA, Poznań 2000.

Joseph Pearce, Tolkien. Człowiek i mit, tłum. Joanna Kokot, ZYSK i S-KA, Poznań 2001.

Joseph Pearce, Tolkien. Człowiek i mit, tłum. Joanna Kokot, ZYSK i S-KA, Poznań 2001.