Opowieść o dwóch mediewistach

- profesor Tolkien i profesor Mroczkowski

Dariusz Piwowarczyk

 

 

Oksford. Lata pięćdziesiąte XX wieku. „Miejsce piękne, w którym na co dzień żyło się wygodnie, jednak wypracowujące ludzkie charaktery wielkiej próby”[i]. To właśnie tutaj, w tym miejscu niespodziewanie pojawia się młody pracownik naukowy z Polski. Tym młodym uczonym jest Przemysław Mroczkowski, niedawno zmarły, wybitny polski anglista i mediewista. To właśnie wtedy, w Oksfordzie lat pięćdziesiątych zaczęła się jego przyjaźń z tamtejszym profesorem języka i literatury angielskiej, także mediewistą i autorem znanej powieści fantastycznej, J.R.R. Tolkienem oraz z innymi członkami nieformalnego klubu oksfordzkich uczonych i literatów – „the Inklings”. Przyjaźń ta miała trwać aż do śmierci profesora Tolkiena, a i później korespondencyjnie już między dziećmi obojga uczonych. Profesor Mroczkowski zmarł 12 lipca 2002 roku. Na łamach tego artykułu pragnę ukazać sylwetkę tego wybitnego uczonego oraz historię jego znajomości z profesorem Tolkienem.

Profesor Przemysław Mroczkowski urodził się 28 czerwca 1915 roku w Krakowie. Uczęszczał tamże do IV Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza, które ukończył egzaminem dojrzałości w 1933 roku. Następnie rozpoczął studiowanie romanistyki na Wydziale Filozoficznym UJ, którą ukończył w 1938 roku obroną pracy magisterskiej pisanej pod kierunkiem profesora Władysława Folkierskiego. Jednocześnie studiował drugi kierunek – filologię angielską u profesora Romana Dyboskiego, twórcy studiów anglistycznych w Polsce. Na początku drugiej wojny światowej służył w pułku artylerii ciężkiej, gdzie odbył kampanię wrześniową. Następnie wrócił do Krakowa, gdzie został aresztowany przez gestapo i spędził pare tygodni w więzieniu na Montelupich. Po wyjściu z więzienia, jeszcze w czasach okupacji, zarabiał ucząc języków. Po wojnie spędził krótki czas w ucząc w gimnazjum w Krakowie, a później jako lektor na Akademii Górniczo-Hutniczej. Rok akademicki 1946/47 spędził jako stypendysta na Uniwersytecie Notre Dame w USA, gdzie pracował nad swoją pracą doktorską z literatury angielskiej (tytuł magistra anglistyki uzyskał w 1946 roku). Obronił swoją pracę jesienią 1947 roku pod opieką profesora Władysława Tarnawskiego, następcy profesora Dyboskiego. W krótki czas po doktoracie podjął pracę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie przez kilkanaście lat kierował anglistyką (tam też w 1951 roku się habilitował). W latach pięćdziesiątych, po Październiku 1956, udał się na roczny pobyt do Oksfordu, dzięki pomocy Grahama Greene’a, który niedługo wcześniej odwiedził Polskę. Wtedy też poznał J.R.R. Tolkiena, który zaznajomił go z innymi członkami grupy „the Inklings”.

Profesor Mroczkowski w takich słowach opisuje pierwsze spotkanie z Tolkienem w rozmowie z Tomaszem Fiałkowskim na łamach „Tygodnika Powszechnego”: „To było w British Council w Oksfordzie; nie pamiętam wszystkich tematów rozmowy, pamiętam natomiast, że przedstawiłem się Tolkienowi: I come from Mordor, przybywam z Mordoru... Nie zaprotestował, dziś jednak wiem, że tworząc wizję królestwa zła nie miał tak doraźnych celów”[ii]. Profesor Mroczkowski poznał Tolkiena jako niewątpliwie kolegę po fachu (bo przecież bądź co bądź też anglistę) i tak go opisuje: „(...) o wiele starszego i nieporównywalnie znakomitszego kolegę po fachu, znawcę filologii staroangielskiej, „germanistę” (sensu largo) najwyższej próby, który od 1925 r. był profesorem w Oksfordzie, a od 1945 r. piastował katedrę w tamtejszym Merton College, łączącą lingwistykę z literaturoznawstwem wczesnego okresu”[iii]. Oprócz Tolkiena, profesor Mroczkowski poznał jeszcze pare innych osób z grupy Inklingów, m. in. C. S. Lewisa, Charlesa Williamsa, Neville’a Coghilla oraz o. Gervase’a Matthew. Określił całą grupę „The Inklings” tymi słowami: „The Inklings stanowili rzeczywiście grupę jedyną w swoim rodzaju. Z kilkoma jej uczestnikami miałem okazję i przywilej się zetknąć. Nie byli to ludzie identycznie myślący, toczyły się między nimi starcia i dyskusje, dzięki czemu tworzyli żywą wspólnotę”[iv]. Profesor Mroczkowski miał okazję wiele razy dyskutować osobiście z Tolkienem, dzięki czemu mógł jakby uzupełnić braki poprzednich biografów pisarza (Carpentera i Grotty) o różne ciekawostki. W rozmowie z Tomaszem Fiałkowskim tak mówi o Tolkienie: „(...) był historiozoficznym pesymistą, uważał, że ewolucja współczesnego świata zmierza ku punktowi zero, ku jakiemuś kosmicznemu zagrożeniu rodzaju ludzkiego”[v]. W tym samym wywiadzie mówi jeszcze na temat katolicyzmu Tolkiena (profesor Mroczkowski też był katolikiem): „Był to (...) katolicyzm bardzo tradycyjny; Tolkien nie mógł się na przykład pogodzić ze zmianami wprowadzonymi w liturgii przez Sobór i podczas angielskiej Mszy modlił się z łacińskiego mszału”[vi]. A tak profesor komentuje dwa najbardziej znane dzieła beletrystyczne Tolkiena: „Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem „Władcę Pierścieni” i „Hobbita”, nie zdawałem sobie jednak sprawy, jak bardzo ich autor zboczył ze zwykłej drogi uczonego i badacza. Przeciętny oksfordczyk to przede wszystkim wychowawca i uczony. Tymczasem Tolkien był przede wszystkim pisarzem – oraz wychowawcą i uczonym. Jego twórcze zdolności łączyły się zresztą z językoznawstwem. Prowadziły go one do tworzenia własnych układów lingwistycznych. Budując świat znany z „Władcy Pierścieni”, czy „Hobbita”, wyposażył bohaterów w nowe języki – z własnymi alfabetami, gramatyką, słownictwem. Tolkiena fascynowało słowo – zarówno słowo mówione, nad którym świetnie panował, jak i słowo pisane, i wreszcie pismo jako takie. Pamiętam, że pokazałem jego książkę ś. p. prof. Jerzemu Kuryłowiczowi, językoznawcy o międzynarodowej sławie, który od razu wskazał na dukt celtycki – specjalną odmianę ozdobnego pisma – w wymyślonym przez Tolkiena piśmie elfów. Dawne dokumenty, które Tolkien czytywał jako uczony filolog, otwierały dlań krainy fantazji”[vii]. Na koniec zacytuję jeszcze wypowiedź profesora z biografii Tolkiena autorstwa Daniela Grotty dotyczącą umiejętności retorycznych Tolkiena oraz prowadzenia wykładów: „Tolkiena bardzo trudno było zrozumieć, ponieważ mówił okropnie niewyraźnie. Osobiście uważam, że najwyższym sprawdzianem dla filologa angielskiego spoza Wielkiej Brytanii była próba zrozumienia Tolkiena. Jeśli przeszedł ją pomyślnie, zasługiwał na specjalny doktorat albo coś podobnego. Tolkien nie troszczył się o to, by mówić wyraźnie; po prostu zakładał, że wszyscy bez trudu go rozumieją. Wykłady Tolkiena miały swoją wierną publiczność, ale według mnie nie były szczególnie popularne – przynajmniej nie w taki sposób, jak wykłady Neville Coghilla. Tolkien nie ograniczał się do swojego przedmiotu, lecz często improwizował, opowiadając o tym, co go w danej chwili interesowało. Czasem cały wykład poświęcał lekturze tłumaczenia nordyckiej sagi albo średnioangielskiego poematu, zamiast skupić się na przygotowanym temacie. Zarówno w prywatnej rozmowie, jak i podczas wykładu bardzo często niezwykle trudno było go zrozumieć”[viii]. Jak wiadomo profesor Tolkien zmarł 2 września 1973 roku. Po jego śmierci profesor Mroczkowski napisał artykuł do „Tygodnika Powszechnego” na temat Tolkiena oraz innych Inklingów, z którymi miał styczność w Oksfordzie, zatytułowany „Uczoność i wyobraźnia w Oxfordzie”. Napisał także wiele recenzji i pochlebnych opinii o dziełach Tolkiena, które były wydawane w Polsce w latach 60. ubiegłego stulecia.

Na początku lat 60. XX wieku profesor Mroczkowski wrócił do Krakowa, gdzie od 1963 roku kierował odnowioną Katedrą Filologii Angielskiej, a od 1975 do 1981 roku był dyrektorem nowo powstałego Instytutu Filologii Angielskiej. W 1985 roku profesor Mroczkowski przeszedł na emeryturę, ale pozostał jeszcze czynnym naukowcem przez wiele lat. W 1998 roku odbyło się na Uniwersytecie Jagiellońskim uroczyste odnowienie doktoratu profesora. W ostatnich latach życia niestety działalność naukowa profesora została uniemożliwiona przez chorobę.

Z publikacji i prac profesora Mroczkowskiego należy wymienić przede wszystkim już książkę-legendę – „Historię literatury angielskiej”, która od wielu lat jest podstawowym podręcznikiem do tego przedmiotu. Oprócz tej książki profesor Mroczkowski napisał też opracowanie „Opowieści kanterberyjskich” Geoffreya Chaucera oraz przetłumaczył „Widzenie o Piotrze Oraczu” Williama Langlanda. Pisał także, od 1945 roku do „Tygodnika Powszechnego”, m. in. artykuły o profesorze Romanie Dyboskim, o Chaucerze, Dickensie, Conradzie i całej literaturze angielskiej. Interesował się angielskim średniowieczem, renesansem, ale także liturgią i ruchem oksfordzkim.

Profesor Mroczkowski zmarł 12 lipca 2002 roku w Krakowie. Sześć dni później uczniowie, przyjaciele i znajomi pożegnali go, oddając hołd niestrudzonemu budowniczemu studiów anglistycznych w Polsce.

 

Dariusz Piwowarczyk

 

 

Autor pragnie w tym miejscu podziękować redakcji „Tygodnika Powszechnego” za udostępnienie materiałów dotyczących profesora Przemysława Mroczkowskiego oraz jego artykułów.

 

Bibliografia

-         Grotta Daniel „Tolkien. Twórca Śródziemia.”, Prószyński i S-ka, W-wa 1998.

-         Mroczkowski Przemysław, „Uczoność i wyobraźnia w Oxfordzie”, „Tygodnik Powszechny” nr 40, 1973.

-         „Oksfordzcy mistrzowie wyobraźni”. Z prof. Przemysławem Mroczkowskim rozmawia Tomasz Fiałkowski, „Tygodnik Powszechny” nr 14, 1994.

-         Gibińska Marta, Tabakowska Elżbieta, „Prof. dr hab. Przemysław Mroczkowski (28 VI 1915 – 12 VII 2002). Pomnik z krwi i kości”, „Tygodnik Powszechny” nr 30, 2002.

-         Gibińska Marta „Święto Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prof. Przemysław Mroczkowski – sylwetka”, Acta Universitatis Iagiellonicae, nr 9 (225), rok XV, maj 1998 (Biuletyn UJ – maj 1998).

 


 


[i] Oksfordzcy mistrzowie wyobraźni. Z prof. Przemysławem Mroczkowskim rozmawia Tomasz Fiałkowski, „Tygodnik Powszechny” nr 14, 1994.

[ii] Ibidem.

[iii] Ibidem.

[iv] Ibidem.

[v] Ibidem.

[vi] Ibidem.

[vii] Ibidem.

[viii] Daniel Grotta, „Tolkien. Twórca Śródziemia. Biografia.”, Prószyński i S-ka, W-wa 1998, str. 96.