Beowulf i Frodo

Tadeusz A. Olszański

 

 

Miało być na temat Anglia Tolkiena czy jakoś tak, ale jak zwykle ostatnio wyszło mi trochę co innego (*). Będziemy mówić nie tyle o, co na kanwie esejów Tolkiena Beowulf the Monsters and the Critics; ich polskie wydanie ukaże się za parę miesięcy, w moim tłumaczeniu. A zacznę od dwu cytatów z tytułowego eseju, będącego najważniejszym dziełem Tolkiena jako człowieka nauki. Dla jasności - powstał on w latach trzydziestych.

Pierwszy: Beowulf nie jest typowym bohaterom heroicznej dumy. Brak mu splątanych lojalności, czy nieszczęśliwej miłości. Jest człowiekiem, i to jest dla niego i dla wielu dostateczną tragedią.” I drugi: Smok jest uosobieniem przewrotności, chciwości, zniszczenia (co jest odwrotną, złą stroną bohaterskiego życia) oraz okrucieństwa losu, nie rozróżniającego dobra i zła (co jest złym aspektem życia w ogóle). Czyż nie to samo możemy powiedzieć o Frodzie... i o Turinie? I o przeciwnościach, które ich spotykają?

I kolejny cytat: To, że konkretny nosiciel tej wrogości, Smok, także umiera, jest ważne przede wszystkim dla Beowulfa. Był on wielkim człowiekiem. Niewielu może zadać śmierć jednemu smokowi, na pewien czas ocalając swój lud - nawet za cenę życia. Człowiek dzielny powiedziałby, że wedle ludzkich miar Beowulf nie żył, ani nie umarł na próżno. Nie ma tu jednak mowy, by była to wojna, mająca położyć kres wszystkim wojnom, walka ze smokiem, mająca położyć kres wszystkim smokom; przeciwnie - wiele wskazuje na coś przeciwnego. Jest to kres Beowulfa, a z nim - nadziei jego ludu.”. I znów - trudno odeprzeć skojarzenia z Władcą Pierścieni, zwłaszcza - słowami Gandalfa podczas Ostatniej Narady. Jest tu też aluzja polityczna - „wojną, która położy kres wszystkim wojnom” miała być pierwsza wojna światowa (a po niej - druga); tak przynajmniej sądzili szlachetni optymiści epoki. Tolkien nie podzielał tego optymizmu - i, jak wiemy, racja była po jego stronie.

Wreszcie zakończenie Potworów i krytyków, obszerny fragment, w którym nietrudno odczytać credo artystyczne Profesora, a także ujrzeć, jak pojmował on patriotyzm: I rzecz ostatnia, przeznaczona dla tych, którzy wciąż zachowują starodawną pietas [pietyzm] wobec przeszłości. Beowulf nie jest poematem „pierwotnym”. To dzieło późne, czerpiące z obfitego materiału, pozostałego po czasach już minionych i odmienionych, czasów, które przepadły na zawsze, zepchnięte w zapomnienie. Wykorzystuje go w nowym celu, z rozleglejszą wyobraźnią, nawet jeśli z nie tak gorzką i stężoną mocą. Świeżo napisany Beowulf był już antykwaryczny w dobrym znaczeniu słowa; dziś także wywiera szczególne wrażenie. Jest bowiem starodawny sam w sobie, jego twórca mówi o sprawach dawnych i brzemiennych żalem, a jego kunszt, sięgający głębi, dotykającej serc smutkiem, który jest równie dojmujący, jak odległy. Niegdyś pogrzeb Beowulfa wzruszał echem starodawnych trenów, dalekich i beznadziejnych. Dla nas jest on wspomnieniem przyniesionym zza wzgórz, echem echa. W takim świecie nie ma wiele poezji, i choć Beowulf nie należy może do największych poematów naszego zachodniego świata i jego tradycji, ma jednak indywidualny charakter i szczególną uroczystość. Nie straciłby swej mocy, gdyby powstał w nieznanym nam czasie i miejscu, nie miał potomstwa i nie przekazywał imion, które możemy rozpoznać lub zidentyfikować dzięki naszej wiedzy. Jednak powstał on w języku, który po tylu wiekach jest wciąż zasadniczo pokrewny naszemu, powstał w tym kraju, rozgrywa się w naszym północnym świecie, pod naszym północnym niebem, więc do tych, dla których ten język i ten kraj są ojczyste, zawsze będzie przemawiał szczególnie głęboko - dopóki nie przyjdzie smok.”

Beowulf, klasyczne dzieło literatury staroangielskiej, wyraz ducha germańskiego par excellence (nic celtyckiego!) w Polsce niestety nieznany, był ulubionym utworem Tolkiena. On pierwszy zajął się tym poematem jako poematem właśnie, a nie czymkolwiek innym, podważył pogląd, iż jest to epos, wywodząc, iż jest on raczej rozbudowaną, epicką przypowieścią o losie człowieka, we wspaniałym skrócie przeciwstawiającym młodość i starość, zwycięstwo i nieuniknioną klęskę. Wiele miejsca poświęcił też sposobowi, w jaki poeta Beowulfa, będący niewątpliwie chrześcijaninem, pochodził do kwestii losu swych przodków, „sprawiedliwych pogan”. Za chwilę przywołam kolejny cytat, od razu jednak powiem, że z uważnej lektury Potworów i krytyków wynika, że Beowulf stoi u korzeni twórczości Tolkiena - jego podejścia do ludzkiego losu, do świata pozbawionego Objawienia, uznania, że odwaga jest sama w sobie godna najwyższej pochwały, gdyż jest darem Boga.

A oto cytat, tym razem bardzo długi: Potwory były wrogami bogów i wodzów ludzi, i one zwyciężały w doczesności. W opisach heroicznej obrony i ostatecznej klęski ludzie i bogowie występują w tych samych zastępach. Dawni ludzie, bohaterskie postaci, hćleđ under heofenum, [bohaterowie pod nieboskłonem] przetrwali i wciąż walczą, aż do klęski. Potwory bowiem nie odchodzą, choć przychodzą i odchodzą bogowie. Chrześcijanin, tak jak jego przodkowie, był (i jest) śmiertelnikiem ciśniętym we wrogi świat.” A dalej: (Poeta Beowulfa) „Wciąż zmagał się z wielką tragedią doczesności, wciąż nie pisał alegorycznej homilii wierszem. Grendel żył w widzialnym świecie, pożerał ciało i krew ludzi, wchodził do ich domów przez drzwi. Smok władał fizycznym ogniem, pożądał złota, nie dusz, a śmierć zadało mu żelazo, wbite w brzuch. Byrne [kolczuga] Beowulfa była dziełem Wielanda, on też wykuł żelazną tarczę, którą bohater osłaniał się przed smokiem: nie był to jeszcze pancerz sprawiedliwości, ani tarcza wiary, która zgasi wszystkie rozżarzone pociski złego.

Można zaryzykować pogląd, że pod tym jednym względem nasz poemat zainspirowała debata, toczona wówczas i ciągnąca się jeszcze długo: czy wolno nam przeznaczyć naszych pogańskich przodków na zatracenie, czy też nie? I że był on jednym z ważniejszych głosów w tym sporze. (...) Autor Beowulfa wskazuje niezmienną wartość pietas [pietyzmu], przechowującego pamięć o walkach, toczonych przez ludzi w mrocznej przeszłości, ludzi upadłych, a jeszcze nie zbawionych, w niełasce, lecz nie pozbawionych tronu. To silne poczucie tradycji, niewątpliwie opierającej się na dynastiach, szlachetnych rodach z ich kodeksem honorowym, zapewne umocnionej nie tak surową, a pełną ciekawości erudycję celtycką, wydaje się być częścią angielskiego usposobienia, dzięki któremu przynajmniej w niektórych zakresach, wbrew głosom groźnym, uroczystym i francuskim, zachowaliśmy wiele z dziedzictwa północnej przeszłości, by zmieszać je z naukami Południa i nową wiarą.” Zauważmy tu ukryty cytat z Mitopoei, w tym czasie powstającej.

W Beowulfie Grendel (a także smok) nie jest przeciwnikiem bohatera - jest on dlań próbą, doświadczeniem, jakie go spotyka - tak jak choroba, tak jak śmierć. Potwór nie ma własnych zalet, służy on do odbijania zalet bohatera; nie ma on własnego losu - jest on środkiem, dzięki któremu dokonuje się los bohatera. Tak jak dowódcy orków, Balrog, Nazgule, Porucznik Czarnej Wieży (Usta Saurona), ba - nawet Sauron. Na tym polega błąd Gardnera (autora powieści Grendel, skądindąd niezłej) i spotykanych czasem „obrońców orków”, upominających się o „ich historię”, „ich prawdę”.

Tymczasem ani Beowulf, ani Władca Pierścieni nie jest realistyczną powieścią. Potwory, reprezentanci transcendentalnego zła nie są postaciami, a tylko atrybutami. Dlatego nie wchodzi się z nimi w dyskurs, dlatego nie mają oni „własnego zdania” a tym bardziej - „własnych racji”. Inaczej jest z Gollumem, a nawet Sarumanem - oni należą do tego samego świata, co bohater, dzielą tragedię jego świata; w Beowulfie także znajdujemy takie postaci. Można opowiedzieć dzieje wojny o Pierścień, czyniąc osią opowieści Golluma, ale nie - Wielkiego Nazgula.

Nieco inaczej: oba te dzieła (i wiele im podobnych) nie są opowieścią o walce dobra ze złem, ale o dobru, zmagającym się ze złem. Samo pojecie „walki dobra ze złem” ewokuje ich równorzędność (Ormuzd i Aryman, jasna i ciemna strona Mocy, Ged i jego Cień (u Le Guin chyba najwyraźniej zło jest niczym innym, jak innym aspektem dobra). Jest to podejście manichejskie, więc niechrześcijańskie (choć chrześcijaństwo zawsze podlegało i zawsze będzie podlegać pokusie manicheizmu). Jezus wypędzał demony, ale ich nie objaśniał, a wszyscy mistrzowie chrześcijańskiego życia duchowego ostrzegają przed wgłębianiem się w naturę Zła (najskrajniej wyraził to ostrzeżenie Nietzsche, paradoksalnie - myśliciel antychrześcijański: Kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by sam przy tym  nie stał się potworem. Zaś gdy zbyt długo spoglądasz w otchłań, spogląda otchłań także na ciebie (Poza dobrem i Złem, nr 146), co dedykuję szczególnie PT rolpjelom. Nie mam wątpliwości, że Tolkien znał te słowa. I tak jak poeta Beowulfa, odrzucał on wizję manichejską, koncentrował się więc na stronnikach Dobra, transcendentalnemu Złu i jego reprezentantom poświęcając tylko tyle uwagi, ile koniecznie trzeba.

(*) Jest to część prelekcji, wygłoszonej na Krakonie’2000