![]() |
|
|
|
|
|
Quid Redigast cum Boromir? |
Piotr 'Neratin' Florek |
|
Jak się okazuje, wiele.
Jak pewnie wszyscy wiedzą, na samym początku literackiej drogi Tolkiena (drogi do Śródziemia) związki pomiędzy światem przedstawionym jego sztucznej mitologii, a Europą były dosłowne. To czasy 'mitologii dla Anglii', tworzenia 'zagionionej epiki anglosaskiej' czasów siódmej inwazji. Tolkien dopiero wyrasta z młodzieńczego nacjonalizmu ('Napływ wielosylabicznych barbaryzmów' lat szkolnych), ciągle zazdroszcząc sąsiadom, z których kulturą historia obeszła się łaskawiej: 'To właśnie dzięki Eriolowi i jego synom Engle (tzn. Anglowie) posiadają prawdziwą wiedzę o fairies, o których Iras i Wealas (Irlandczycy i Walijczycy) mówią rzeczy niestworzone'.
By nie truć znowu o 'Księdze
Zaginionych Opowieści': to właśnie wtedy zaistniała oś Zachód-Wschód,
stanowiąca jeden z fundamentów konstrukcyjnych tolkienowskich światów
przedstawionych. Przyczyna jest prosta i oczywiste: nowa Anglia (Englene
londe) leży na zachód od starej Anglii (Angeln); podobnie jak
Atlantyk (Gârsecg) w stosunku do wybrzeży północno-zachodniej Europy.
A tam właśnie umiejscawiał Tolkien elficki Avallon, Tir-nan-Dog,
Tol-Eressea.
Wiemy już, co robił Zachód.
A Wschód?
Wydaje się, że Tolkien wykorzystał tu po prostu idee, najpełniej wyrażone przez Vere Gordon Childe'a (rówieśnika JRRT, archeologa i filologa) w głośnych dziełach 'Świt cywilizacji europejskiej' (1925) i 'Ariowie. Indoeuropejskie początki' (1926), ale pojawiające się i wiele lat przed nim (np. u Otto Schradera, autora pracy 'Językoznastwo porównawcze a prahistoria' z 1883): o indoeuropejskich przodkach Europejczyków, którzy mieli przed przybyciem na Zachód mieszkać na stepach południowiej Rosji - teoria alternatywna wobec szeroko w owym okresie rozpowszechnionych tez Kossinny, szukającego Urheimat w Skandynawii.
Tak czy inaczej, ta
pierwotna anizotropia świata przedstawionego przetrwała, nawet wtedy gdy
powiązania późniejszego Śródziemia i Europy przestały być takie oczywiste.
Elfowie zawsze mieli już odpływać na najdalszy Zachód, a ze Wschodu napływać
miały kolejne plemiona ludzkich barbarzyńców...
No właśnie, barbarzyńcy.
Początkowo ludzcy bohaterowie opowieści Tolkiena należeli do rzeczywistości
historycznej, nie quasi-mitycznej: byli Saksonami (Ingwaiwar),
Rzymianami (Rûmhoth), Anglosasami (Luthien), z tego czy innego
okresu. Zmieniło się to wraz z zarzuceniem formuły 'Księgi Zaginionych
Opowieści', i przeniesieniem akcji mitologii daleko wstecz.
Tolkien zaczął wtedy
rozbudowywać historię wczesnych ludzi - było to zresztą niezbędne wraz z
coraz większą rolą, jaką grali w Historii Gnomów ludzcy bohaterowie. 'Qenta
Noldorinwa' mówi nam, że 'gdy Słońce po raz pierwszy wzeszło nad światem,
młodsze dzieci ziemi przebudziły się w kraju Eruman na wschodzie wschodu'.
To właśnie w tym tekście po raz pierwszy pojawia się także zróżnicowanie
etniczne wczesnych plemion ludzkich: Tolkien wyróżnia tu plemiona Bëora i
Hadora, które w tej właśnie kolejności przybyły do Broseliand, oraz
Plemiona Wschodu, smagłych ludzi z rodu Bóra i Ulfanga. W nieco
późniejszych 'Rocznikach Beleriandu' pojawia się także ród Haleth,
rozwinięta zostaje także charakterystyka Smagłych Ludzi - co ważne, tu po
raz pierwszy Bór podniesiony zostaje do rangi wiernego Easterlinga. Pójdźmy
dalej: w kolejnych wersjach tych tekstów wreszcie pojawia się nasz bohater:
Boromir, syn Bóra. Czy Boromir jest 'słowiański'? Cóż, podobieństwo do Władymira i jemu podobnych jest oczywiste, i niejednokrotnie pojawiały się hipotezy o takiej właśnie inspiracji. Przede wszystkim należy jednak wskazać, iż jako pierwsze pojawiło się imię Bór - i to od niego utworzono kolejne: Borlas, Boromir, Borthandos, tak jak Ulfand, Uldor, Ulfast, Ulwar... a to czyni tę teorię mało prawdopodobną - w końcu Tolkien najpierw musiał wymyślić przyrostek ('klejnot'), by możliwe się stało dostrzeżenie podobieństwa Boromira do Władymira, co odwraca nam przyczynę i skutek.
Paradoksalnie, teza o
słowiańskiej inspiracji nie na wiele by nam się przydała - jeden wyjątek nie
tworzy reguły. Mamy jednak od inspiracji coś silniejszego: etymologię
imienia Boromir.
Istnieje jednak nieco wcześniejszy tekst, w którym sprawy imion przedstawione są zupełnie inaczej. Mam tu na myśli oczywiście 'Lammas'. W części poświęconej ludziom i ich językom czytamy:
'Ale inni Ludzie, jak na to wygląda, pozostali na wschód od Eredlindon, zachowując swoją mowę. I to z tego właśnie języka, spokrewnionego blisko z taliska, po wielu wiekach zmian pochodzą języki które wciąż są żywe na Północy ziemi. Jednak smagły lud Bóra i Uldora przeklętego nie należał do tej rasy. Posługiwali się inną mową, zaginioną bez śladu innego niż imiona tych ludzi.'
Sformułowanie to, wraz ze szczątkową (jak na razie) wiedzą na temat szczegółów konstrukcyjnych języków taliska, mørk i hvendi, świadczy że związek pomiędzy tymi językami, a językami które stanowiły ich 'inspirację': gockim, staroangielskim i staroislandzkim (a które dla czytającego/wysłuchującego 'Lammas' Ælfwine były 'wciąż żywe na Północy'), Tolkien umieścił i wewnątrz świata przedstawionego: jak widać z powyższego cytatu, związek ten miał być genetyczny.
Nie był to oczywiście pierwszy i ostatni raz, praktyki takie można dostrzec w kilku miejscach. Tolkien wprowadził elfickie etymologie dla Atlantydy, Irlandii i Anglii; adûnaickie dla Avallon. W qenya Sahora to 'Południe' (od SAHA, 'gorąco'), zaś nenuvar - 'jezioro porośnięte liliami'. Z 'Opowieści o Ælfwine' wiemy, że staroangielski tûn (> town, ton) związany jest z elfickim Túna. Powszechnie znany jest też wywód Q. arda N. garð < 3AR- > PIE. *ghor-dho- > OE geard, OS gard, OHG gart, ON gardhr...
Ale tym razem widać świadomy zamysł, który - być może - legł u podstaw szerszego systemu. Systemu, w ramach którego bórian mógłby być językiem nie tylko neo-prasłowiańskim, ale i umownym przodkiem prasłowiańskiego - siostrzanym ('inna mowa') względem języków germańskich.
Pojawia się tutaj zaraz
zastrzeżenie: założywszy, że to prawda - czego możemy się spodziewać po
bórianie? Cóż, wbrew często powtarzanym opiniom, znajomość języków
słowiańskich nie była mocną stroną Tolkiena. Nawet gdyby bórian
zaistniał w postaci bogatszej niż kilka imion i nazw własnych (a wiele
wskazuje na to, iż jest to szacunek optymistyczny), wątpliwe by jego 'słowiańskość'
odpowiadała chociażby w nikłym stopniu 'gockości' taliska. Tolkienowi to zresztą nigdy nie przeszkadzało: przyjęta przez niego metoda conlangingu nie wymuszała drobiazgowego kalkowania struktury rzeczywistego języka. Przypomnijmy sobie chociażby qenya: to o tyle trafny przykład, że Tolkien także i tutaj nigdy nie nauczył się dobrze języka-inspiracji.
Przejdźmy teraz do Radagasta, przyjaciela ptaszków i innych zwierzaczków. Nie chodzi tutaj o samą postać, na temat której informacje można znaleźć we 'Władcy Pierścieni' i 'Niedokończonych Opowieściach'. Najważniejsze dla mojego wywodu jest to, że imię 'Radagast' jest wzmiankowane jeszcze w 'Hobbicie' z 1937 roku - i pozostaje zagadką, po co Tolkien w ogóle je wprowadzał.
' - Jestem czarodziejem - ciągnął Gandalf. - I słyszałem o tobie, nawet jeśli ty nie słyszałeś o mnie, choć być może doszły cię słuchy o moim ziomku imieniem Radagast, który mieszka nieopodal południowych krańców Mrocznej Puszczy?'
Znamy kryjącą się za Tomem
Bombadilem holenderską historię; wiemy skąd wzięła się Krowa, co
przeskoczyła Księżyc; potrafimy w końcu rozpoznać aluzje do Silmarillionu,
które Tolkien wrzucił do 'Hobbita'.
Kto był u naszych
południowych sąsiadów, zna na pewno piwo o podobnej nazwie, mianowicie 'Radegast'.
Pytani zaś w tej kwestii tubylcy na pewno ochoczo poinformują nas, że
pochodzi ona od imienia słowiańskiego bóstwa. Wedle najpopularniejszej
wykładni Radagast/Radegast to zniekształcony 'Radogoszcz', czyli 'rady-gość',
'dobrze witany gość' (gość/gast/guest). Najbardziej znany jest jego
opis pochodzący z kroniki Thietmara z Merseburga, ca. 1018, dotyczący
religii Luciców na Połabiu: 'Jest w kraju Redarów pewien gród o
trójkątnym kształcie i trzy zawierający bramy, zwany Riedegost, który otacza
zewsząd wielka puszcza ręką mieszkańców nie tknięta i czczona'. W
grodzie tym miała znajdować się świątynia Swarożyca. Nieco późniejszy jest
opis Adama z Bremy, który co prawda Radogoszcz nazywa Rethre, natomiast
samego Swarożyca - Redigastem: 'Templum ibi magnum costructum est
demonibys, quorum princeps est Redigast... Imię miało być drugim, 'osobistym'
mianem Swarożyca. Dla porządku dodać jeszcze trzeba, że nasz wielki
językoznawca i badacz mitologii Słowian, Aleksander Brückner, podważał ('zbyteczny
dziwoląg', 'niesłychany bóg', 'myłka Adamowa') istnienie
Radagasta - według niego przeniesiono tylko nazwę grodu na bóstwo, Swarożyca;
inni zaś idąc tym tropem wywodzili samą tę nazwę z redny gozd, 'podmokły
las'.
Tymczasem, szukajmy 'Słowian'
dalej. W pierwszych wersjach powieści 'Hobbit' człowiek, do którego wprasza
drużynę krasnoludów czarodziej Gandalf po ucieczce z łap goblinów, nazywa
się Medved. 'Medved' to po prostu
медвéдь,
miedwied
(purystów przepraszam za niedoskonałość transkrypcji) - czyli po rosyjsku 'niedźwiedź'.
To słowo występuje zresztą w wielu językach słowiańskich: chorwackim,
czeskim, słoweńskim, w ukraińskim jako wiedmid, nawet w polskim, u
Reja, mamy jeszcze 'miedźwiedzia', co miałoby oznaczać, według dwóch różnych
etymologii, 'miód-jedzący' i 'miód-wiedzący' - 'wiedzącego/znającego - w
domyśle drogę - do miodu'. To typowy przykład 'fonoestetyki' w działaniu:
Tolkienowi zapewne podobało się i samo brzmienie tego słowa, jak i znaczenie:
'miedźwiedź' był bardzo podobny takim kenningom jak 'Beowulf' (który, jak
wiadomo, oznacza 'wilka na pszczoły', czyli znów niedźwiedzia). Choć Christopher Tolkien twierdzi, że 'znaczenie 'Hobbita' dla Śródziemia polega na tym, co spowodował [ - to znaczy przyczynił się do powstania 'Władcy Pierścieni'], a nie tym czym był', pewne poszlaki wskazują, iż utożsamienie ze sobą świata hobbitów i świata Legendarium, Silmarillionu, 'prywatnej mitologii' Tolkiena, nastąpiło już na etapie 'Hobbita'. Stąd porozrzucane tu i ówdzie aluzje, o których powyżej wspominałem - pojawiające się nazwy typu Gondolin, odwołania do wojen krasnoludów i orków, a także złych doświadczeń elfów z krasnoludami, Nekromancer, itd. itp. Można więc rozumieć Radagasta i Medveda jak ślady naprędce skleconej konstrukcji, dodającej do neo-germańskich 'Przyjaciół Elfów' ich neo-słowiańskich braci.
Podsumowując tę część
wywodu: mamy dwa słowiańskie (lub jedno słowiańskie, drugie gockie) imiona,
które pojawiają się nam na wschód od Beleriandu, w Dzikich Krajach - a
dokładniej, w okolicy Mrocznej Puszczy. Spróbujmy więc uściślić rzecz od
strony geograficznej. Jeśli chodzi o samą Myrkviðr, Tolkien pożyczył
ją sobie z 'Saga Heiðreks konungs ins vitra', której końcówka jest
rozbudowaną 'Hlöðskviða'. Na nieszczęście, dokładniejsza lokalizacja na
podstawie tego tekstu nie jest możliwa (a raczej: możliwych jest wiele
wersji interpretacyjnych) - Mroczna Puszcza jest miejscem, nieopodal którego
rozegrała się wielka bitwa między Gotami a Hunami: 'Hrís þat it mæra, er
Myrkvið heita, gröf þá ina helgu, er stendr á Goðþjóðu'.
Każdy znający choć trochę
problem obecności Gotów na ziemiach Polskich czy etnogenezy Słowian, a w
szczególności podłoże konfliktu autochtonistów i allochtonistów, powinien w
tym momencie wskazać zupełnie inny tekst: staroangielski 'Widsið', w którym
pojawiają się wydarzenia i bohaterowie sagi o Heiðtreku (staroangielscy
Heaþoric, Sifeca, Hliþe, Incgenþeow, Wyrmhere odpowiadają
staroislandzkim Heiðrekr, Sifka, Hlőðr, Angantýr, Ormarr)- co nie
jest takie dziwne, 'Widsið' jest bowiem w sporej części samochwalczą (choć
precyzyjną) wyliczanką słynnych ludów i ich wodzów, do których znajomości
przyznaje się autor, tytułowy Widsið (dosłownie 'daleko-wędrujący',
duchowy brat Ælfwine Widlast). Nawiasem mówiąc, kilka tych postaci
pojawia się także i w twórczości Tolkiena; a samymi zdarzeniami opisanymi w
'Saga Heiðreks konungs ins vitra' i 'Widsið' zajmował się również
Christopher Tolkien, tłumacz tego pierwszego utworu, a także autor 'Bitwy
Gotów i Hunów', analizującej tytułowe wydarzenia.
Wulfhere sohte ic ond Wyrmhere; ful oft þær wig ne alæg, þonne Hræda here heardum sweordum ymb Wistlawudu wergan sceoldon ealdne eþelstol Ætlan leodum.
Wulfhera odwiedziłem i Wyrmhera, często tam walka nie ustawała, kiedy Hredów wojsko twardym mieczem obok Gotów Wiślańskich puszczy bronić musiało, starej ojczyzny, przed wojami Attyli.
Do bitwy dochodzi ymb
Wistlawudu... co dokładnie znaczy ten wers, jest przedmiotem
wieloletnich kontrowersji. Jedni twierdzą, że chodzi o wistlawudu,
wistlanwudu, 'Las Wiślany', inni (jak Jacek Flisiak, którego tłumaczenie
wybrałem) interpretują to jako Wistla wudu, 'Puszczę Wiślan', ale
Gotów, nie Słowian. To drugie stanowisko było (i ciągle jest) zresztą
odrzucane, wraz z wiarygodnością Widsið, przez większość polskich
historyków z powodów ideologicznych, jako godzące w teorię odwiecznej
bytności Słowian na wschód od Odry - jak widać, demon das Weichselland,
ein uralter Heimatboden der Germanen ciągle straszy... W każdym razie, chodzi o ziemie polskie. Czy Tolkien znał tę angielsko-islandzką zbieżność? Bez wątpienia. Czy na tej podstawie można więc utożsamiać Dzikie Kraje (czy też, precyzyjniej: obszar leżący daleko na wschód od Gór Błękitnych w Legendarium połowy lat trzydziestych) z Europą Wschodnią? To już dyskusyjne. O ile dobrze sobie przypominam, w dwóch znanych mi próbach kartograficznego rozwiązania problemu 'Środziemie a Europa' (Andreasa Moehna i Halbarada Dunadana), Mroczna Puszcza znalazła się właśnie na terytorium Polszy...
Dlaczego jednak Tolkien zrezygnował z 'Medveda'? Tego nie wiemy... na razie. Wyżej wzmiankowałem o dziwnej zmianie etymologii Bór ze 'wschodniej' na noldorińską, która zajść musiała gdzieś w okolicach roku 1936. Może to ślad głębszych zmian, które uczyniły w drugiej połowie lat trzydziestych cały bórian nieaktualnym? Ostatecznie zamiast Miedźwiedzia - niedźwiedzia mamy starangielskiego Beorna, odpowiednika staroislandzkiego Björna - czyli też niedźwiedzia, dosłownie 'brązowego'. Choć jak dobrze poszukać, to okazuje się, że 'miedźwiedź' był inspiracją dla noldorińskiego megli < *mad-li, skonstruowanego zgodnie z podaną wyżej etymologią ('miód-jedzący'). Z drugiej strony, według 'Etymologii', także i sam Beorn ma elfickie pochodzenie: w języku Danów znaczył tyle co 'mężczyzna'. I choć sens jest zbliżony do staroangielskiego 'niedźwiedzia' (konotacje z męstwem), to oczywiście tolkienowscy Danowie nie mają wiele wspólnego z Gâr-Dena, o których królów chwalebnych czynach słyszeliśmy... ich najbliższymi krewnymi byliby raczej celtyccy Tuatha Dé Danann.
Kolejną zagadką jest w takim razie przetrwanie Radagasta. Znów, na razie pozostają nam tylko spekulacje: jego 'słowiańskość' nie jest aż tak ewidentna jak Miedźwiedzia, co więcej może być poddawana w wątpliwość, jeśli przyjmiemy gocki rodowód tego imienia. A jako taki, mógł sobie spokojnie mieszkać obok staroangielskiego Beorna. Nawet jeśli powyższy wywód jest fałszywy, gocki Radagais broni się samodzielnie, bez hipotetycznego **bóriana - wystarczy neogocka taliska.
Tak czy inaczej, koncepcja ta - jeśli w ogóle była żywa - umarła około roku 1945, kiedy to Alwin Lowdham wyśnił nowy język: adûn izindi batân tâidô ayadda: îdô kâtha batîna lôkhî... a wraz z zagubionymi ścieżkami skryło się stare Śródziemie.
Piotr 'Neratin' Florek |
|
|
|
|
|
|
|