Nowy Cień

Ciąg dalszy Władcy Pierścieni ze wprowadzeniem autorstwa Christophera Tolkiena

J.R.R. Tolkien

 

 

 

 

Wprowadzenie do tekstu Nowy Cień

(z XII tomu ‘The History of Middle-earth: The Peoples of Middle-earth, str. 409-421)

   

Historię tę, czy raczej fragment historii, publikujemy tutaj po raz pierwszy, choć o jej istnieniu wiedziano od dawna[1]. Historia tekstu nie jest skomplikowana, zadziwia jednak ilość różnych jego wersji.

Po pierwsze mamy zbiór materiału w formie rękopisu, gdzie na dwóch stronach jednej kartki znajduje się pierwotne wprowadzenie do opowieści: nie sięga ono dalej niż wspomnienie młodego człowieka (tu nazywanego Eglamoth)[2] o skarceniu i przemowie jakiej musiał jako chłopiec wysłuchać od Borlasa[3], gdy ten przyłapał go na podkradaniu jabłek w swoim ogrodzie. Następnie mamy tekst, który będę nazywał ‘A’, napisany pospiesznym lecz wyraźnym pismem i ten obejmuje najdłuższą narrację jaką ta opowieść kiedykolwiek osiągnęła (tutaj młodzieniec nazywa się również Eglamoth). Następnie mamy maszynopis i jego kopię, które nazywam ‘B’ i które podążają względnie dokładnie za wersją A i kończą się w tym samym miejscu; znajduje się tu wielka ilość małych poprawek stylistycznych, jednak nic co choćby trochę zmieniało sam tok opowieści (młody człowiek jednakże nosi tu imię Arthael). Istnieje również maszynopis kopistki z inną wersją tekstu B, nie posiada on jednak żadnej wartości[4].

 W końcu dysponujemy jeszcze innym maszynopisem – nazywam go ‘C’ – również z kopią przez kalkę, który rozciąga się jedynie do tego miejsca w powieści, gdy młody człowiek – nazywany Saelonem[5] – pozostawia Boromira samego w ogrodzie na rozmyślaniujak też rozpoczęła się ta dziwna i niepokojąca rozmowa’. Tekst C ma się do B tak, jak B do A: różni się w stylu (czasem radykalnie), ale nie w treści, nie nadając sprawom nowego biegu.

Wydaje się dziwne dlaczego mój ojciec napisał aż trzy różne wersje tej opowieści, dopracowując ją w najmniejszych szczegółach, podczas gdy nie posuwała się ona wcale do przodu. Przegląd maszyn do pisania, których ojciec użył, sugeruje jednak, że tekst C powstał znacznie później. Maszyna, na której napisano wersję B, była tą której używał w latach pięćdziesiątych, zanim nabył tę, o której mowa w MR 300. Tymczasem rękopis A można przypisać temu samemu okresowi, w którym powstał B. Maszyna, której użyto do napisania wersji C był ostatnią maszyną ojca.[6]

W swojej Biografii [polskie tłumaczenie A. Sylwanowicz Wizjoner i marzyciel, str. 211 – przyp. tłum.] Humphrey Carpenter pisał, że w roku 1965 mój ojciec odnalazł ‘maszynopis zatytułowany „The New Shadow” (Nowy cień), ciąg dalszy Władcy Pierścieni, który zaczął pisać dawno temu, lecz zarzucił po kilku stronach. (...) Tolkien nie kładł się do czwartej nad ranem, czytając go i rozmyślając nad nim’. Nie znam źródła tej informacji; jednak dalsze badania wspomogła pewna koperta stemplowana 8 stycznia 1968 roku, na której z tyłu ojciec nakreślił fragment dotyczący Borlasa, rozwijając opis jego sytuacji w momencie, gdy rozpoczyna się ta historia. Wiemy zatem na pewno, że zajmował się on ciągle Nowym cieniem również w roku 1968; a ponieważ wspomniany fragment rozwijał wątek, do którego tekst doszedł w wersji C (patrz przypis 14), wydaje się całkiem prawdopodobne, że C datuje się z tego samego okresu.

Jak wskazuje przegląd tekstów, wczesną pracę nad Nowym cieniem (którą prezentuje rękopis A i maszynopis B) rozpoczął mój ojciec już w latach pięćdziesiątych. W liście z 13 maja 1964 (L nr 256) pisze on:

 

Zacząłem pisać opowieść, która dzieje się jakieś sto lat po Upadku [Saurona], okazała się ona jednak złowrogą i przygnębiającą. Ponieważ mamy tam do czynienia z Ludźmi, nieuchronnie dotykamy najżałośniejszej z cech ich natury: szybkiego znudzenia się dobrem. Lud Gondoru w latach pokoju, sprawiedliwości i dobrobytu jest niezadowolony i niespokojny – tymczasem monarchowie i następcy Aragorna stają się już tylko władcami i zarządcami – jak Denethor lub nawet gorzej. Odkryłem, że już tak wcześnie rozsiewa się w Gondorze rewolucyjny spisek, w którego centrum znajduje się coś w rodzaju religii satanistycznej; tymczasem gondoryjscy chłopcy zabawiają się w Orków i pozostawiają za sobą zniszczenie. Mógłbym napisać „thriller”, dreszczowiec o spisku, o jego odkryciu i obaleniu – byłby to jednak tylko dreszczowiec. Nie wart fatygi.

 

Analizując ten tekst, widzimy że zainteresowanie ojca ową historią odrodziło się powtórnie, a nawet doszło do punktu, w którym zdecydował się on napisać nową (choć niekompletną) wersję tego, co powstało lata wcześniej. Jednak w roku 1972, piętnaście miesięcy przed swą śmiercią, napisał on do swego przyjaciela Douglasa Cartera (L nr 338):

 

Nie napisałem niczego, co sięgałoby poza pierwsze lata Czwartej Ery (wyjątkiem jest  początek opowieści, która ma traktować o końcu rządów Eldariona, jakieś sto lat po śmierci Aragorna. Oczywiście okazuje się, że czasom Królewskiego Pokoju brak opowieści wartych wzmianki; wojny króla nie były niczym interesującym po obaleniu Saurona; jednak prawie na pewno pojawił się wśród ludzi pewien niepokój, którego źródłem było znudzenie się Ludzi dobrem: powstały sekretne stowarzyszenia praktykujące ciemne kulty i ‘orkowe kulty’ wśród młodzieży).

 

Tekst, który przedstawię za chwilę to pełna wersja C; z groźnym młodzieńcem, który nazywa się tutaj Saelon; następnie uzupełniam ten tekst wersją B, zamieniając imię z Arthael (jak nazywał się on w B) na Saelon.

 

NOWY CIEŃ

 

Za dni Eldariona, syna owego Elessara, o którym inne historie powiedzieć mogą wiele, poczyna się nasza opowieść. Sto i jeszcze pięć lat minęło od upadku Czarnej Wieży, a już większość mieszkańców Gondoru niewiele sobie poważała historię tamtych wydarzeń, choć żyło jeszcze kilku spośród tych, co pamiętali Wojnę o Pierścień niczym cień, który padł na ich wczesne dzieciństwo. Jednym z nich był stary Borlas z Pen-arduin. Był to młodszy syn Beregonda, pierwszego Dowódcy Straży Księcia Faramira, który przeniósł się za swym panem z Miasta do Emyn Arnen[7].

- Korzenie Zła sięgnęły zaprawdę głęboko - rzekł Borlas - a czarne soki są w nich wciąż bardzo silne. Tego drzewa nikt nigdy nie zdoła uśmiercić. Niech ludzie rąbią w nie tak często, jak tylko można, bo gdy tylko się człowiek obraca, drzewo wypuszcza nowe pędy. Nawet w Święto Zrębu nie powinno się wieszać topora na ścianie!

- Zapewne poczytujesz sobie twe słowa, panie, za bardzo mądre - powiedział Saelon - To łatwo zgadnąć po smutku w twym głosie i po tym, jakżeś skłonił swą głowę. Ale o czymże tu mowa? Panie, życie twoje biegnie, jak się zdaje całkiem miło jak na człowieka w sile wieku, co z domu się w podróże nie wybiera. Gdzieżeś panie znalazł pęd tego ciemnego drzewa? Czyżby w swoim własnym ogródku.

Borlas podniósł głowę, a spojrzawszy z uwagą na Saelona, zadumał się nad tym, czy też czoło tego zazwyczaj wesołego młodego żartownisia nie ukrywa więcej niż można wyczytać z jego twarzy. Borlas nie miał zamiaru otwierać przed nim swego serca, ale rozpalony myślami odezwał się głośno, bardziej do siebie niż do towarzysza. Saelon nie odwzajemnił spojrzenia. Nucił po cichu wycinając kozikiem gwizdek z zielonej wierzbiny.

Obydwaj siedzieli w zaciszu drzewnej altany ponad stromym wschodnim brzegiem Anduiny, w miejscu gdzie rzeka przepływa u stóp wzgórz Arnen. Znajdowali się w ogrodzie Borlasa, a jego mały domek z szarych kamieni widać było poprzez gałęzie drzew ponad nimi, na zachodnim zboczu wzgórza. Borlas spojrzał na rzekę, na drzewa pokryte czerwcowymi liśćmi, a potem w dal ku wieżom Miasta w płomieniach późnego popołudnia.

- Nie w moim ogródku - odpowiedział w zamyśleniu.

- Czemuś zatem taki stroskany? - spytał Saelon - Jeśli ktoś posiada piękny ogród otoczony mocnym murem, to ma w sam raz tyle, ile potrzeba by się z przyjemnością oddać jego uprawie.

Zamilkł.

- Tak długo, jak tylko utrzymuje w sobie siły życia - dodał - Gdy te zawodzą, po cóż kłopotać się innymi bolączkami? Bo wkrótce trzeba będzie opuścić swój ogród na zawsze, i inni będą musieli go doglądać.

Borlas westchnął, ale nie odpowiedział, a Saelon kontynuował:

- Są jednak i tacy, których to nie zadowoli, i do końca swego życia niepokoją oni swe serca sprawami sąsiadów, Miasta, i Królestwa, i całego szerokiego świata. Ty do nich należysz, Panie Borlasie, i zawsześ taki był odkąd żem cię spotkał po raz pierwszy jako chłopiec złapany na szkodzie w twoim sadzie.  Nie dość ci było wtedy, panie, tylko się na mnie pogniewać – tyś mnie nie zbił dla nauczki, i nie podwyższyłeś płotu. O nie. Ty, panie, mocno strapiony koniecznie chciałeś, abym się poprawił. Wziąłeś mnie do swego domu i długoś do mnie przemawiał.

Pamiętam dobrze: - To sprawki orków – powtarzałeś wiele razy – Kraść smaczne owoce – w porządku. Myślę że to nie gorsze niż sprawki chłopców, którzy są głodni albo też, gdy ich ojcowie nie przykładają się do wychowania synów. Ale strącać niedojrzałe jabłka tylko po to by je porozbijać albo by nimi rzucać! To sprawki orków. Jak mogłeś wpaść na taki pomysł, chłopcze?

Sprawki orków! Bardzoś mnie tym zezłościł, panie Borlasie, a byłem zbyt dumny aby ci odpowiedzieć, choć w sercu miałem dziecinną odpowiedź: - Jeśli to źle, gdy chłopiec kradnie jabłko bo jest głodny, to źle również gdy kradnie jabłka dla zabawy. Ale nie jest to gorszy uczynek. Proszę nie mówić mi o sprawkach orków, albo pokażę panu jak one naprawdę wyglądają!

Myliłeś się, panie Borlasie, bom już dawniej słyszał opowieści o orkach i o ich dziełach, alem wcześniej nie był nimi zainteresowany – aż do tamtego dnia. Tyś zwrócił ku nim moje myśli. Wyrosłem nie czyniąc już żadnych kradzieży (mój ojciec nie należał do najłagodniejszych), ale nie zapomniałem o orkach. Czułem wielką nienawiść, która mnie wypełniała i myślałem o tym, jak słodką może być zemsta. Bawiliśmy się w orków, ja i moi przyjaciele, i czasem zastanawiałem się: Czy nie zebrać mojej bandy, pójść do niego i ściąć mu wszystkie drzewa? Pomyślałby, że rzeczywiście wrócili orkowie. To było jednak dawno, dawno temu... – Saelon zakończył z uśmiechem.

Słowa te zaskoczyły Borlasa. Oto ktoś mu się zwierzył, gdy tymczasem on tego nie odwzajemniał. Było coś niepokojącego w tonie młodego człowieka – coś co kazało się zastanowić Borlasowi czy też nie jest tak, że wspomnienie dzieciństwa nie tkwi tu wciąż głęboko, głęboko niczym korzenie czarnego drzewa. Tak, nawet w sercu Saelona, który był przyjacielem jego własnego syna, w sercu młodzieńca, który ostatnimi laty okazał Borlasowi tyle przyjaźni w jego samotności[8]. W każdym razie postanowił nie mówić już nic więcej o swych przemyśleniach.

- Niestety – rzekł – wszyscy popełniamy błędy. Nie twierdzę, żem posiadł mądrość, młody człowieku, z wyjątkiem może tej niewielkiej, którą nabywa się wraz z upływem lat. A to doświadczenie podpowiada mi, że czasem, ci którzy mają dobre zamiary wyrządzają więcej krzywd niż ci, co pozwalają rzeczom biec ich własną drogą. Przepraszam cię za to, com rzekł, jeśli obudziło to nienawiść w twym sercu. Ja jednak wciąż myślę, że to przedwcześnie może wypowiedziana, ale jednak prawda. Z pewnością nawet chłopiec musi zrozumieć, że owoc jest owocem i nie osiąga on pełni swego istnienia, dopóki nie dojrzeje. A zatem zmarnowanie niedojrzałego owocu jest gorsze nawet niż okradzenie człowieka, który go doglądał – w ten sposób okrada się świat, powstrzymuje się dobrą rzecz przed jej wypełnieniem. Postąpić tak, to jak dołączyć do tego wszystkiego co jest złe, do wszystkich pasożytów i chorób dręczących drzewo i do nieprzyjaznych wiatrów. A to jest postępowanie orków.

- I postępowanie ludzi – stwierdził Saelon – Nie! Nie mam na myśli tylko dzikich ludów, albo tych co żyją „w Cieniu”, jak się czasem mówi. Myślę o wszystkich Ludziach. Dziś nie zmarnowałbym zielonego owocu. Ale tylko dlatego, że nie miałbym teraz z niedojrzałych jabłek żadnego pożytku, nie dla twoich wyniosłych racji, panie Borlasie. W rzeczywistości twoje racje są dla mnie tak nieświeże, jak jabłka, które przetrzymywano nazbyt długo. Dla drzew wszyscy ludzie są orkami. Czy ludzie zastanawiają się nad dopełnieniem historii drzewa, gdy zabierają się do jego ścięcia? Z jakiegokolwiek powodu – czy pod uprawę ziemi, czy po to by użyć jego ciała jako drewna do budowy lub pod opał, albo po prostu aby mieć lepszy widok? Gdyby drzewa mogły osądzać, czy postawiłyby ludzi ponad orkami, a także ponad wszystkimi dręczącymi je pasożytami i chorobami? Mogłyby zapytać, czy też człowiek ma większe prawo do karmienia się ich sokami od wszystkich pasożytów?

- Człowiek – rzekł Borlas – który dogląda drzewo i czuwa by nie dręczyły go pasożyty i wielu innych wrogów nie działa jak ork lub szkodnik. Jeśli spożywa jego owoc, nie robi tego aby drzewo zranić. Drzewo wydaje owoce ponad swe potrzeby – aby przetrwał jego gatunek.

- Pozwólmy mu zatem zjeść owoc lub użyć go dla zabawy – powiedział Saelon. Jam jednak mówił o zabijaniu: ścinaniu i spalaniu; jakim prawem ludzie czynią takie rzeczy drzewom?

- Nie. Tyś nie o tym mówił. Mówiłeś o osądzie drzewa w tej materii. Ale drzewa nie są sędziami. To dzieci Eru są władcami. Mój osąd, będący jednym z wielu ludzkich osądów, już poznałeś. Zła tego świata nie było zrazu w wielkim Temacie, pojawiło się ono wraz z dysharmonią Melkora. Ludzie nie nadeszli z tym brakiem harmonii. Wkroczyli oni w dzieje później, jako nowina pochodząca wprost od Eru, Jedynego, i dlatego nazywają się Jego dziećmi, a do używania wszystkiego co było obecne w Temacie mają oni, dla ich własnego dobra, prawo – rzecz jasna bez pychy i złej woli, ale z szacunkiem.

Jeśli najmłodsze dziecię leśnika odczuwa chłód zimy, to nie skrzywdzi się nawet najdumniejszego z drzew, jeśli każemy mu poddać swe ciało aby móc ogrzać dziecko ogniem. Ale dziecku nie wolno niszczyć drzewa dla zabawy czy w złości, kaleczyć jego kory albo łamać gałęzi. A dobry gospodarz użyje wpierw, o ile może, leżącego już drewna, albo martwego drzewa; nie zetnie młodego drzewa i nie pozostawi go by zbutwiało dla własnej przyjemności i dla zabawy toporem. To orkowa zabawa.

Jest wciąż tak jak już powiedziałem: korzenie Zła sięgają głęboko, a trucizna, która w nas krąży pochodzi z daleka, tak że wielu postępuje dziś w ten sposób – czasami, a wtedy stają się naprawdę jak sługi Melkora. Ale orkowie postępowali tak zawsze. Z lubością zadawali cierpienie tym stworzeniom, które mogą odczuwać ból, a powstrzymywała ich jedynie ograniczona władza, nie zaś roztropność czy miłosierdzie. Ale o tym powiedzieliśmy już wystarczająco wiele.

- Zaraz! – rzekł Saelon – Zaczęliśmy zaledwie. Nie o twoim ogrodzie, ni o twych jabłkach, również nie o mnieś myślał, gdyś mówił panie o odradzaniu się ciemnego drzewa. O czym myślałeś, panie Borlasie? Nie mogę odgadnąć. Posiadam oczy i uszy, jak również inne zmysły, panie – jego głos osłabł i ledwie słychać go było wśród szeptów nagłego chłodnego powiewu wśród liści, gdy tylko słońce zaszło za Mindolluiną.

- Czyś słyszał już panie to imię? – prawie bezgłośnie wyartykułował – imię Herumor[9]?

Borlas spojrzał na niego z zaskoczeniem i przestrachem na twarzy. Otwarł drżące usta jakby chciał coś powiedzieć, jednak nie wydobyło się z nich żadne słowo.

- Widzę, żeś słyszał – rzekł Saelon – I zdaje się, żeś zmieszany tym, że ja także o nim wiem. Ale nie jesteś bardziej zaskoczony ode mnie, gdym odkrył, że imię to dotarło i do ciebie, panie. Bo, jakem rzekł, oczy i uszy mam bystre, a twoje są już stępione nawet dla codziennych potrzeb. Sprawy te zaś trzymano w tajemnicy tak skutecznie, jak na to pozwalał spryt.

- Czyj spryt? – gwałtownie i nagle spytał Borlas. Być może wzrok miał przytłumiony, ale teraz oczy jaśniały mu w gniewie.

- Ależ, mowa o tych co posłyszeli wezwanie tego imienia, rzecz jasna – spokojnie odpowiedział Saelon – Nie są jeszcze tak liczni, aby wystąpić przeciw ludowi Gondoru, ale ich liczba wzrasta. Nie wszyscy są zadowoleni od czasu śmierci Wielkiego Króla, i mniej jest teraz przestraszonych.

- Tom już odgadł – powiedział Borlas – i ta myśl zmraża ciepło lata w mym sercu. Bo można mieć ogród o mocnych murach, Saelonie, a nie znajdywać wśród nich pokoju i zadowolenia. Są wrogowie, których nie powstrzymają mury; w końcu ten ogród jest tylko częścią strzeżonego państwa. To w murach państwa upatruje się ochrony. Ale o jakim wezwaniu mowa? Cóż zamierzają oni uczynić? – wykrzyknął kładąc dłoń na kolanie młodzieńca.

- Zanim odpowiem, chcę zadać ci, panie, jedno pytanie – powiedział Saelon spoglądając na starca z oczekiwaniem w oczach – W jakiż że sposób ty, który siedzisz tu w Emyn Arnen i rzadko bywasz dziś nawet w Mieście, usłyszałeś, panie szept tego imienia?

Borlas spuścił oczy ku ziemi i objął rękoma swoje kolana. Dłuższy czas nie odpowiadał. W końcu podniósł znowu głowę, jego twarz stężała a patrzył teraz na Saelona z wielką uwagą: - Nie odpowiem na twoje pytanie, Saelonie – rzekł – Nie, dopóki nie zadam ci innego pytania. Powiedz mi wpierw – mówił powoli – czy jesteś jednym z tych, którzy posłuchali wezwania?

Na ustach młodzieńca pojawił przez chwilę się dziwny uśmiech.

- Atak jest najlepszą obroną – odpowiedział – tak radzą nasi Dowódcy; ale gdy obydwie strony postąpią zgodnie z tą radą, słychać już tylko zgiełk bitwy. Odwzajemnię ci się. Nie odpowiem na twe pytanie, panie Borlasie, dopóki ty nie odpowiesz na moje: czyś jest jednym z tych, co go posłuchali, czy też nie?

- Jakże możesz tak myśleć? – krzyknął Borlas.

- I jak ty możesz tak myśleć? – zapytał Saelon.

- Jeśli o mnie chodzi – powiedział Borlas – to czy moje słowa nie mówią same za siebie?

- A czy moja mowa – rzekł Saelon – pozostawia jakieś wątpliwości? Dlatego, że broniłem małego chłopca, który rzucał niedojrzałymi jabłkami wraz z kolegami, przed nazywaniem go orkiem? Albo dlatego, że mówiłem o drzewach cierpiących z rąk człowieka? Panie Borlasie, niemądrze jest osądzać czyjeś serce na podstawie słów wypowiedzianych w sprzeczce, niezgodnych z twoimi opiniami. Może ich powodem była chęć zaniepokojenia ciebie. Może to zbyt śmiałe, ale na pewno lepsze niż puste echo[10]. Nie wątpię, że wielu z tych o których tu mówimy, użyłoby słów równie podniosłych jak twoje, i mówiłoby w twej obecności o Wielkim Temacie i podobnych rzeczach. No dobrze, kto odpowie pierwszy?

- Mógłby to być młodszy z grzeczności dla starszeństwa – powiedział Borlas – a wśród ludzi sobie równych, ten którego wpierw zapytano. Ty jesteś zarówno pierwszym jak i drugim.

Saelon uśmiechnął się: - Bardzo dobrze – powiedział – Zobaczmy: pierwsze pytanie, na któreś nie otrzymał odpowiedzi brzmiało: o jakim wezwaniu mowa? cóż oni zamierzają uczynić? Czy twój wiek i wiedza nie znajdują odpowiedzi pośród przeszłych zdarzeń? Ja jestem młodszy i brak mi wiedzy. Jednak, jeśli rzeczywiście chcesz wiedzieć, sprawię że szepty te staną się dla ciebie bardziej zrozumiałe.

Powstał. Słońce zaszło już za górami; pogłębiały się cienie. Zachodnia ściana domku Borlasa na zboczu wzgórza pożółkła w blasku zmierzchu, ale rzeka w dole była ciemna. Spojrzał w górę w niebo, a potem znów w dół ku Anduinie. – Wieczór jest wciąż jasny – powiedział – ale wiatr wieje ku wschodowi. Chmury zakryją księżyc dzisiejszej nocy.

- Dobrze, ale co z tego? – powiedział Borlas drżąc z lekka na chłodnym wietrze.

- Jeśli ostrzegasz starca by pospieszył czym prędzej do domu i schronił swe kości przed reumatyzmem...? – Wstał i ruszył dróżką w kierunku swego domu myśląc, że młodzieniec nie powie już nic więcej. Ale Saelon zastąpił mu drogę i położył swą dłoń na jego ramieniu.

- Ostrzegam cię raczej byś ubrał się cieplej po zmroku – powiedział. – To znaczy, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej. Bo jeśli tak, to pójdziesz ze mną tej nocy na przechadzkę. Spotkamy się przy twojej wschodniej bramie, za domem; przejdę tą ścieżką jak tylko zrobi się ciemno, a ty pójdziesz ze mną lub nie – twoja wola. Będę ubrany w czerń i każdy, kto idzie zemną musi wyglądać tak samo. A teraz do zobaczenia, panie Borlasie! Naradź się ze sobą nim jeszcze jest jasno.

Z tymi słowy Saelon pokłonił się i odwrócił, podążając wzdłuż innej ścieżki, która biegła nad krawędzią stromego nabrzeża na północ ku domostwom ojca[11]. Zniknął za zakrętem, gdy jego ostatnie słowa wciąż odbijały się echem w uszach Borlasa.

Po odejściu Saelona Borlas wciąż stał czas jakiś z przymkniętymi powiekami opierając swe czoło o chłodną korę drzewa stojącego przy ścieżce. Stojąc tak próbował przypomnieć sobie jak też rozpoczęła się ta dziwna i niepokojąca rozmowa. Nie postanowił jeszcze, co zrobi po zapadnięciu nocy.

Nie czuł się dobrze od wiosny, choć całkiem nieźle jak na swe lata, które doskwierały mu mniej niż samotność[12]. Odkąd jego syn, Berelach, znów opuścił dom w kwietniu – pracował na Okrętach i teraz mieszkał głównie w pobliżu Pelargiru, gdzie odbywał swą służbę – Saelon stał się bardziej pilny, ilekroć był w domu. Ostatnio wiele wędrował po kraju. Borlas nie był pewny, co też on robił, choć zrozumiał, że wśród różnych interesów, zajmował się też drewnem. Przynosił swemu staremu przyjacielowi wieści z całego królestwa. Albo jego staremu ojcu; bo Berelach swego czasu był jego stałym kompanem, choć teraz zdawali się spotykać bardzo rzadko.

- Tak, to stało się wtedy... – powiedział pod nosem Borlas – Mówiłem Saelonowi o Pelargirze, wspominając Berelacha. Nad Ethir miały miejsce jakieś małe niepokoje: zaginęło kilku żeglarzy, jak również jedna z łodzi Floty. Nic więcej zgodnie z tym, co mówił Berelach.

Pokój osłabia wszystko – pamiętam jak to powiedział przytaczając słowa podoficera: Tak, wyruszyli w sobie tylko znanym celu, jak przypuszczam – przyjaciele z jednej z zachodnich przystani, zapewne – bez pozwolenia i bez przewodnika, i utonęli. Dobrze im tak. Mamy dziś tak niewielu prawdziwych żeglarzy. Ryby dają więcej profitu. A wszyscy wiedzą, że zachodnie wybrzeże nie jest bezpieczne dla tych, którym brak doświadczenia.

To było wszystko. Powiedziałem o tym Saelonowi i spytałem, czy na południu słyszał coś o tej sprawie. Tak – powiedział – Słyszałem. Niewielu zadowoli oficjalny komunikat. Ci mężczyźni mieli doświadczenie w żeglowaniu; byli synami rybaków. A od dłuższego czasu nie było sztormów.

Gdy Saelon to powiedział, Borlas przypomniał sobie o innych wypadkach, o wypadkach, o których opowiadał Othrondir. To on użył słowa ‘choroba’. I wtedy,  w zasadzie tylko do siebie Borlas powiedział na głos o Ciemnym Drzewie.

Otworzył oczy i pogłaskał kształtny pień drzewa, o które się opierał patrząc w górę na jego ciemne liście na tle czystego ciemniejącego nieba. Jedna gwiazda przebłyskiwała przez gałęzie. Łagodnie się odezwał, jakby wprost do drzewa.

- A więc co robić? To niby jasne, że Saelon do nich należy. Ale czy na pewno jest to prawda? W jego słowach było słychać wyszydzenie i pogardę dla uporządkowanego ludzkiego życia. Nie odpowiedział na prosto postawione pytanie. Czarne szaty! I jeszcze – czemu zaprosił mnie na wspólną przechadzkę? Chyba nie po to by nawrócić starego Borlasa! To daremne. Daremnie jest nawet próbować: nikt nie może się łudzić, że wygra z człowiekiem, który pamięta Zło przeszłości, a w każdym razie jest to bardzo trudne. Na nic też, gdyby się to komuś powiodło: stary Borlas jest bezużyteczny jako narzędzie w czyjejś ręce. Może Saelon jest szpiegiem, który chce odkryć co kryje się za szeptami. Może ta czerń ma go zamaskować by mógł skradać się po kryjomu nocą. Ale z drugiej strony, w czym mógłbym mu pomóc podczas sekretnej i niebezpiecznej wyprawy? Powinienem się chyba trzymać od tego z daleka.

Taka to przejmująca zimnem myśl tknęła Borlasowe serce. Zejść z drogi – więc o to chodzi? Miał zostać zwabiony w takie miejsce, gdzie mógłby zniknąć jak owi Żeglarze? Otrzymał zaproszenie do wędrówki z Saelonem dopiero wtedy, gdy przestraszony wydał, że wie o szeptach – że słyszał nawet owo imię. I zadeklarował swą wrogość.

Borlas podjął decyzję i wiedział teraz, że zaraz stanie ubrany w czerń przy bramie w pierwszych godzinach nocy. Wyzwano go i on to wyzwanie przyjmie. Dłonią uderzył w drzewo: - Nie jestem jeszcze staruszkiem, Neldorze – powiedział – ale śmierć nie jest stąd daleko bym stracił wiele dobrych lat, jeśli chybię strzał.

Wyprostował plecy i podniósł głowę, i podążył w górę ścieżką, powoli lecz pewnie. Pojawiła się w jego głowie myśl, gdy przekraczał próg domu: - Może celowo pozwolono mi żyć tak długo do tej chwili: powinien żyć ktoś, kto z trzeźwym umysłem pamięta wciąż, co działo się przed Wielkim Pokojem. Węch ma długą pamięć. Czuję, że wciąż wyczułbym dawne Zło, i wiedziałbym czymże ono jest.

Drzwi przedsionka były otwarte; ale dom za nimi spowijał mrok. Nie słychać było żadnych znajomych odgłosów wieczoru, tylko łagodna cisza, martwa cisza. Wszedł lekko zdziwiony. Zawołał, ale nie było odpowiedzi. Zatrzymał się w wąskim przejściu, które ciągnęło się wzdłuż domu. Zdało mu się, że otulają go ciemności: nie pozostało tu ani trochę drgającego blasku zmierzchu z zewnętrznego świata. Nagle to poczuł, albo tak mu się zdawało, choć zapach wydawał się pochodzić jakby od środka dla zmysłu: czuł on dawne Zło i wiedział czymże ono jest.

Tutaj, w obu rękopisach A i B, Nowy Cień się kończy i nigdy się nie dowiemy co też Borlas znalazł w swoim ciemnym i cichym domu, albo jaką rolę odegrał w opowieści Saelon i jakie były jego zamiary. Mój ojciec powiedział, że nie ma opowieści wartych opowiadania za dni Królewskiego Pokoju; i tak skwitował on powieść, którą zaczął pisać: Mógłbym napisać „thriller”, dreszczowiec o spisku, o jego odkryciu i obaleniu – byłby to jednak tylko dreszczowiec. Nie wart fatygi. Niewątpliwie byłby to znakomity „dreszczowiec” i niejeden czytelnik z żalem patrzy na wczesne porzucenie tego tematu. Być może jednak nie był to jedyny powód porzucenia opowieści – mówiąc tak ojciec wyrażał głębsze przekonanie: obszerna struktura opowieści, którą wzniósł, w wielu jej formach, znalazła swój kres w Upadku Saurona. Jak pisał (Morgoth’s Ring, str. 404): Sauron był problemem, z którym Ludzie musieli się w końcu uporać: z pierwszą z wielu koncentracji Zła, która przybrała określoną moc, z którą trzeba się było zmagać, był to jednocześnie ostatni przypadek, gdy przybrała ona „mitologiczną” uosobioną (ale nie-ludzką) postać.

Tekst kontynuacji wersji C (ostatnie zdania trudne do odczytania):

Mieszkał bowiem z dwoma zaledwie sługami, którzy odeszli już ze służby w książęcej straży, w której i on niegdyś pełnił swoją służbę. Dawno temu jego córka wyszła za mąż i mieszkała teraz w odległych krainach państwa, a dziesięć lat temu zmarła jego żona. Czas łagodził smutek, gdy Berelach był wciąż w pobliżu. Był on jego najmłodszym dzieckiem i jedynym synem, a pracował na królewskich okrętach. Wiele lat stacjonował w Harlondzie, o rzut kamieniem przez rzekę, i wiele czasu spędzał z ojcem. Teraz jednak mijał już trzeci rok, od kiedy otrzymał odpowiedzialne dowództwo i często służył na morzu, a gdy bywał na lądzie, pełnił swe powinności w dalekim Pelargirze. Jego odwiedziny w domu ojca były rzadkie i krótkie. Saelon, który wcześniej przychodził tylko gdy Berelach [?... był jego starym przyjacielem] był z Borlasem, ale stawał się najbardziej usłużny, gdy przybywał do Emyn Arnen. Zawsze aby porozmawiać albo przynieść nowe wieści, albo [przychodził] z pomocą, jeśli mógł...

‘Bulwary i przystań Harlondu’ patrz Powrót Króla (rozdział Minas Tirith), str. 19.

OD TŁUMACZA. Pozwoliłem sobie dokonać kilku przeróbek przypisów.

 

tłumaczył Ryszard Derdziński



[1] Została ona również odczytana przeze mnie publicznie (Teatr Sheldoński, Oksford, 18 sierpnia 1992 r.). Wtedy, przed głębszą analizą pozostawionych tekstów, miałem wrażenie, że to tekst B był ostatnią wersją. Ten też odczytałem – imię młodzieńca brzmiało wówczas Arthael.

[2] W pierwotnym szkicu wprowadzenia do opowieści (poprzedzającym A) imię to zapisano wpierw jako Almoth, jednak od razu zamieniono je na Eglamoth. Właściwy Eglamoth był panem ludu  Niebiańskiego Łuku w Gondolinie, było to też imię osiemnastego rządzącego Namiestnika Gondoru.

[3] Borlas to imię najstarszego z synów Bóra Easterlinga, później zmienione na Borlad (WJ 240); został on zabity w Bitwie Nieprzeliczonych Łez i pozostał do końca wierny Eldarom.

[4] Pierwsza strona tego tekstu powstała na maszynie, którą mój ojciec użył po raz pierwszy pod koniec 1958 roku (MR 300), a pozostała część na maszynie wcześniejszej (tej, której użyto do napisania tekstu B)

[5] Imię Saelon odnajdujemy w szkicu do Athrabeth Finrod ah Andreth – jest tam imieniem mądrej kobiety Andreth z ludu Edainów, która rozprawia z Finrodem; w ostatecznej wersji stało się ono imieniem Saelind, tłumaczonym jako ‘Mądre-serce’ (MR 305, 351-2).

[6] Była to maszyna, na której powstały bardzo późne eseje ‘historyczno-etymologiczne’, i którą ja używam do dziś dnia.

[7] Patrz Powrót Króla (rozdział Namiestnik i Król), str. 308.

[8] W tekstach A i B zamiast ‘syna’ mamy ‘synów’ i brak tam słów ‘w jego samotności’. O innych różnicach – patrz ostatnie zdanie wersji C i B (przypis 13).

[9] Imię Herumor znajdujemy w tekście O Pierścieniach Władzy i Trzeciej Erze (Silmarillion, str. 293) jako imię renegata númenórejczyków, który doszedł do władzy wśród Haradrimów w czasach przed wojną Ostatniego Przymierza.

[10] W B (które dokładnie powtarza A) mamy tutaj: Nie, Panie Borlasie, w takiej materii nie można sądzić słów po kształcie, jaki im nadano.

[11] W A mamy tutaj ‘swego ojca, Duilina’. Imię to, podobnie jak Eglamoth, pochodzi z opowieści o Gondolinie: Duilin był przywódcą ludu Jaskółki, który poległ w walce ‘uderzony ognistą maczugą przez Balrogów’ (BoLT 2 178). Było to też pierwotne imię ojca Flindinga, później Gwindora, pochodzącego z Nargothrondu (BoLT 2 79, etc.): Duilin >Fuilin > Guilin.

[12] W tym miejscu tekst C kończy się wraz z końcem strony maszynopisu. Tekst B podaje w tym miejscu: Nie był w najlepszym zdrowiu od wiosny; sędziwy wiek zdobywał nad nim przewagę. Od tego miejsca kontynuuję opowieść zgodnie z tekstem B, jak to zaznaczyłem wcześniej, zmieniając imię Arthael na Saelon. Fragment zapisany na kopercie ze stemplem pocztowym z 8 stycznia 1968 roku, o którym mówiłem wyżej, byłby kontynuacją wersji C [podajemy go po tekście Nowego cienia- przyp. tłum].