Kôr

W mieście wymarłym i straconym

J.R.R. Tolkien

 

 

 

 

Ponure wzgórze, gigantyczne, wałem zwieńczone

Trwa, wpatrując się w ląd za błękitnym morzem,

Pod błękitnym niebem, wzgórze, na którego mrocznej ziemi

Podłoga z porfiru była niczym wobec

Blasku świątyni z białego marmuru i oślepiających sal;

A śniade cienie tęskniły przez długi czas stworzone

W gruzie pokruszonych sztab na ich kościanych murach

Przez masę drzew wrośniętych nocą w szkielet skał,

Jak kamienne rzeźbione kolumny grobowca

Z trzonem i kapitelem z czarnego bazaltu.

Tam wolne, zapomniane dni na zawsze zabierają

Milczące cienie, odliczające godziny od zagłady.

I nie podnosi się żaden głos; a wszystkie marmurowe wieże

Białe, gorące i bezdźwięczne, wciąż palą się i śpią.

   

 

 

tłumaczył Karol Maziukiewicz

 


 Komentarz do wiersza [od tłumacza]

 

Kôr - W mieście wymarłym i straconym to jeden z pierwszych utworów Tolkiena poświęcony tematowi historii świata Śródziemia, który będzie wiodącym kierunkiem jego przyszłej twórczości. Został on napisany 30 kwietnia 1915 roku, a więc w dwa dni po powstaniu Goblin Feet (Stópki Chochlików). Do dnia dzisiejszego zachowały się dwie wersje liryku. Pierwszy z nich napisany odręcznie, posiada podtytuł: W mieście wymarłym i straconym. Drugi, w wersji maszynowej, początkowo był zatytułowany tylko Kôr, bez żadnych dodatków, jednak później Tolkien zmienił to na Miasto Bogów i w tej wersji wiersz został opublikowany na wiosnę 1923 roku w magazynie The Microcosm, który ukazywał się w Leeds. Zmiany w samym tekście były niewielkie, a wręcz znikome. Przedostatni wiersz manuskryptu: I nie podnosi się żaden głos został przemianowany na: I żaden ptak nie kwili w maszynopisie. My jednak zapoznaliśmy się tylko z wersją pierwotną.

Z pewnością wielu czytelników zadaje sobie pytania: "O czym opowiada ten wiersz ?", "Co to za miasto - Kôr ?". Spróbujmy na nie odpowiedzieć.

Ci, którzy lepiej znają pisarstwo Tolkiena wiedzą, iż pozostawił on wiele różnych wersji tych samych historii. Niestety mistrz nie doczekał czasu, gdy wszystkie one będą mogły ujrzeć światło dzienne. Na szczęście jego syn, Christopher Tolkien, podjął się edycji tych nieznanych zapisków zebranych w cykle: Historia Śródziemia i Historia Władcy Pierścieni, których jak dotąd ukazało się dwanaście tomów ( miejmy nadzieję, że to nie koniec ). Notatki te są na pewien sposób "chropowate", "nie wygładzone" i "surowe", a cała masa odnośników, zmian w nazwach i edytorskich wstawek Christophera Tolkiena czyni książki bardzo trudnymi do czytania, tym bardziej, że jak na razie można to robić jedynie w oryginale[1] . Cóż, gdy się chce poznawać nowe drogi trzeba często ponosić wielkie ofiary...

Kôr pochodzi właśnie z jednego z tomów Historii Śródziemia pt. Księga zagubionych opowieści cz.I[2]. W tomie tym, rozpoczynającym cały cykl Christopher Tolkien zamieścił najwcześniejsze utwory pisarza z czasów jego młodości. Widzimy tam oprócz pierwszych zapowiedzi przyszłego Silmarillionu także próby poetyckie.

Tajemniczy Kôr to nic innego, jak miasto elfów w Valinorze po wschodniej stronie gór Pelori, które w Silmarillionie nazwane było Tirionem.

Przytoczmy historię tego miejsca:

Ilúvatar wraz ze swoimi uczniami Ainurami stworzył Wielką Muzykę, z której powstał cały świat. Ainurowie, którzy zaszli na ziemię, by tam do końca przygotować ją na przyjście Dzieci Ilúvatara zwani byli Valarami. Pracowali oni ciężko, aby uczynić Ardę piękną, jednak większość ich wysiłków była niweczona przez Złego Ducha, Melkora. I tak, Illuina i Ormal, dwie lampy, które miały oświetlać Śródziemie zostały rozbite, a nad Ardą zapanowały ciemności. Wtedy to z okowów uwolniły się złe siły, które zatarły pierwotny ład świata, a Valarowie odgrodzili się od wszystkiego, tworząc olśniewający kraj Valinor. Światłem światłości bogów Amanu, były Drzewa Valinoru: Telperion i Laurelin, które rozjaśniały srebrzystym blaskiem wszystkie doliny wyspy. Jednakże owa jasność zatrzymywała się na olbrzymim masywie gór Pelori, gdzie na najwyższym szczycie, Taniquetilu swój tron miał przywódca Valarów, Mandos i za wyjątkiem tej enklawy cały świat tonął w mroku, rozjaśnianym z rzadka nikłym promieniem gwiazd.

Mijały wieki. Bogowie żyli w Amanie w wielkiej szczęśliwości, gdy tymczasem na odległej równinie wokół jeziora Cuiviénen narodzili się Pierworodni, Elfowie. Wiedząc, że w Śródziemiu panują złe moce Valarowie zaproponowali im pobyt w Valinorze. Tak dokonał się podział wśród Elfów. Jedni pozostali w miejscu narodzin, w Cuiviénen, inni osiedlili się w Beleriandzie, a Vanyarowie i Noldorowie udali się do Valinoru. Mimo, iż światło drzew było przepiękne, to elfy często tęskniły jasności gwiazd, które jako pierwsze ukazały się im pośród mroków Śródziemia. Dlatego w Pelóri, górach Amanu dokonano wyłomu i po drugiej stronie stoku wzniesiono pagórek nazwany przez Bogów, Túną. Aule, Valar rządzący ziemią, zgromadził w tym miejscu wiele rodzajów magicznych metali tak, że wzgórze podobne było do kopca pełnego skarbów, z których najczęstszym było złoto, a złoty piasek rozciągał się od szczytu Túny w dal, aż ku kwitnącym Drzewom Valinoru. Dzięki swemu położeniu wzgórze było oświetlane jednocześnie przez światło Drzew i przez promienie gwiazd, czyniąc z tego miejsca bodajże najpiękniejszy zakątek na całym świecie. Na szczycie Túny Noldorowie i Vanyarowie zbudowali przepiękne miasto z lśniących, białych marmurów i kamieni wyrwanych z gór Valinoru, a które błyszczały niby niedosiężne gwiazdy oraz ze srebra, złota i najtwardszych skał, które zdołali stopić w lśniące muszle, w ogromnym żarze rosy okrywającej Telperiona. Białe ulice Tirionu graniczyły z ciemnym lasem, który wił się pełen wdzięku wokół wzgórza i wspinał się po łagodnym stoku od równin Valinoru, aż po najwyższe wzniesienia Tuny. Każdy z lśniących pałaców znajdujących się w mieście był wyższy od drugiego, a nad wszystkimi innymi górowała wysmukła i srebrna Wieża Ingwego, strzelista niby iglica Mindon Eldaliéva (Strzelista Wieża Eldalie), której dach sięgał sklepienia niebieskiego. Przenikliwe światło jej białej latarni przebijało się przez ciemności Zatoki Eldamaru, dając ukojenie oczom strudzonych marynarzy, i prowadząc ich poprzez zdradliwe wiry ku bezpiecznemu brzegowi. Wszystkie okna w mieście Tirionie (Kôr), którego to nazwa w tłumaczeniu na język ludzi znaczy ‘Wielka Wieża Strażnicza’ skierowane były ku błękitnemu morzu, tak by każdy Elf, mógł spoglądać w kierunku Śródziemia, gdzie pozostało wielu ich pobratymców.

W Tirionie na wzgórzu Túna Vanyarowie i Noldorowie mieszkali razem przez długie wieki, a ponieważ kochali oni także światło Drzew Valinoru, dlatego ich opiekunka Yavanna podarowała im Galathilion (!), drzewo przypominające z wyglądu Telperiona, a które rosło na dziedzińcu pod Mindon Eldaliéva. Przez długi okres spokoju elfy udoskonaliły sztukę budownictwa i jubilerstwa. Kształtowali klejnoty; w ich rękach opale, topazy, perły, diamenty, brylanty, beryle, onyksy, agaty i rubiny zamieniały się w prawdziwe, misterne dzieła sztuki. Nie było na ziemi żadnej substancji, której by nie mogli przekształcić według własnego życzenia. Wznosili wysokie wieże i fontanny wielkiej piękności, budowali pałace z jasnego szkła i delikatne dachy z bursztynu zrodzonego z łez Yavanny, który Ulmo ukrył w podmorskim dnie. Ogromne, grube drzewa wrastały w bielejące mury i rozległe tarasy, a ich złote owoce lśniły bogato. Takie było miasto Noldorów w Amanie, po wschodniej stronie gór Pelóri.

Sielskie życie pośród świątyń z białego marmuru nie trwało zbyt długo. Zakochani w Valarach Vanyarowie przenieśli się na drugą stronę gór Pelóri, aby żyć na górze Mandosa pomiędzy swoimi Bogami, zaś w sercach Noldorów nadal panowała miłość do bezkresnych równin Śródziemia, dlatego pozostali oni w Tirionie, gdzie panował Finwe. Jego pierworodnym synem był Feanor, Duch Ognisty, najbieglejszy spośród wszystkich kowali Noldorów. On wykonywał najpiękniejsze klejnoty, których blask nigdy nie śniedział, kuł w najtwardszych skałach i wytwarzał nowe nieznane stopy, a pewnego dnia z jego rąk wyszło dzieło, które swym pięknem przyćmiło wszystko inne. Były to Silmarile - trzy wspaniałe klejnoty, w których zamknięte było cudowne światło Dwóch Drzew Valinoru. Kryształy te stały się przyczyną świetności i sławy Feanora i upadku królestwa Noldorów w Amanie.

W owym czasie Zły Duch, Melkor, który od trzech wieków przebywał w więzieniu Mandosa doznał łaski Valarów i został uwolniony, a ponieważ ujrzał świetność Dzieci Ilúvatara od razu zapałał do nich bezgraniczną nienawiścią. Obiecał sobie, że nie spocznie dopóki nie zniszczy królestw pięknych i beztroskich elfów. Początkowo siły jego były niewielkie, dlatego postanowił poczekać ze spełnieniem swojego przyrzeczenia. Mieszkał pośród Elfów, gdyż Valarowie uwierzyli w jego skruchę jaką wyraził po uwolnieniu z okowów. Spośród wszystkich plemion Elfów, jedynie Noldorowie wykazywali pewne zainteresowanie wiedzą tajemną. Dlatego to właśnie ich wybrał Melkor jako narzędzie swojej zemsty, tym bardziej, iż od początku zapragnął on posiąść przepiękne Silmarille, będące wytworem rąk Feanora. W swej niezmierzonej podłości rozpuścił on plotkę, jakoby Feanor i inni Noldorowie byli więźniami Valarów. Zachłanna żądza wolności, która rozbudzona została  w sercu syna Finwego spowodowała tragedię. Powstał brat przeciwko bratu, Elf przeciwko Elfowi. Po raz pierwszy na świętej ziemi Amanu doszło do przelewu krwi, a ciemny Melkor triumfował. W zmowie z wielką pajęczycą Ungoliantą dokonał zamachu na Drzewa Valinoru. Telperion i Laurelin zginęły zatrute żrącym jadem pajęczycy. Yavanna mogła uratować ginące drzewa światłem pochodzącym z Silmarillów, lecz Feanor nie wyraził na to zgody. Wraz z zastępami Noldorów opuścił Tirion, by nigdy już tu nie powrócić. Spośród wszystkich mieszkańców miasta jedynie co dziesiąty postanowił zrezygnować z wędrówki do odległego Śródziemia, ci bowiem tak bardzo ukochali piękność tarasów Tirionu, że nie mogli bez nich żyć. Najwyższym królem Noldorów w Amanie został Finarfin, przyrodni brat Feanora, który chociaż początkowo brał udział w ucieczce, później postanowił pozostać w Tirionie, gdyż nie mógł znieść widoku bratniej krwi na rękach swoich synów i współplemieńców. On jako jedyny książę Noldorów wywodzących się z rodu Finwego, pierwszego Elfa zabitego przez Melkora w Amanie, ukorzył się za życia przed obliczem Mandosa i zostały zmazane z niego i jego ludu winy Feanora, księcia banity. Jego panowanie w Tirionie (w Kôr) trwało bardzo długo. Elfy z zielonego wzgórza Túny niechętnie opuszczały swoją siedzibę, przez lata pamiętając o hańbie jaką decyzja Feanora objęła cały naród. Jednak pewnego dnia, Noldorowie zaczęli opuszczać swoją pradawną stolicę i przenosili się na drugą stronę gór Pelóri, by żyć pomiędzy swoimi Bogami w Błogosławionym Królestwie. Kôr opustoszał. Garstka Noldorów, która pozostała na wschodnich stokach gór, żyjąc pośród perlistych potoków i mrocznych lasów, opłakiwała w pieśniach upadek słynnego miasta. I właśnie taką sytuację przedstawił Tolkien w swoim liryku Kôr. Bogate ulice pokrył kurz, a złoty piasek zalewał ogromne skarby zgromadzone w Mindon Eldaliéva, a które gniły w zbutwiałych skrzyniach. Olśniewające świątynie skruszył czas, a marmurowe wieże stały ciche, wyczekujące. W pałacach nie rozbrzmiewał radosny śpiew i żaden głos nie wzywał na ucztę. Wszystko zasnęło.

Kiedy wiele lat później do Tirionu przybył Earendil Żeglarz nikogo tam nie zastał, a jego buty i ubranie obsypywał diamentowy i szafirowy pył, tak, że wędrowiec błyszczał niby klejnot. Mimo, iż miasto opustoszało to jego mury wciąż pamiętały o dawnej świetności i wypatrywały poprzez morze swych właścicieli i budowniczych, którzy przebyli morze w poszukiwaniu szczęścia pośród drzew Śródziemia... Miasto nigdy nie zapomniało i gdy czasem na horyzoncie pojawiała się łódź niosąca na pokładzie potomków Noldorów, wtedy srebrzysta latarnia Wieży Ingwego prowadziła ich bezpiecznie do brzegu. Spełniała ona swoją rolę zawartą w pierwotnej nazwie - Wielka Wieża Strażnicza. I do chwili, gdy ostatni Elf nie przypłynie do Amanu, Wieża Strażnicza będzie skierowana ku błękitnemu morzu i będzie wypatrywać białych żagli przedzierających się przez spienione bałwany. Niestety miasto Kôr nigdy nie powróci do dawnego znaczenia, gdyż Dawne Dni przeminęły, a Elfy, ich historia i tradycja powoli ulegają zapomnieniu. Należy mieć nadzieję, że my jako jedyni spadkobiercy tej tradycji w czasach współczesnych będziemy potrafili ją podtrzymać, czego sobie i wszystkim czytelnikom życzę. Kończąc chciałbym jeszcze raz przytoczyć ostatnie wersy wiersza, mówiące o śpiącym mieście Elfów, Tirionie, które czeka na ponowne rozbudzenie:

I nie podnosi się żaden głos; a wszystkie marmurowe wieże

 Białe, gorące i bezdźwięczne, wciąż palą się i śpią. 

 

 

Karol Maziukiewicz



[1]              Po pierwszej publikacji tego tekstu ukazały się przekłady dwu pierwszych tomów Historii Śródziemia.

[2]              W przekładzie oficjalnym tom ten nosi tytuł Księga zaginionych opowieści, Atlantis 1995.