Władca Pierścieni

Drużyna Pierścienia

J.R.R. Tolkien

 

 

Jako pierwsi i jedyni w Polsce prezentujemy obszerne fragmenty Władcy Pierścieni w nowym tłumaczeniu Marii i Cezarego Frąc. Jest to możliwe dzięki uprzejmości tłumaczy oraz wydawnictwa Amber, które opublikowało pierwszy tom powieści, Drużynę Pierścienia, we wrześniu 2001. Mamy nadzieję, że wybrane przez nas fragmenty uspokoją wasze obawy co do nowego tłumaczenia i w ten sposób zachęcimy Was do zakupu powieści.

 

 

 

Uwaga: żaden z fragmentów poniższego tekstu nie może być w żaden sposób powielany i publikowany. Zakaz ten dotyczy również wszelkich publikacji w internecie poza stroną Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki.

 

Księga pierwsza

Rozdział drugi   CIEŃ PRZESZŁOŚCI   (fragment)

 

 

Następnego dnia rano, po śniadaniu, czarodziej i Frodo usiedli przy otwartym oknie w gabinecie. Na kominku płonął ogień, choć Słońce grzało i wiał wiatr z południa. Wszystko wokół wyglądało świeżo, młoda wiosenna zieleń przystrajała pola i gałęzie drzew.

Gandalf rozmyślał o wiośnie sprzed prawie osiemdziesięciu lat, kiedy to Bilbo wybiegł z Bag End bez chusteczki do nosa. On sam miał teraz włosy chyba bielsze niż wówczas, brodę dłuższą i brwi bardziej krzaczaste, twarz pobrużdżoną od doznanych przeżyć, ale oczy żywe jak zawsze. Kurzył fajeczkę i wydmuchiwał kółka dymu z tym samym co dawniej zadowoleniem.

Pykał fajkę bez słowa, nie chcąc przeszkadzać Frodowi, który siedział zatopiony w myślach, nawet w świetle poranka nie mogąc otrząsnąć się z tego, co usłyszał w nocy. Wreszcie przerwał milczenie.

– Wczoraj wieczorem zacząłeś mi opowiadać dziwne rzeczy o moim pierścieniu, Gandalfie. Raptem urwałeś i powiedziałeś, że takie sprawy lepiej omawiać za dnia. Nie sądzisz, że czas dokończyć opowieść? Powiedziałeś mi, że pierścień jest niebezpieczny, dużo bardziej niebezpieczny niż mogę przypuszczać. Pod jakim względem?

– Pod wieloma – odparł czarodziej. – Jest potężniejszy niż myślałem na początku, tak potężny, że w końcu całkowicie zawładnie każdym śmiertelnikiem, który go posiada. Dawno temu w Eregionie wykuto wiele takich elfich pierścieni, magicznych pierścieni, jak je nazywacie, i były one, rzecz jasna, rozmaite, jedne mniej, inne bardziej potężne. Te słabsze pierścienie, wyroby elfich kowali jeszcze niewprawnych w rozwijającym się rzemiośle, dla nich były ledwie zabawkami, ale dla śmiertelników stanowiły zagrożenie. Wielkie Pierścienie, Pierścienie Mocy, są niebezpieczne dla wszystkich. Śmiertelnik, który posiada jeden z Wielkich Pierścieni, co prawda nie umiera, lecz także nie rośnie, nie zyskuje więcej życia, trwa bez zmian, aż w końcu każda minuta zaczyna go męczyć. A jeśli często używa Pierścienia, ażeby stać się niewidzialnym, stopniowo zanika i w końcu na stałe robi się niewidzialny, żyjąc w półmroku pod okiem mrocznej mocy, która włada Pierścieniami. Tak więc, prędzej czy później – później, jeśli od początku był silny i pełen dobrej woli, choć ani siła, ani dobre chęci nie trwają wiecznie – pochłania go moc ciemności.

– Przerażające! – zawołał Frodo. Zapadła cisza, przerywana tylko dobiegającym przez okno szczękiem nożyc Sama Gamgee, który przycinał trawę.

– Od kiedy ci to wiadomo? – zapytał wreszcie Frodo. – I ile wiedział Bilbo?

– Jestem pewien, że Bilbo wiedział tylko tyle, ile ci powiedział – odparł Gandalf. – Z pewnością nie przekazałby ci czegoś, co uważałby za niebezpieczne, choć obiecałem, że będę nad tobą czuwać. Jego zdaniem pierścień jest niezwykle piękny i bardzo przydatny w potrzebie. Jeśli działo się z nim coś złego, niezwykłego, przypisywał to wyłącznie sobie. Mówił, że pierścień „zaprząta mu myśli”, co go zawsze martwiło, lecz nawet nie przypuszczał, że może to być winą samego pierścienia. Odkrył jednak, że trzeba na niego uważać. Wielkość i waga pierścienia jak gdyby się zmieniały, na przemian kurczy się i powiększa w niepojęty sposób i niespodzianie może zsunąć się z palca, na który przed chwilą z trudem go włożono.

– Tak, uprzedził mnie o tym w swym ostatnim liście, dlatego zawsze trzymam go na łańcuszku.

– Bardzo roztropnie – pochwalił Gandalf. – Jednak Bilbo wcale nie sądził, że jego długowieczność może mieć jakiś związek z tym pierścieniem. Uznawał to za swoją zasługę i wielce był z tego dumny. Ostatnio stał się jednak niespokojny i rozdrażniony, co świadczyło tym, że pierścień przejmował nad nim władzę.

– Od kiedy wiesz o tym wszystkim? – jeszcze raz zapytał Frodo.

– Wiem tylko tyle, ile wiedzą Mędrcy. Jeśli chodzi o wiedzę na temat pierścienia... Cóż, trzeba przeprowadzić ostatnią próbę, ale już nie wątpię w trafność swoich domysłów. A kiedy zacząłem się domyślać? – mruknął z zadumą, szukając w pamięci. – Zastanówmy się... Bilbo znalazł pierścień w tym roku, w którym Biała Rada wypędziła ciemne moce z Mrocznej Puszczy, tuż przed Bitwą Pięciu Armii. Cień padł w tym czasie na moje serce, choć nie wiedziałem jeszcze, czego się obawiam. Często rozmyślałem o tym, jak Gollum natknął się na Wielki Pierścień, bo przynajmniej tyle wiedziałem. Jakiś czas później usłyszałem od Bilba dziwną historię, jak go „wygrał”, ale nie mogłem w nią uwierzyć. Kiedy wreszcie wydobyłem z niego prawdę, natychmiast zrozumiałem, że Bilbo próbował ugruntować swoje prawo do pierścienia. Tak samo jak czynił Gollum, wymyślając bajkę o „urodzinowym prezencie”. Kłamstwa te były zbyt przejrzyste i zbyt podobne, by uwierzyć w nie bez zastrzeżeń. Domyśliłem się, że pierścień ma szkodliwą moc, która natychmiast zaczyna oddziaływać na tego, kto go posiada. Było to dla mnie pierwsze poważne ostrzeżenie, że coś jest nie w porządku. Często mówiłem Bilbowi, że takich pierścieni lepiej nie używać, ale on nie chciał słuchać i natychmiast wpadał w złość. Niewiele więcej mogłem zrobić. Nie mogłem mu go zabrać bez wyrządzania jeszcze większej szkody, a poza tym nie miałem do tego prawa. Pozostawało mi tylko przyglądać się i czekać. Mógłbym może naradzić się z Sarumanem Białym, lecz zawsze coś stawało mi na przeszkodzie.

– Kim jest Saruman? Nigdy o nim nie słyszałem.

– Możliwe, bo nigdy nie interesował się hobbitami. Jest wybitną postacią pośród Mędrców, głową mojego bractwa i Pierwszym w naszej Radzie. Ma rozległą wiedzę i stale ją poszerza, lecz równocześnie staje się coraz bardziej dumny i nie pozwala, by się wtrącano w jego sprawy. Zajmuje się tradycją elfich pierścieni, wielkich i małych. Od dawna zgłębia tę dziedzinę, pragnąc odkryć tajniki wyrobu pierścieni. Kiedy Rada debatowała na ich temat, odsłonił rąbek swojej wiedzy i nic, co ujawnił, nie potwierdziło moich obaw. To uśpiło moje wątpliwości, lecz nadal przyglądałem się i czekałem.

I wyglądało na to, że z Bilbem nie dzieje się nic złego. Mijały lata. Tak, upływał rok po roku i, co ciekawe, Bilba czas jakby się nie imał. Znów opadły mnie wątpliwości. Ale powiedziałem sobie: „Wszak ze strony matki pochodzi z długowiecznego rodu. Ma jeszcze czas. Trzeba poczekać!”.

I czekałem. Aż do wieczora, kiedy opuścił ten dom. To, co wtedy zrobił i co mi powiedział, przepełniło mnie lękiem, jakiego nie mogły rozproszyć żadne słowa Sarumana. Wreszcie zyskałem pewność, że w grę wchodzi coś mrocznego i groźnego. I od tej pory większość czasu spędziłem na szukaniu prawdy.

– Ale z czasem Bilbo dojdzie do siebie, prawda? Odnajdzie spokój? – zapytał Frodo niespokojnie.

– Od razu poczuł się lepiej – odrzekł Gandalf. – Jednak tylko jedna Moc na tym świecie wie wszystko o Pierścieniach i o wywieranym przez nie wpływie. Nie ma takiej Mocy, która wiedziałaby wszystko o hobbitach. Wśród Mędrców jestem jedynym, który zajmuje się hobbitami: to pełna niespodzianek gałąź wiedzy. Hobbici z gruntu są miękcy jak masło, jednak czasami potrafią być twardzi niczym korzenie starego drzewa. Sądzę, że niektórzy mogą opierać się Pierścieniom dłużej niż przypuszcza większość Mędrców. Nie sądzę, byś miał powody martwić się o Bilba. Oczywiście był właścicielem pierścienia przez wiele lat i często go używał, może więc minąć sporo czasu, nim zły wpływ przeminie. Z drugiej strony, może wieść przez długie lata w miarę szczęśliwy żywot, taki sam jak wtedy, kiedy rozstał się z pierścieniem. Oddał go bowiem z własnej woli, co nie jest bez znaczenia. Tak, przestałem martwić się o Bilba, gdy tylko wyrzekł się pierścienia. Teraz za ciebie czuję się odpowiedzialny. Od czasu odejścia Bilba bardzo martwię się o ciebie i o tych uroczych, niemądrych, bezradnych hobbitów. Byłoby bardzo źle dla świata, gdyby Mroczny Władca zapanował w Shire, gdyby wszyscy twoi poczciwi, weseli i głupiutcy Bolgerowie, Hornblowerowie, Boffinowie, Bracegirdle’owie i cała reszta, nie wspominając o prześmiesznych Bagginsach, popadli w niewolę.

Frodo zadrżał.

– Czemu miałoby tak się stać? I po co mu tacy niewolnicy?

– W gruncie rzeczy wydaje mi się, że dotychczas Mroczny Władca nie wiedział o istnieniu hobbitów. Niestety teraz już nie jesteście bezpieczni. On was nie potrzebuje – ma wiele sług, znacznie bardziej użytecznych – ale już o was nie zapomni. I widok hobbitów zgnębionych w niewoli sprawi mu znacznie większą przyjemność niż widok hobbitów szczęśliwych i wolnych. Nie zapominaj o złośliwości i zemście!

– O zemście? Za co? Dalej też nie rozumiem, co to ma wspólnego z Bilbem, ze mną i z naszym pierścieniem.

– Wszystko – odrzekł Gandalf. – Nie usłyszałeś jeszcze o największej groźbie, ale zaraz poznasz całą prawdę. Sam nie miałem pewności, będąc tu ostatnim razem, lecz nadszedł w końcu czas, by wszystko ci powiedzieć. Daj mi na chwilę swój pierścień.

Frodo wyjął pierścień z kieszeni spodni, gdzie spoczywał umocowany łańcuszkiem do pasa. Odczepił go i powoli wyciągnął rękę w stronę Gandalfa. Nagle pierścień zaciążył mu w dłoni, jakby nie chciał się z nim rozstawać, albo jakby to on sam wzbraniał się przed przekazaniem go czarodziejowi.

Gandalf podniósł klejnot do oczu. Był wykuty ze szczerego złota.

– Widzisz na nim jakieś znaki?

– Nie – odparł Frodo. – Jest całkiem gładki, bez żadnej rysy.

– Zatem spójrz! – Ku zdumieniu i przerażeniu Froda czarodziej cisnął pierścień w środek żaru kominka. Frodo z krzykiem sięgnął po szczypce, ale Gandalf go powstrzymał.

– Czekaj! – rzekł rozkazująco i spojrzał na niego spod krzaczastych brwi.

W pierścieniu nie zaszła żadna widoczna zmiana. Po chwili Gandalf wstał, zamknął okiennice i zaciągnął zasłony. W pokoju zapanowała ciemność i cisza; tylko z ogrodu dobiegał szczęk nożyc Sama, który teraz pracował bliżej okien. Przez chwilę czarodziej patrzył w ogień, potem schylił się, szczypcami wyjął pierścień z paleniska i od razu wziął go w rękę. Frodo wzdrygnął się.

– Jest zupełnie zimny – wyjaśnił Gandalf. – Trzymaj! – Frodo złapał w drżącą rękę pierścień, który teraz był jakby grubszy i cięższy niż przedtem.

– Podnieś go – polecił Gandalf – i przyjrzyj mu się uważnie!

Frodo zrobił, co mu kazano, i po zewnętrznej i wewnętrznej stronie pierścienia zobaczył misterne linie, cieńsze od tych, jakie można nakreślić najdelikatniejszym piórem, linie ognia, które zdawały się układać w litery jakiegoś napisu. Świeciły oślepiającym blaskiem, zarazem jednak zdawały się tak odległe, jakby blask docierał z wielkiej głębi.

 

 

 

– Nie umiem odczytać tych ognistych liter – rzekł Frodo drżącym głosem.

– Ale ja umiem. To elfie znaki z pradawnego alfabetu, a język pochodzi z Mordoru. Nie chcę go tutaj używać. Oto, co jest tam napisane po przełożeniu na Wspólną Mowę:

 

Jeden pierścień, by nimi władać, Jeden, by je znaleźć,

Jeden, by je zgromadzić i wszystkie skrępować.

 

To dwa wersy z poematu od dawna znanego w tradycji elfów:

 

Trzy Pierścienie dla królów elfickich pod niebem jasnym,

Siedem dla krasnoludzkich władców we dworach kamiennych,

Dziewięć dla ludzi, którym śmierć jest sądzona,

Jeden Czarnemu Władcy na czarnym tronie

W Mordorze, ziemi, gdzie Ciemność zaległa.

Jeden, by nimi władać, Jeden, by je znaleźć,

Jeden, by je zgromadzić i wszystkie skrępować

W Mordorze, ziemi, gdzie Ciemność zaległa.

 

Czarodziej urwał. Po chwili milczenia powoli i z powagą dodał:

– To jest Pierścień-Władca, stworzony po to, by władać wszystkimi innymi. Ktoś zgubił go przed wiekami, co znacznie osłabiło jego moc. Ten ktoś ogromnie pragnie go odzyskać, a nam nie wolno do tego dopuścić.

Frodo siedział jak skamieniały. Czuł strach zbliżający się ku niemu jak burzowa chmura, która zrodziła się na Wschodzie i teraz pędzi, aby go pochłonąć.

 

 

 

Księga druga

Rozdział siódmy   ZWIERCIADŁO GALADRIELI   (fragment)

 

 

Pewnego chłodnego wieczoru Frodo i Sam wybrali się na przechadzkę. Obu znowu doskwierał niepokój. Na Froda nagle padł cień rozstania: wiedział, że zbliża się pora opuszczenia Lothlórien.

– I co teraz myślisz o elfach, Samie? – zagadnął. – Już kiedyś cię o to pytałem – wydaje się, że całe wieki temu – lecz od tej pory poznałeś ich chyba lepiej.

– A jakże! – odparł Sam. – Przypuszczam, że są różni elfowie. Wszyscy należą do jednego rodzaju, ale przecież nie są jednakowi. Ci tutaj to nie bezdomni wędrowcy i wydają się trochę podobni do nas: mają swoją ziemię, którą kochają tak jak hobbici Shire. Tutaj panuje cudowny spokój. Wydaje się, że nic się nie dzieje i chyba nikt nie chce, by to się zmieniło. Jeśli jest w tym jakaś magia, to naprawdę głęboko, gdzie nie można dotknąć jej palcami.

– Widać ją i czuć we wszystkim dokoła.

– Ale nie uświadczy się nikogo, kto by robił jakieś czary. Ani fajerwerków, jakie pokazywał biedny stary Gandalf, ani nic w tym guście. I ciekawe, że przez wszystkie te dni nie spotkaliśmy nigdzie Pana i Pani. Wyobrażam sobie, że ona, jeśli tylko ma ochotę, potrafi sprawiać cuda. Tak bardzo chciałbym zobaczyć czarodziejskie sztuki elfów!

– A ja nie. Jestem rad z tego, co mamy. I nie brakuje mi fajerwerków Gandalfa, tylko jego krzaczastych brwi, wybuchowego usposobienia i głosu.

– Święta racja. I niech pan nie myśli, że ja szukam dziury w całym. Zawsze chciałem zobaczyć czary takie, o jakich mówią stare opowieści, a nigdy nie słyszałem, by jakiś inny kraj lepiej się nadawał do takich rzeczy. Tutaj jest tak, jakby było się u siebie w domu, a zarazem na wakacjach. Nie chcę stąd odchodzić, a zarazem czuję, że jeśli mamy iść dalej, to trzeba ruszać jak najprędzej. „Najtrudniej skończyć tę robotę, której się nie zaczęło”, jak mawiał mój staruszek. I nie sądzę, by ci elfowie mogli bardziej nam pomóc, z czarami czy bez czarów. Gdy już opuścimy tę krainę, jeszcze bardziej będzie nam brakowało Gandalfa.

– Chyba tak, mój Samie. A jednak mam nadzieję, że przed odejściem zobaczymy jeszcze Panią Elfów.

Jakby w odpowiedzi na te słowa pojawiła się pani Galadriela. Wysoka, piękna, była odziana w biel. Szła pod drzewami. Skinęła na nich bez słowa.

Poprowadziła ich w kierunku południowych stoków wzgórza Caras Galadon, gdzie przez otwór w wysokim żywopłocie weszli do zamkniętego ze wszystkich stron ogrodu. Nie rosły tu drzewa i niebo było całkiem odsłonięte.

Gwiazda wieczorna świeciła białym blaskiem nad zachodnimi lasami. Po długich schodach Pani zeszła do głębokiej zielonej kotlinki, w której szemrał srebrzysty strumyk, wypływający z fontanny na stoku. Opodal srebrny postument w kształcie rozgałęzionego drzewa podtrzymywał srebrną misę, szeroką i płytką, a obok niej stał srebrny dzban.

Galadriela nabrała wody ze strumyka i napełniła misę po brzegi, dmuchnęła na nią, a kiedy tafla się uspokoiła, przemówiła:

– Oto Zwierciadło Galadrieli. Przywiodłam was tutaj, żebyście mogli w nie zajrzeć, jeśli taka wasza wola.

Powietrze było nieruchome, w kotlince zalegał mrok. W ciemności odcinała się jasna, wysoka sylwetka Pani Elfów.

– Czego mamy wypatrywać i co zobaczymy? – zapytał Frodo, zdjęty pełną czci grozą.

– Mogę rozkazać Zwierciadłu, by ukazało wiele rzeczy – odrzekła Pani – i niektórzy mogą ujrzeć w nim to, czego pragną. Ale Zwierciadło pokazuje również rzeczy nieproszone, częstokroć dziwniejsze od tych upragnionych, a ich ujrzenie przynosi większą korzyść. Nie wiem, co zobaczycie, gdy zostawię Zwierciadłu swobodę wyboru. Albowiem pokazuje ono to, co już się zdarzyło, to, co jest i to, co może się dopiero wydarzyć. Lecz nawet największy mędrzec nie zawsze umie poznać, co widzi. Chcecie popatrzeć?

Frodo nie odpowiedział.

– A ty? – zwróciła się do Sama. – Jak mi się wydaje, właśnie to twój lud nazywa magią, choć nie całkiem pojmuję, co rozumiecie przez to określenie; zdaje się, że tym samym słowem nazywacie oszukaństwa Wroga. Tutaj jednak, jeśli zechcesz, ujrzysz magię Galadrieli. Czy nie mówiłeś, że marzysz o zobaczeniu czarów elfów?

– Mówiłem – przyznał Sam, przestraszony, a równocześnie zaciekawiony. – Rzucę okiem, Pani, jeśli pozwolisz. – Chciałbym zobaczyć, co się dzieje w domu – dodał, zwracając się do Froda. – Mam wrażenie, że upłynęły wieki od czasu kiedy wyruszyłem w drogę. Ale równie dobrze mogę ujrzeć tylko gwiazdy albo też coś, czego zgoła nie zrozumiem.

– To możliwe – rzekła Pani z cichym śmiechem. – Chodź więc, zajrzyj i zobacz, ile możesz. Nie dotykaj wody!

Sam stanął na stopniu postumentu i pochylił się nad misą. W ciemnej wodzie przeglądały się gwiazdy.

– Tylko gwiazdy, tak właśnie myślałem – mruknął.

Jednak chwilę potem gwiazdy znikły. Zwierciadło poszarzało, jakby zdjęto z niego ciemny woal, a następnie zrobiło się jasne. Płonęło w nim Słońce, gałęzie drzew chwiały się na wietrze. Ale zanim Sam zdążył się zorientować, na co patrzy, światło przygasło. Teraz zdało mu się, że widzi Froda, z bladą twarzą, leżącego we śnie pod wysokim, ciemnym urwiskiem. Potem jakby zobaczył siebie, idącego mrocznym korytarzem i wspinającego się po bezkresnych spiralnych schodach. Jakby pilnie czegoś szukał. Obrazy zmieniały się i powracały jak senne widziadła. Znów ukazały się drzewa. Tym razem nie rosły tak gęsto, mógł więc zobaczyć, co się dzieje: wcale nie kołysały się na wietrze, tylko padały z trzaskiem na ziemię.

– Ojej! – krzyknął zezłoszczony. – Ted Sandyman rąbie drzewa, których nie ma prawa ruszać. Nie powinno się ich ścinać: to szpaler za młynem, który ocienia drogę do Bywater.

Stary Młyn zniknął i Sam ujrzał, że na jego miejscu jest wznoszony wielki gmach z czerwonej cegły. Wiele osób mozoliło się przy pracy. W pobliżu stał wysoki czerwony komin. Zdawało mu się, że chmura czarnego dymu zaciemniła taflę Zwierciadła.

– Jakieś diabelskie sztuczki dzieją się w Shire – rzekł. – Elrond wiedział, co robi, gdy chciał pana Merry’ego odesłać do domu. – Nagle wrzasnął i odskoczył od Zwierciadła. – Muszę wracać! Rozkopują zaułek Bagshot Row, biedny stary Dziadunio wynosi się z pagórka, wioząc na taczce resztki swoich rzeczy. Muszę wracać do domu!

– Nie możesz iść sam – rzekła Pani. – Zanim spojrzałeś w Zwierciadło, nie myślałeś o powrocie do domu bez swojego pana, chociaż wiedziałeś, że możesz zobaczyć zło dziejące się w Shire. Pamiętaj, Zwierciadło pokazuje wiele rzeczy i nie wszystkie muszą się wydarzyć. Niektóre wizje nigdy się nie spełnią, o ile ci, którzy je widzieli, nie skręcą ze swojej ścieżki, żeby im zapobiec. Zwierciadło jest zwodniczym przewodnikiem i warto o tym pamiętać przed przystąpieniem do działania.

Sam usiadł na ziemi i złapał się za głowę.

– Żałuję, że tu przyszedłem i nie chcę już oglądać więcej czarów – powiedział. A po dłuższej chwili dodał zmienionym głosem, jakby walcząc ze łzami. – Wrócę do domu okrężną drogą z panem Frodem albo nie wrócę wcale! A jeśli to, co widziałem, okaże się prawdą, ktoś gorzko tego pożałuje!

– A ty, Frodo, nie chcesz popatrzeć? – zapytała Pani Galadriela. – Nie zależało ci na zobaczeniu czarów elfów i byłeś zadowolony z tego, co masz.

– Czy radzisz mi, żebym spojrzał? – zapytał Frodo.

– Nie, nic ci nie radzę. Możesz się czegoś dowiedzieć, ale nie wiadomo, czy będzie to coś dobrego, czy coś złego. Takie doświadczenie bywa czasami korzystne, a czasami nie. Myślę jednak, że masz wystarczająco dużo odwagi i rozumu, by zaryzykować. Inaczej nie przyprowadziłabym cię tutaj. Zrób to, co uważasz za słuszne.

– Spojrzę – powiedział Frodo. Wspiął się na postument i pochylił nad ciemną wodą. Zwierciadło natychmiast pojaśniało i zobaczył w nim kraj oblany zmierzchającym światłem. Na horyzoncie na tle bladego nieba piętrzyły się mroczne góry. Po nizinie wiła się długa, ginąca w dali szara droga. Szła nią postać niewyraźna i z początku mała, ale w miarę zbliżania się coraz większa i lepiej widoczna. Nagle Frodo zdał sobie sprawę, że wędrowiec przypomina Gandalfa. Już chciał wykrzyknąć imię czarodzieja, gdy zobaczył, że wędrowiec odziany jest w białe szaty, lekko połyskujące w półmroku, a w ręce trzyma białą laskę. Głowę miał tak pochyloną, że nie widać było jego twarzy. Chwilę później skręcił z drogi i zniknął. Wątpliwości opadły hobbita: czy widział Gandalfa w czasie jednej z jego licznych dawnych podróży, czy też Zwierciadło pokazało mu Sarumana?

Obraz uległ zmianie. Mignął mu Bilbo, maleńki, ale bardzo wyraźny, chodzący niespokojnie po pokoju. Na stole piętrzyły się bezładne sterty papierów; o szyby tłukły krople deszczu.

Potem, po dłuższej przerwie, ukazało się wiele różnych scen, a Frodo jakimś sposobem wiedział, że są to obrazy z wielkiej historii, w którą sam został wmieszany. Mgła się rozwiała i zobaczył coś, czego dotąd nie widział, lecz co od razu poznał: Morze. Zapadła ciemność. Fale wznosiły się wysoko, szalał potężny sztorm. Potem na tle Słońca, zachodzącego krwawo w porwanych strzępach chmur, ujrzał kontury żeglującego z zachodu wysokiego statku z porwanymi żaglami. Następnie zobaczył szeroką rzekę, przepływającą przez ludne miasto. Potem białą fortecę z siedmioma wieżami. I znów statek z czarnymi żaglami, lecz tym razem o poranku: światło skrzyło się na falach, w Słońcu łopotała bandera z godłem białego drzewa. Nagle wzniósł się dym, jakby nad polem bitwy, i Słońce zaszło w czerwonej łunie, która przygasła w szarej mgle; i w mgłę tę wpłynął niewielki statek, mrugając światełkami. Gdy zniknął, Frodo westchnął i gotował się do zejścia z postumentu.

Ale nagle Zwierciadło ściemniało, jakby zrobiła się w nim dziura, i Frodo spojrzał w nicość. W czarnej otchłani pojawiło się Oko, które powoli rosło, aż niemal wypełniło całe Zwierciadło. Było tak przerażające, że hobbit zamarł ze strachu, niezdolny krzyknąć ani oderwać spojrzenia. Okalał je ogień, ono samo zaś szkliło się żółtawo jak u kota, czujne i skupione, a czarna szczelina źrenicy otwierała się niby okno, za którym była pustka.

Potem Oko zaczęło się przesuwać to w tę, to w tamtą stronę, jakby czegoś wypatrując. Frodo ze zgrozą odgadł, że szuka właśnie jego. Wiedział też, że Oko nie może go widzieć, chyba że on sam tego zapragnie. Nagle Pierścień, wiszący na łańcuszku na szyi, zaciążył mu jak wielki kamień, ściągając jego głowę w dół. Zwierciadło jakby się rozgrzało i para zakłębiła się nad wodą. Frodo stracił równowagę.

– Nie dotykaj wody! – zawołała cicho Pani Galadriela.

Obraz znikł i Frodo stwierdził, że patrzy na chłodne gwiazdy mrugające w srebrnej misie. Odstąpił od niej i cały roztrzęsiony, skierował wzrok na Panią.

– Wiem, co zobaczyłeś na koniec – powiedziała – bo ten sam obraz ukazał się w moich myślach. Nie lękaj się! Nie sądź, że kraina Lothlórien tylko śpiewami pośród drzew i smukłymi strzałami z elfich łuków opiera się Wrogowi. Powiadam ci, Frodo, że nawet w tej chwili wyczuwam Mrocznego Władcę i znam jego zamiary, przynajmniej te dotyczące elfów. On zaś stale mnie szuka i próbuje przeniknąć moje myśli, lecz drzwi nadal są przed nim zamknięte!

Podniosła białe ramiona i wyciągnęła je ku wschodowi w geście odrzucania. Na niebie płonęła Gwiazda Wieczorna, Eärendil, najbardziej umiłowana przez elfów. Jej światło było tak jasne, że postać Pani rzucała nikły cień na ziemię. Złoty pierścień zalśnił na jej ręce, a wprawiony weń biały kamień rozbłysnął, jak gdyby Gwiazda Elfów zstąpiła z niebios. Frodo z czcią spojrzał na pierścień, gdyż nagle wydało mu się, że wszystko zrozumiał.

– Tak – rzekła Galadriela, odgadując jego myśli. – Nie wolno o tym mówić i dlatego Elrond nie mógł tego uczynić. Ale nie można taić prawdy przed Powiernikiem Pierścienia, tym, który widział Oko. Zaprawdę, w kraju Lórien, na palcu Galadrieli, znajduje się jeden z Trzech Pierścieni. To Nenya, Pierścień Diamentowy, a ja jestem jego powierniczką. Tamten domyśla się prawdy, lecz jeszcze nie jest pewien. Czy teraz pojmujesz, dlaczego twoje przybycie jest dla nas zwiastunem Przeznaczenia? Jeśli zawiedziesz, wtedy już nic nie osłoni nas przed Wrogiem. A jeśli ci się uda, nasza moc zmaleje, Lothlórien obumrze, przypływ Czasu zaleje nasz kraj. Będziemy musieli odejść na Zachód, inaczej bowiem przemienimy się w zwykłych wieśniaków mieszkających w norach i jaskiniach, powoli zapominających i popadających w zapomnienie.

Frodo pochylił głowę.

– A czego ty pragniesz? – wyszeptał.

– Aby stało się to, co stać się musi – odrzekła. – Miłość elfów do ich ziemi i ich dzieł głębsza jest od morskich toni, a ich żal nigdy nie umrze i nigdy nie zostanie uśmierzony. A jednak prędzej wyrzekną się wszystkiego, niż poddadzą władzy Saurona, bo teraz dobrze go znają. Ty nie odpowiadasz za los Lothlórien, tylko za wypełnienie własnego zadania. Chciałabym jednak, żeby Jedyny Pierścień nigdy nie został wykuty albo przepadł na zawsze.

– Jesteś mądra, nieustraszona i piękna, Pani Galadrielo. Dam ci Jedyny Pierścień, jeśli tego sobie zażyczysz. Dla mnie jest on zbyt wielkim ciężarem.

Galadriela wybuchła dźwięcznym śmiechem.

– Może i mądra jest Galadriela, lecz tym razem spotkała równego sobie w dworności. Grzecznie zrewanżowałeś się za wystawianie cię na próbę podczas naszego pierwszego spotkania. Wzrok ci się wyostrzył i widzisz coraz więcej. Nie zaprzeczam, że moje serce pragnie tego, co zaofiarowałeś. Przez wiele długich lat zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdyby Wielki Pierścień trafił na mój palec, i oto ty mi go przyniosłeś. Mam go w zasięgu ręki. Jednakże zło obmyślone przed wiekami działa na rozmaite sposoby, niezależnie od tego, czy Sauron wznosi się, czy upada. Czyż nie przyniosłabym chluby jego Pierścieniowi, gdybym siłą lub strachem wydarła go temu, kogo goszczę w swoim domu? I oto wreszcie się pojawił. Ty zaś dajesz mi go z własnej woli! Na miejscu Mrocznego Władcy chcesz postawić Królową. A ja nie byłabym mroczna, tylko piękna i straszna niczym poranek i noc! Piękna jak morze, Słońce i śnieg na górskim szczycie! Straszliwa jak burza i błyskawica! Twardsza niż opoka ziemi. Wszyscy by mnie kochali, kochali i cierpieli!

Podniosła rękę i z pierścienia na jej palcu strzeliło światło, które rozjaśniło jej postać, a wszystko wokół pogrążyło się w ciemności. Stała przed Frodem, teraz jakby wyższa ponad wszelką miarę, porażająco piękna, wzbudzająca grozę i godna czci. Gdy opuściła rękę, światło przygasło. Galadriela roześmiała się i raptem zmalała: znów zobaczył ją smukłą, odzianą w prostą białą suknię, mówiącą łagodnym, smutnym głosem:

– Przeszłam próbę. Pozostanę tą co dawniej i gdy przyjdzie pora, udam się na Zachód.

Przez długi czas stali w milczeniu. Wreszcie Galadriela znów przemówiła:

– Wracajmy! Rankiem musicie wyruszyć, bo już dokonaliśmy wyboru, a przypływ Przeznaczenia wzbiera.

– Zanim odejdziemy, pragnąłbym jeszcze czegoś się dowiedzieć – odezwał się Frodo – Nieraz w Rivendell chciałem zapytać o to Gandalfa. Wolno mi nosić Jedyny Pierścień; czemu więc nie mogę zobaczyć wszystkich innych pierścieni i poznać myśli tych, którzy je noszą?

– Nie próbowałeś – odrzekła. – Odkąd dowiedziałeś się, co posiadasz, tylko trzy razy miałeś Pierścień na palcu. Ale nie próbuj tego! To by cię zniszczyło. Czyż Gandalf nie powiedział ci, że pierścienie dają moc wedle sił każdego posiadacza? Nim mógłbyś użyć tej mocy, musiałbyś stać się dużo silniejszy i wyćwiczyć się w panowaniu nad innymi. Jednak nawet teraz, jako Powiernikowi Pierścienia oraz temu, który nosił go na palcu i widział rzeczy ukryte, wzrok ci się znacznie wyostrzył. Przejrzałeś moje myśli lepiej niż wielu z tych, którzy uważani są za mędrców. Zobaczyłeś Oko tego, który włada Siedmioma i Dziewięcioma Pierścieniami. I czyż nie dostrzegłeś i nie poznałeś pierścienia na moim palcu? Czy ty widzisz mój pierścień? – zwróciła się do Sama.

– Nie, Pani – odparł. – Prawdę powiedziawszy, zachodziłem w głowę, o czym rozmawiacie. Widziałem tylko gwiazdę prześwitującą przez palce. Ale jeśli pani pozwoli, to powiem, że mój pan ma rację. Wolałbym, żeby pani wzięła ten Pierścień. Pani zrobiłaby porządek. Zabroniłaby rozkopywać zaułek i wypędzać Dziadunia z domu. Kazałaby niektórym drogo zapłacić za ich brudną robotę.

– Tak – przyznała Galadriela. – Od tego by się zaczęło. Ale na tym by się nie zakończyło, niestety! Nie mówmy o tym więcej. Idziemy!