C.S. Lewis

Portret pisarza

Michał Błażejewski

 

 

 

 

[Jest to pierwotna, pełniejsza  wersja  tekstu umieszczonego w magazynie SFinks 1996 nr 2(10). Zainteresowanych postacią C.S. Lewisa odsyłamy również na stronę domową autora: http://www.fabryka.com/mb/]

 

         Tam, gdzie zaczyna się koniec pewnej historii

                 i kończy początek wszystkich innych...

  Clive Staples Lewis (1898-1963)

           

Clive Staples Lewis nie jest autorem moich ulubionych książek. I nie umieszczam tych słów na samym początku w intencji kokietowania czy bulwersowania kogokolwiek. Po prostu - nie jest i już. Myślę też, że u bardzo wielu czytelników z tej całej Wielkiej Trójcy, będącej przedmiotem zainteresowania The Mythopoeic Society (J.R.R. Tolkien, C.S. Lewis i Charles Williams), to najprawdopodobniej Lewis budzi najmniejsze emocje. Tolkien - to co innego, wiadomo - cały świat bywa hobbitopodobny. Williams - lekko staroświecki, ale odkrywany i smakowany na nowo, zgoda. Ale Lewis? Ten Wielki... Nijaki? Wielki Nie Nazbyt Obecny? Ten... No, właśnie - może Nazbyt Doskonały?

Moje problemy z Lewisem zaczynają się już na poziomie jego biografii. Biografia jest najgorszym z możliwych kluczy interpretacyjnych jakiejkolwiek twórczości. Podobno. To wiem. Biografia potrafi jednak w jakiś sposób uporządkować, usensownić tę twórczość.  A może jest odwrotnie - to twórczość usensownia czyjeś życie, pozwala je opisać, „zbiografizować”, uporządkować w pewien naznaczony celowością schemat i na dodatek opatrzyć jakąś dydaktyczną intencją? Porządek biograficzny pozwala nam jednak coś z tej twórczości zrozumieć: to napisał człowiek młody, to - już ktoś z takim to a takim doświadczeniem, to powstało w okresie sceptycznego przyglądania się religii, to - już w czasach pełnego zaangażowania w jej badanie, komentowanie i upowszechnianie. To z kolei nie mogłoby powstać bez przypadkowego i dojmującego spotkania z jakąś osobą... Więc może jednak o tym kluczu biograficznym  gdzieś tam należy pamiętać?

Sam Lewis często „autobiografizował”, w wielu książkach czysto naukowych możemy odnaleźć dygresje, które wprost odnoszą się do faktów przynależnych biografii - przywołanie czyjegoś imienia, znajomości jakiejś lektury i to nie mającej przecież bezpośredniego związku z tokiem wykładu... Są wreszcie przecież całkiem liczne biografie napisane przez kogoś innego. Lewis, odmiennie niż Tolkien, sam „wyznaczył” swojego biografa, Rogera Lencelyna Greena, przydając mu, z pewnym nawet takim przepraszającym tłumaczeniem, swego sekretarza, Waltera Hoopera. Są wreszcie przynajmniej dwa filmy fabularne, czerpiące dość swobodnie z Lewisowskiego żywota. Ale wszystkie te opowieści wydają się nam proste, nawet te najbardziej dramatyczne czy romantyczne. Nie rodzą żadnych pytań. A jeżeli już - to są to pytania wiodące nas na wyżyny filozofii, teologii, metafizyki wręcz. W najskromniejszym zaś przypadku - w stronę etyki czy estetyki i teorii kultury. Poza tym uporządkowanym światem kryją się jednak wiadomości o listach, które po śmierci Lewisa niszczyli jego najbardziej zaufani korespondenci, są wreszcie troskliwe zabiegi „redakcyjne” brata Warniego, porządkującego, przepisującego, korygującego rodzinne archiwalia... I jednocześnie - temu (oględnie mówiąc) mającemu kłopoty z alkoholizmem byłemu wojskowemu zawdzięczamy skrupulatnie prowadzone przez prawie ćwierć wieku notatki... Tak, życie pisarza jest najgorszym kluczem interpretacyjnym, wywiedziona zaś z niego biografia - wytrychem, uwalniającym jedynie wątpliwości. I nie chodzi tu o to, co było w niszczonych czy wygładzonych dokumentach. Chciałoby się raczej zadać pytanie - dlaczego tak się stało? Gdzie przebiega ta granica szczerości i zaufania zarazem? Czy zaznaczona jest tylko w dostępnych nam tekstach książek? Książek przecież odbieranych jako zdumiewająco wręcz intymne, dotykające najdelikatniejszych spraw ludzkiego sumienia, ludzkich uczuć? Czy nasze pytania nie naruszają tej granicy? Grzeszy się przecież i myślą, i mową, i uczynkiem... Czy sama myśl, pytanie, wątpliwość nie jest już takim przekroczeniem przykazania?

Ci, którzy sądzą, iż w ten sposób sugeruję, że w życiu Lewisa mogło być coś, czego ujawnienie naruszyłoby barierę czysto ludzkiej przyzwoitości, niech po prostu odłożą ten tekst i zajmą się czymś pożytecznym. I dokładnie to samo niech zrobią ci, którzy spodziewają się tutaj ujawnienia jakowychś rewelacji. Będę próbował tylko uporządkować podstawowe i ogólnodostępne fakty. A że od czasu do czasu może gdzieś w tle pojawić się pytanie - „no dobrze, ale czy to nie akurat w tym miejscu tkwi źródło moich wątpliwości?”... Trudno, wątpliwości przeciw wątpliwościom. Z góry też uprzedzam, że nie uważam siebie za „kompetentnego Lewisologa”. Ciekawi mnie po prostu, gdzie zaczyna się koniec pewnej historii i kończy początek wszystkich innych... Wiem, to słowa Lewisa. Cóż, pożyczka. Po prostu.

*

Najkrótszy biogram Lewisa - bądź jeden z krótszych - odnaleźć możemy na wewnętrznej stronie okładki Listów starego diabła do młodego. I przedstawia się on następująco:

C. S. Lewis (1898-1963) pisarz, filozof, wykładowca literatury średniowiecznej i renesansowej w Cambridge, anglikanin, który przeszedł na katolicyzm, jest autorem  wielu książek z pogranicza filozofii literatury, etyki i moralności. Większość z nich wydana została w IW Pax...

Trochę to taki nie do końca prawdziwy biogram. Jeżeli jednak przyjąć, iż obok prawdy absolutnej istnieje jej bardziej liberalna siostrzyca - to tak, nawet przy zastrzeżeniach co do tego Lewisowskiego katolicyzmu i pominięcia Oxfordu, ten biogram jest jakoś zgodny z prawdą. Prawdziwe jest tu z pewnością zwrócenie uwagi na wielogłosowość Lewisowskich wypowiedzi. Moglibyśmy nawet dodać, iż byłoby trudno wytyczyć wyraźną granicę pomiędzy takim widzeniem świata, jaki zawierają jego książki naukowe i takim, jakie odnaleźć możemy w książkach dla... dzieci. U Tolkiena to rozgraniczenie jest bardziej czytelne, samo przejście z jednego świata do drugiego, z kręgu tekstów naukowych w krąg tekstów literackich, niekiedy nawet szokujące. A przecież oba te Tolkienowskie światy ufundowane są na tej samej pasji językoznawcy... Może coś znowu nie tak? Może za dużo interpretacji, w dodatku i dowolnych, i w tej swojej dowolności  ponadto niewłaściwych. Cóż, jestem tylko nieuważnym czytelnikiem, na domiar złego jeszcze takim, do którego Lewis przemówił dopiero z kart Odrzuconego obrazu. Zaraz dodaję, że mam tu na myśli to starsze polskie wydanie, cieniutką książeczkę, której karty rozsypywały się już przy pierwszej lekturze. A to najnowsze, luksusowe, wręcz albumowe wydanie... Ale dajmy spokój takim uwagom. Czy można poważnie twierdzić,  że Lewis kojarzy się komuś z takimi wręcz „kieszonkowymi” edycjami, z takimi czytadłami na czas podróży koleją? Z wygłaszanymi w radio kilkunastominutowymi pogadankami „na temat”?  Nigdy nie słyszałem głosu Lewisa. Czy głos pisarza pozwala lepiej zrozumieć jego teksty? Nagrania Białoszewskiego nauczyły mnie jednak jakoś „mówienia Białoszewskim”. Czy i ten Lewis właściwy to przypadkiem nie taki Lewis „mówiony”. Spełniający się w wielogodzinnych dyskusjach z przyjaciółmi, podczas zajęć ze studentami, na wykładach, odczytach, wieczorach autorskich? Czy w pisanych tekstach było go „mniej”? Czy stąd bierze się moje przeświadczenie, że najpiękniejszym - a być może i najwierniejszym - wizerunkiem Lewisa jest ten umieszczony przez Tolkiena we Władcy Pierścieni ? Stary, mądry i obdarzony specyficznym, „niepochopnym” poczuciem humoru ent, z tym swoim wiecznym  hmm, hmm, hmm...?

*

Rodzina Lewisa przywędrowała w XIX wieku do Irlandii z Północnej Walii. Nie było jej obce badanie i nauczanie Pisma Świętego. Byli w tej rodzinie anglikanie i metodyści. Wykonywane zawody sytuowały ich w kręgu pracującej inteligencji, chociaż korzenie sięgały walijskich farm. Z kolei rodzina matki, Hamiltonowie, miała już godniejszych przodków, byli wśród nich i biskupi. Ojciec Lewisa, Albert, był solidnie wykształconym prawnikiem. Nie były mu obce i nauki humanistyczne - znał się na muzyce, literaturze, logice i historii, należał do Belmont Literary Society. Matka Lewisa, Florence (Flora), miała za sobą studia matematyczne i wykazywała w tej dziedzinie wyjątkowe uzdolnienia. I ona też interesowała się literaturą, pisywała do gazet. Prawdopodobnie to zbliżyło ich do siebie. Myślę, że było to - przynajmniej z jej strony - małżeństwo z rozsądku, najpierw przyjaźń - potem głębsze uczucie. Pobrali się 29 sierpnia 1894 roku. Zamieszkali w Dundela Villas pod Belfastem. Tu urodzili się ich synowie - Warren Hamilton 16 czerwca 1895 i Clive Staples 29 listopada 1898 roku.

W 1905 roku przenieśli się do nowego domu - do Little Lea. Dom nie był nazbyt urodziwy i został dokładnie opisany przez Lewisa w Zaskoczonym przez Radość. Wczesne lata można scharakteryzować następująco - dobrzy rodzice, dobre jedzenie, ogród do zabawy i dwa prawdziwe dary losu - cudowna niania Lizzie Endicott i brat Warnie. Nowy dom był pełen książek, z których można było korzystać do woli. Ale literackie upodobnia rodziców wyraźnie różniły się od zainteresowań przyszłego pisarza - on sam uważał siebie za romantyka. Rodzice natomiast byli trzeźwi i solidni, nie istniały dla nich krainy elfów, w domu nie było książek Keatsa i Shelleya, tomik Coleridge’a nie doczekał się podobno nawet otworzenia. Był to jednak solidny i zapewniający bezpieczeństwo dom. Czteroletni Lewis ogłosił pewnego dnia, że tak naprawdę to on ma na imię Jacksie. Potem skrócono to do Jack. I tak już pozostało.

Działalność pisarską rozpoczyna Jack jeszcze przed ukończeniem szóstego roku życia. W Little Lea wygospodarował sobie specjalne pomieszczenie do takiej pracy i przyozdobił je nie tylko własnymi rysunkami. Jako twórcę interesowały go dwa tematy - zwierzęta, które zachowują się jak ludzie i zakuci w zbroje rycerze. Ale wymyślona wtedy Kraina Zwierząt nie zapowiadała jeszcze późniejszej Narni, była światem rubasznym i prozaicznym, pozbawionym ożywiającej Narnię poezji i mistyki. Jackowska Kraina Zwierząt i India, wymyślona przez Warniego, przekształciły się potem w Boxen. Te dziecięce opowieści opublikowano dopiero w 1985 roku.

W 1907 roku Lewis zakłada pierwszy dziennik. Odnotowuje w nim rozpoczęcie nauki pod opieką kolejnych guwernantek. W tym czasie Warnie wyjechał na naukę do Anglii. W następnym roku pojawiają się w dzienniku uwagi na temat Raju utraconego Miltona. Zaiste, typowa to lektura ówczesnych dziesięciolatków. W tym samym roku, 23 sierpnia, po operacji nowotworu umiera matka pisarza.

Jest to tragedia nie tylko synów. Jack zostaje wysłany do Wynyard School w Watford, w Hertfordshire. Dobre intencje coraz bardziej pogrążonego w żałobie ojca nie uchroniły syna od zetknięcia się z bodaj najgorszą z brytyjskich szkół. W autobiografii szkoła ta pojawi się pod nazwą Belsen i pozostanie ucieleśnieniem wszelkiego zła, jakie szkoła może wyrządzić wrażliwemu i inteligentnemu chłopcu, który nad sport i bijatyki przedkłada lekturę książek. Listy Jacka i Warniego do ojca długo nie odnoszą skutku. Brutalny przełożony szkoły doczekał się wreszcie procesu sądowego. W 1910 roku Jack opuścił Watford i na krótko zagościł w nieodległym od domu Campbell College. I tu nawet polubił naukę i szkolne środowisko. Potem była szkoła Malvern w Cherbourgu. Z tych wędrówek dwa fakty mogą zasługiwać na uwagę - wizyta w teatrze na przedstawieniu Piotrusia Pana, zbliżająca Jacka nie tylko do świata baśni, ale i do kuzynów ze strony matki. Drugim takim wydarzeniem było zetknięcie się z ilustrowanymi przez Arthura Rackhama poetyckimi adaptacjami Margaret Armour fragmentów Tetralogii Richarda Wagnera. Latem 1912 roku Jack i Warnie odkrywają muzykę tego kompozytora - pomocny tu okaże się gramofon i zbiór płyt. Mitologia Północy nabrała dla Lewisa specjalnego znaczenia. Potem napisze, iż polubił nordyckich bohaterów zanim jeszcze pokochał Chrystusa. Pojawia się zainteresowanie nowymi kręgami lektur, pojawia się też, na miejsce ciągle nieobecnego i wyprzedzającego Jacka w edukacyjnym kołowrocie Warniego, pierwszy prawdziwy przyjaciel - Arthur Greeves.

Szkolne perypetie Lewisa przekonały wreszcie jego ojca, iż najodpowiedniejszym sposobem edukacji będzie powierzenia chłopca opiece prywatnego nauczyciela. Za poradą Warniego wybrano Williama T. Kirkpatricka. We wrześniu 1914 roku rozpoczyna się okres niekonwencjonalnej nauki pod kierunkiem tego wyjątkowego nauczyciela. Jack odkrywa arcydzieła angielskiego średniowiecza i poetyckie opowieści Williama Morrisa i George’a MacDonalda, uczy się logiki i retoryki, dyskutowania i sceptycyzmu. Dwa lata takiej edukacji odczuwa jako najważniejsze dla swego rozwoju intelektualnego.

Pomiędzy nauką pod kierunkiem Kirkpatricka i pobytem w wojsku jest jeszcze krótkie interludium w Oxfordzie. W korpusie kadetów zaprzyjaźnia się z mieszkającym z nim w jednym pokoju Edwardem Moore’em z Clifton, nazywanym Paddym. O tej przyjaźni wiemy bardzo niewiele. W jakiś jednak sposób zaważyła ona na całym późniejszym życiu Lewisa, ale zawierające informacje na ten temat listy do Greevesa zostały potem przez adresata zniszczone. W połowie listopada 1917 roku Lewis zostaje przerzucony do Francji. Jest raz bliżej frontu, raz dalej. Trafia do szpitala z powodu powszechnej wtedy gorączki okopowej (podobnie jak Tolkien). Zostaje przypadkowo ranny w bitwie pod Arras 15 kwietnia 1915 roku. Przewożą go do szpitala w Londynie. Kontakty z ojcem są wyjątkowo dziwne - stary Lewis nie ma czasu na odwiedzenie syna. Czy to właśnie wtedy zaczyna się coś dziać pomiędzy Jackiem i matką Paddy’ego Moore’a? Miłość, przyjaźń, zauroczenie? Kim staje się ta kobieta dla Lewisa? Kochanką czy matką?

Jesienią 1918 roku potwierdziły się wcześniejsze wieści o śmierci Paddy’ego. Odpowiadając na kondolencje pani Moore tak pisała do ojca Lewisa: W tych chwilach Jack okazał mi tyle zrozumienia i sympatii oraz ujawnił niespotykaną u chłopców w jego wieku siłę ducha. Mój biedny syn prosił go, żeby zaopiekował się mną, gdyby on sam nie wrócił z wojny... Ta opieka trwała aż do 1951 roku! Przez trzydzieści trzy lata pisarz opiekował się kobietą, o której większość jego najbliższych mówiła, iż miała trudny charakter i z pewnością nie należała do intelektualnej elity. Dlaczego tak się działo? Czyżby był to przykład jednego z wielu „owładnięć” Lewisa przez ludzi, instytucje, idee?

W 1919 roku ukazuje się tomik  Spirits in Bondage: A Cycle of Lyrics  (Dusze w niewoli  albo Dusze w okowach), pierwsza „dorosła” i obszerna publikacja tekstów Lewisa. Zbiór ukazał się pod pseudonimem Clive Hamilton (Hamilton to panieńskie nazwisko matki). Tematyka  wierszy obracała się wokół przekonania, iż świat ze swej natury jest zły, Bóg natomiast, jeżeli istnieje... Jeżeli istnieje? Skąd ateizm u potomka głęboko wierzących chrześcijan? Wpływy nauczycieli, doświadczeń wojennych, osobistych przeżyć?

Po demobilizacji Lewis wraca na uczelnię. Oxford się zmienił, on się zmienił, świat się zmienił. Pani Moore wynajęła mieszkanie w Oxfordzie. To też jakaś zmiana w życiu Jacka. Kontakty z ojcem ulegają poprawie. Stary Lewis wyrzuca sobie chłodne traktowanie syna podczas jego pobytu w szpitalu. Zgadza się finansować Jacka także po ukończeniu studiów. Ojciec jednak nie wie, że część pieniędzy syn przeznacza na utrzymywanie matki Paddy’ego Moore’a i jego siostry. W listach do Greevesa Jack opisuje swą dość skomplikowaną sytuację, zdaje relacje z zajęć, dzieli się wrażeniami z lektur, z przyjacielskich dyskusji w różnych grupach zainteresowań. Pisze o swoich sukcesach w nauce i o spotkaniach z ludźmi, którzy - jak W. B. Yeats - stanowili wtedy o kolorycie Oxfordu. Lewis zdaje ostatnie egzaminy i kończy studia w lipcu 1923 roku, bogatszy o wiedzę, bogatszy o przyjaciół (wśród nich jest George Gordon, znany nam z biografii Tolkiena). Co dalej? Praca literacka? Praca naukowa? Z obiecaną przez ojca pomocą finansową nie byłoby to tak znowu trudne.

Lewis pracuje początkowo jako wykładowca filozofii, później zostaje członkiem Magdalen College. Przez kolejnych trzydzieści lat jego status zawodowy będzie miał znamiona pełnej stabilizacji. Zmiany nastąpią dopiero w roku 1945, kiedy uczelnia w Cambridge zaproponuje mu objęcie katedry historii literatury średniowiecza i renesansu. Z pewnością o tej przeprowadzce zadecydowały raczej różne układy towarzysko-administracyjne Oxfordu i niezdecydowana wobec nich postawa Lewisa. Ale do tego czasu przez trzydzieści lat będzie Lewis mieszkał w tym samym miejscu w Magdalen College. Tu będą odbywały się zajęcia ze studentami, tu będzie spotykał się z zaprzyjaźnionymi ludźmi. Dziennik Lewisa odnotowuje wiele spraw - ale nie odnajdziemy tu opisów przeżyć czy rozterek, których moglibyśmy się domyślać po wziętym autorze prac filozoficznych i teologicznych. To w tych pokojach u „Magdaleny” będą powstawały teksty od Alegorii miłości po Ostatnią bitwę, tu będą czytane fragmenty Władcy Pierścieni i Perelandry.

Do pozycji cenionego i obleganego przez studentów wykładowcy Lewis dochodził  raczej długą i nie pozbawioną problemów drogą. Oxford miał zawsze świetną kadrę nauczycielską i zdobycie sobie w takim gronie zauważalnej pozycji nie było proste. Pojawiał się krąg przyjaciół - ale to też nie było takie czytelne od pierwszego dnia przyjaźnienie się. Relacjonując swoje pierwsze spotkanie ze starszym o sześć lat Tolkienem (było to 11 maja 1926 roku, w Merton College, na posiedzeniu-spotkaniu pracowników odpowiednika wydziału naszych uczelni) Lewis dawał raczej wyraz swojej antypatii. Dłużej niż rok trwało takie wzajemne przekonywanie się, iż - pomimo różnic - istnieje możliwość wspólnej pracy i rozmów. Wyniesione przez Lewisa jeszcze z domu przekonanie, żeby nie wierzyć papistom, nie ufać filologom, musiało ulec weryfikacji - Tolkien był przecież i jednym, i drugim. Różnic wtedy było jeszcze więcej. Lewis był już autorem czytanym tu i ówdzie (Dymer ukazał się latem 1926 roku), Tolkien karierę literacką miał jeszcze przed sobą i był przez wszystkich postrzegany tylko jako dobry naukowiec. Życie rodzinne i zawodowe Tolkiena było raczej nieskomplikowane i czytelne dla otoczenia. Lewis żył niejako w podwójnym świecie - jego związek z panią Moore, jego wybór drogi życiowej, problemy literackie, stosunki z ojcem itp., wszystko to było zagmatwane i na etapie wrzenia, poszukiwania.

Rok 1927 zapisał się jako rok zacieśniania nieformalnych związków Klubu „Kolbitar”, miejsca dyskusji nad światem nordyckich sag. Warnie - zawodowy wojskowy, przebywający w tym czasie w Szanghaju - otrzymuje od brata szczegółowe listy na ten temat. Jack donosi mu także o pracach nad Encyclopaedia Boxoniana, zestawieniem wymyślonych kiedyś przez braci opowieści o Boxen. Ale jednocześnie powstają szkice jednej z najbardziej fascynujących książek Lewisa - The Allegory of Love. Książka ukaże się dopiero w 1936 roku i będzie odbiciem przemyśleń  Lewisa nie tylko jako badacza literatury średniowiecznej. Alegoria Miłości, podobnie jak i wyprzedzająca ją i bliższa formom literackim książka The Pilgrim’s Regress - An Allegorical Apology for Christianity, Reason and Romanticism (1933), dokumentuje także wewnętrzne przemiany Lewisa, jego przechodzenie z ateizmu w kierunku lepszego zrozumienia chrześcijaństwa, zobaczenia w nim „wiary dla siebie” i przyjęcia postawy apologety, obrońcy i objaśniacza prawd tej wiary.

Z pewnością biografia nie jest najlepszym kluczem do odczytywania czyjegoś tekstu, ale w jakiś sposób zwraca nam uwagę na to, że to w niej możemy doszukiwać się okoliczności, które powstawaniu tego tekstu towarzyszyły. 24 września 1929 roku umiera ojciec Lewisa. Śmierć nastąpiła po operacji raka - podobnie zmarła matka pisarza. Kilka miesięcy trwa porządkowanie spraw związanych z opuszczeniem Little Lea. Po przeniesieniu Warniego na Wyspy sprawy zostają ostatecznie załatwione. Bracia opuszczają „stary dom” w czerwcu 1930 roku i nabywają na przedmieściach Oxfordu w Headington Quarry „posiadłość” Kilns - dom z ogrodem. Przeprowadzka nastąpi jesienią. Razem z braćmi osiedli się tutaj pani Moore z córką Maureen. A także pies, Mr Papworth. Tutaj pisarz przeżyje jeszcze najszczęśliwsze i najtragiczniejsze chwile swego życia. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy jego biografowie.

*

Listom do Greevesa zawdzięczamy możliwość prześledzenia procesu - wedle słów samego Lewisa - „powrotu syna marnotrawnego” na łono wiary. Droga wiodła od ateizmu do „czystego” teizmu, do czystej wiary w długo poszukiwany Absolut. Pierwszy etap jest tu przedstawiony jako wybór pomiędzy akceptacją samej wiary lub jej odrzuceniem. Dopiero potem - nie bez udziału lektur (święty Jan Ewangelista, Jakub Boehme, Gilbert Chesterton) i praktykujących przyjaciół (Barfield, Tolkien czy Hugo Dyson) nastąpiło świadome przejście w kierunku chrześcijaństwa. Rozważaniom-medytacjom na temat Boga, Miłości, Dumy i Piekła towarzyszyły w listach do Greevesa refleksje na temat małżeństwa i to niekoniecznie mistycznego. Lewis uważał siebie za kogoś, kto z małżeństwa świadomie i dobrowolnie zrezygnował. Jednocześnie z przemyśleniami na temat Chrystusa i Radości pojawiają się próby literackiego ujęcia doznawanych przemian. Pojawiają się też uwagi książkach Morrisa czy  Mac Donalda  (tego od Księżniczki i goblinów). W liście z 1 października 1931 roku czytamy: Mam już za sobą ten  krok, jaki należało uczynić przechodząc od wiary w Boga w kierunku wiary w Chrystusa - i w chrześcijaństwo. Spróbuję ci to wyjaśnić innym razem. Moja długa nocna rozmowa z Dysonem i Tolkienem odegrała w tym istotną rolę.

Lewis częściej przebywał w przydzielonym mu mieszkaniu w Magdalen College aniżeli w Kilns. W ten sposób jego kontakty z panią Moore ulegały ograniczeniu. On i brat - zanim wysłano go do Chin - pokoje w kolegium traktowali jako ich właściwe mieszkanie. Tu Warnie porządkował przywiezione ze „starego domu” rodzinne archiwum, tu odbywały się liczne i ważne posiedzenia przyjaciół. Domem w Kilns zajmowała się więc pani Moore sama. Z pomocą ogrodnika i pokojówki, oczywiście. Tak zarządzany dom nie skłaniał do częstego w nim pobytu czy do przyjmowania w nim kolegów z uczelni. „Drugie życie” Jacka było więc i z tego powodu jakby poza zasięgiem ich oczu. Przeważnie psy i koty zastępowały w Kilns gości ze świata.

Ukazanie się w 1933 roku The Pilgrim’s Regress przysporzyło Lewisowi nieco sławy. Ze zdziwieniem odkrył, iż zaczęto używać jego tekstów w polemikach pomiędzy katolikami i anglikanami. Jedno z kolejnych wydań trzeba więc było opatrzyć stosownym komentarzem.

„Rodzina” Lewisa znowu była w komplecie. Warnie przeszedł na emeryturę i stał się teraz nieodłącznym towarzyszem życia brata. A w gronie zaprzyjaźnionych naukowców-literatów  pojawiła się dość ważna kwestia, czy prezentowane na spotkaniach fragmenty Hobbita są czy nie są istotną próbą poszerzenia literatury kreującej nowe światy? Czy warto nimi zainteresować wydawców? Lewisowska The Allegory of Love (1936)  wyprzedza publikację Hobbita (1937), ale całkiem prawdopodobne, że o obu tych tekstach rozmawiano w tym samym gronie i podczas tych samych spotkań. I z pewnością tu też Lewis mógł się podzielić wrażeniami, jakie na nim wywarła lektura The Place of Lion Charlesa Williamsa. Być może to wtedy do jego uszu doszedł po raz pierwszy pomruk Aslana...

Formą tych spotkań - i to formą, która przeszła do historii i legendy nie tylko literatury angielskiej - był oczywiście jeszcze jeden z licznie wtedy działających klubów dyskusyjnych. ”The Inklings” – Inklingowie – ‘Przeczuwający’ - powstali w początkach 1933 roku z inicjatywy ówczesnego studenta Oxfordu, późniejszego dziennikarza, Edwarda Tangye Leana. Ten Leanowski okres trwał zresztą krótko i z pewnością byłby zapomniany, gdyby grupy tej nie „reanimował” Lewis. We wtorki spotykano się w pubie popularnie zwanym „The Bird and Baby” (szyld przedstawiał Ganimeda porywanego przez Orła-Zeusa), w czwartki zaś - w pokojach Lewisa w Magdalen College. Ta klubowa tradycja przetrwała do jesieni 1948 roku lub, jak utrzymują niektórzy, może nawet do śmierci Lewisa. Literacka legenda zrodziła się już raczej po zakończeniu aktywnej działalności uczestniczących w spotkaniach osób. Nie wszyscy byli pracownikami uczelni i nie wszyscy też pojawiali się na wszystkich spotkaniach klubu. Była to bowiem raczej luźna grupa osób dyskutujących o różnych sprawach - stałym punktem odniesienia był tu zawsze Lewis. To on nadawał całości sens. Zestawiona przez Humphreya Carpentera lista bywających na „magdalenkowych” czwartkach jest długa i z pewnością niekompletna, ale warto ją tu przytoczyć, żeby pokazać ową słynną „wielość w jedności” - Owen Barfield, J.A.W. Bennett, Lord David Cecil, Nevill Coghill, Jim Dundas-Grant, Hugo Dyson, Adam Fox, Colin Hardie, R.E. Havard, Clive Staples Lewis, Warren Hamilton Lewis, Gervase Mathew, R.B. McCallum, C.E. Stevens, Christopher Tolkien, John Ronald Reuel Tolkien, John Wain, Charles Williams, Charles Wrenn. Naukowcy, pisarze, wojskowi, wydawcy... Jednych łączyły zainteresowania, innych taki sam stosunek do tytoniu, do wiary... Doprawdy, poza osobą Lewisa trudno tu znaleźć jakiś istotniejszy element scalający. Być może Inklingowie po prostu...  nie istnieli. A ich uobecnienie się było  najzwyczajniej efektem zapotrzebowania na istnienie takiej grupy. Kluby dyskusyjne nie były czymś nadzwyczajnym w akademickim środowisku Oxfordu. Ten jednak został jakby „pobłogosławiony” obecnością przynajmniej trzech wybitnych osobowości - Lewisa, Tolkiena i Williamsa. W takiej lub innej kolejności.

Nie ma zbyt wielu informacji wyjaśniających, w jaki sposób doszło do napisania i opublikowania Out of the Silent Planet (Z milczącej planety - 1938). Lewisa zawsze interesowała literatura fantastyczno-naukowa. Znał nie tylko książki Verne’a, Wellsa czy Burroughsa. Nie zawsze i nie wszystkie tego typu publikacje uważał za interesujące. Z opowieści o międzyplanetarnych podróżach do innych światów najbardziej przemawiało do niego to, co pozwalało pod przygodowo-awanturniczym sztafażem odkryć aspekty wiecznych ludzkich tęsknot i to, co odwoływało się do już istniejących mitologii lub też kreowało nowe. Lewisowska opowieść o innych światach przybrała formę Trylogii międzyplanetarnej, a po inaugurującym cykl tomie ukazały się jeszcze Perelandra (Voyage to Venus - 1943)  i  Ta ohydna siła (That Hideous Strength - A Modern Fairy-Tale for Grown-Ups - 1945). Ten ostatni utwór miał też swoją autorską skróconą wersję. Inspiracje sięgają tu we wszystkich kierunkach - Biblia, Raj utracony  Miltona, książki Inklingów... Autor odkrył, że taki sposób mówienia o sprawach znanych dotychczas z teologicznych rozpraw czy książek o historii cywilizacji został przez czytelników odebrany przychylnie. Jemu zaś samemu pozwolił wypowiadać się na tematy, które były dla niego istotne - mówić o problemach wiary, etyki, odkupienia w sposób popularny i niekoniecznie opatrzony odstraszającym wielu określeniem „solidne dzieło wybitnego znawcy”.  Zło i Dobro, Odkupienie i Potępienie nie są bowiem jedynie sprawą ludzkości i naszej Planety. Istoty z innych światów spotykają się z nami w tym, co jest niezbyt szanowanym przez perfekcjonistów różnej maści miejscem, gdzie jawią się nam bez osłonek nasze wątpliwości, gdzie dokonują się te najtrudniejsze wybory, nie zawsze w dodatku spektakularne. Tę skomplikowaną tematykę ubierał Lewis bardzo często w „pożyczane” elementy; niekiedy ta jego wtórność może nawet irytować. Może też wydawać się nieco naciąganym to, co jest chrześcijańskim, teologicznym podglebiem tych wszystkich opowieści. Przekładanie Litery i Ducha Pisma Świętego na świat zarezerwowany do tej pory dla przeróżnych kosmicznych stworów i wehikułów dla wielu jednak jest nadal nośne. Kolejna apologia - w kosmicznym skafandrze tym razem? Czy każdy czytający dopełni sobie lekturę Trylogii - przykładowo - zestawiając Milczącą planetę z  Odrzuconym obrazem, Perelandrę - z The Abolition of Man albo  Siłę - z A Preface to Paradise Lost? Niekoniecznie, może to być nawet potraktowane przez  wielu jako naruszenie integralności poszczególnych tekstów. Ale  takie „nierozgraniczanie” może nam dobitniej pokazać wspomnianą już spójność opisywanych przez Lewisa światów, spójność niezależną od tego, kto jest konkretnym adresatem danego tekstu.

Problemowi Zła poświęcił Lewis jedną z najbardziej przewrotnych swych książek - Listy starego diabła do młodego (The Srewtape Letters ). Publikowano je najpierw w „Guardianie” (od maja do listopada 1941), potem - w 1942 roku - ukazały się w formie książkowej. O problemach zbawienia duszy ludzkiej rozprawiają tu najbardziej kompetentne postacie - diabły. Stary udziela młodemu rad, jak doprowadzić do piekła  duszę chrześcijanina. Satyryczna apologia „nie wprost” spotkała się z niesamowitym odzewem. Przywołane przez Lewisa diabły prawdopodobnie przyczyniły się do... nawrócenia sporej ilości osób, których od religii odstręczać mógł mało życiowy sposób przekazywania prawd wiary.

Popularyzatorski temperament Lewisa znalazł pole do działania podczas II wojny światowej. W radio BBC pisarz prowadził cotygodniowe, krótkie prelekcje. Audycje  gromadziły tysiące słuchaczy, dla których Lewis stał się autorytetem w wielu sprawach, nie tylko teologicznych czy etycznych. Nauczanie „codziennej teologii” odbywało się także podczas bezpośrednich spotkań, na uczelni i poza nią. The Socratic Club był także takim miejscem, gdzie żelazna, wyniesiona ze szkoły „starego” Kirkpatricka jeszcze, słynna Lewisowska logiczna argumentacja łączyła się z pełnym zaangażowania śmiałym zestawianiem problemów wiary i codziennego życia. Lewis rozprawiał się z ateizmem innych tak samo, jak kiedyś uczynił to z własnym. No, może robił to teraz w sposób mniej dla siebie bolesny.

Z tych radiowych wystąpień, kontynuowanych zresztą i po wojnie, powstały książki. Na  Mere Christianity (1952) złożyły się materiały z lat 1942-1944. Opublikowane w 1960 roku  Cztery miłości (The Four Loves) także mają swój radiowy rodowód. Taśmy z wystąpieniami Lewisa dotarły w tym czasie również i do Ameryki. Co miało swoje konsekwencje.

Lewis stał się pisarzem-instytucją dla dorosłych. Ale dla wielu jest on przede wszystkim twórcą  Kronik narnijskich. O napisaniu książki dla dzieci myślał  Lewis już od dawna. Przymiarek, pomysłów i szkiców można odnaleźć przynajmniej kilka. Również i w „dorosłych” tekstach pojawiają się echa zapowiedzi przyszłych Kronik. Pierwsza część cyklu - The Lion, the Witch and the Wardrobe ukazała się w 1950 roku, ale „chronologiczna” kolejność  Kronik, obejmujących dwa i pół tysiąca lat istnienia świata Narni, od momentu jej kreacji aż po kres (o ile o czymś takim można mówić), przedstawia się następująco: Siostrzeniec Czarodzieja (The Magician Nephew - 1955), Lew, Czarownica i stara szafa (The Lion, the Witch and the Wardrobe - 1950), Koń i jego chłopiec (The Horse and His Boy - 1954), Książę Kaspian (Prince Caspian - 1951), Podróż „Wędrowca do Świtu” (The Voyage of the „Dawn Treader” - 1952),  Srebrne krzesło (The Silver Chair - 1953) i wreszcie Ostatnia bitwa (The Last Battle - 1956). Stali bohaterowie, stała, „wysoka” - teologiczna problematyka (niekiedy mówi się, że Kroniki są taką protoewangelią) i wykreowany precyzyjnie, choć chyba nie na miarę Tolkienowskiego, baśniowy świat z jednej strony. Z drugiej - bardzo wiele elementów „pożyczonych”, niekiedy nawet trywialnych, spospolitowanych, choć cieszących się olbrzymim aplauzem czytelników. Narnia wiele zawdzięcza Biblii i Śródziemiu, magicznym opowieściom o Krainach Faerie i ezoteryczno-antropozoficznym rozważaniom, mitologiom śródziemnomorskim i północnym, opowieściom z dziecinnego pokoju i teologicznym dysputom różnych epok. Istotny dla tego świata Lew Aslan jest niewątpliwie obrazem Chrystusa, ale to jednocześnie i Lew Judy, i heraldyczny Lew Brytyjskiego Imperium, wreszcie - choć nie do końca - ciepła, pluszowa „żywa” zabawka, dająca się bezpiecznie przytulić i mogąca stanowić obronę przed Złem całego świata. Forma baśni dla wielu może być nie do przyjęcia - ale to dziecięcy czytelnik (słuchacz lub widz) ostatecznie zadecyduje, czy Narnia i jej problemy przemawiają do niego i przekazują dokładnie to, co mogło być zamiarem Lewisa. Lwa, Czarownicę i starą szafę dedykował Lewis swojej chrześniaczce (jednocześnie - pierwowzorowi jednej z dziecięcych postaci). W dedykacji zawarł myśl, że do bajek trzeba dorosnąć. A właściwie - dorastać za każdym kolejnym ich czytaniem. I że Kroniki są właśnie taką książką „wielokrotnego użytku”.

Powodzenie książek o Narni miało też i jeden uboczny skutek. Tolkien fukał na tak wykreowany świat. Uważał, że jest on mało oryginalny. I trochę też chyba irytowała go rosnąca popularność Lewisa. A może jakoś nie mógł przeboleć, że Lewis w swoim powrocie do Boga nie dotarł tam, gdzie Tolkien bardzo chciał go doprowadzić - nie dotarł do katolicyzmu.

Lewis nie napisał być może tekstu na miarę Tolkienowskiego eseju O baśniach,  ale próby uporządkowania tej problematyki odnajdziemy i w jego publikacjach - On Stories (pierwsze szkice w 1940), On Three Ways of Writing for Children (1952) czy Sometimes Fairy Stories May Say Best What’s to be Said (1956).

Z tego wojenno-powojennego okresu wymieńmy jeszcze kilka tytułów dla dorosłego czytelnika - The Personal Heresy - A Controversy (1939), The Problem of Pain (1940), Beyond  Personality - The Christian Idea of God (1944), The Great Divorce - A Dream (1945), Miracles - A Preliminary Study (1960), jeden z tomów The Oxford History of English Literature (1954), Surprised by Joy - The Shape of My Early Life (1955 - zbeletryzowany opis życia pisarza), Till We Have Faces - A Myth Retold (1956) i The Four Loves (1960).

Jest w biografii Lewisa coś, co każe niebezpiecznie myśleć o swoistym prowokowaniu (lub  też , jak na prawdziwego Inklinga przystało, przeczuwaniu) przez niego przyszłych wydarzeń. Surprised by Joy - Zaskoczony przez Radość - już samym swoim tytułem zachęca do postawienia takiej tezy. Bo Lewis został rzeczywiście „zaskoczony przez Joy”.

Po śmierci prawie osiemdziesięcioletniej pani Moore (zmarła 17 stycznia 1951) Lewis z pewnością poczuł się uwolniony. Latem odwiedzał swoich przyjaciół i zażywał pewnej sławy. Otrzymywał listy od czytelników nie tylko z Anglii. Był znany na całym - no, może prawie - świecie. Znajomość z Joy - Helen Joy Davidman Gresham - rozpoczęła się od takiego właśnie korespondencyjnego ziarenka. Wypowiedziom Lewisa małżeństwo Greshamów zawdzięczało zbliżenie do chrześcijaństwa. Joy była marksizującą Żydówką, miała już dwóch synów i jej pożycie z mężem nie układało się najlepiej. Sądziła, że pobyt w Anglii będzie taką paromiesięczną próbą separacji, po której rzeczy same ułożą się pomyślnie. Po raz pierwszy spotkali się - Joy i Jack - 9 września 1952 roku. Joy zbliżała się do czterdziestki (urodziła się w 1915), Lewis miał sześćdziesiątkę. Joy była wspaniałym partnerem do rozmów - mądra, bystra, logicznie myśląca, o rozległych zainteresowaniach i specyficznym dowcipie. Ale Lewis nie chciał rezygnować z odzyskanej niedawno wolności i bardzo często po prostu uciekał przed niespodziewanym gościem. Joy wróciła do Anglii dwa lata później, z synami i dość zaawansowaną sprawą rozwodową. Z Londynu przeniosła się do Oxfordu i jej wizyty w Kilns stawały się  częstsze i raczej akceptowane. Opublikowane w 1955 roku Zaskoczenie... z kobiecym imieniem w tytule (choć Lewisowi nie o taką Radość-Joy chodziło) dawało okazję do plotek o małżeństwie zatwardziałego kawalera. Znajomość z Joy z pewnością miała natomiast wpływ na powstanie  innej książki Lewisa -  Póki mamy twarze (Till We Have Faces - 1956), jeszcze jednego obrazu ponadludzkiej miłości.  Z pewnością też Orual, starsza siostra Psyche, w jakiś sposób przypomina Joy. Na pewno żydowskie korzenie Joy zaważyły na powstaniu Reflections on the Psalms (1958). Cokolwiek się działo pomiędzy Jackiem i Joy - o ile się działo - było ich prywatną sprawą. Czy z obu stron była to miłość, czy też uczucia ich łączące miały różne oblicza miłości, tego też się nie dowiemy. Tu chyba właśnie przebiega jedna z tych granic, które dotykają spraw bardzo osobistych. 23 kwietnia 1956 roku zawarli związek małżeński, który umożliwiał Joy stały pobyt w Anglii a jej synom dawał obywatelstwo brytyjskie. Dla Lewisa miał to być swoisty gest przyjaźni, który przy okazji w niekłopotliwy sposób rozwiązywał administracyjne problemy Joy.

*

Na początku 1957 roku wykryto u Joy raka kości. Cywilny kontrakt w tej sytuacji nabierał zgoła innego wymiaru. Ślubu kościelnego udzielono Joy i Jackowi 21 marca tegoż roku. Joy była umierająca. W maju przeniesiono ją na stałe do domu w Kilns. Szpital i lekarze uczynili już wszystko, co można było w takim przypadku zrobić. Ale choroba powoli zaczęła cofać się, bądź też tylko takie to sprawiało wrażenie. Nastąpił krótki okres „prawdziwego życia”. Kilns odżyło pod kobiecą ręką, pojawili się goście, wyjazdy na krótsze i dłuższe wycieczki. W tym czasie Cambridge - bardzo podobny do Oxfordu z lat młodości Lewisa - zaproponował mu stanowisko. I pisarz je przyjął. Przyjaciele znajdują Lewisa zaabsorbowanego chorobą Joy, ale jednocześnie bardzo szczęśliwego. Kolejne „owładnięcie”? Jesienią 1959 roku ujawnia się nawrót choroby z nowymi przerzutami.

Ambicją Joy była wizyta w Grecji. Dla Lewisa wszelkie wyjazdy poza Anglię były zawsze kłopotliwe - jako dziecko był we Francji z matką, potem pojechał tam w czasie pierwszej wojny. Ale w takiej sytuacji... Organizacji wyprawy podjął się Roger Lancelyn Green, późniejszy biograf Lewisa. Eskapada w kwietniu 1960 roku była wyzwaniem dla wszystkich, wyzwaniem stawianym chorobie, naturze, losowi. Dla Lewisa najprawdopodobniej jeszcze praktycznym urzeczywistnieniem tego wszystkiego, co kiedykolwiek napisał na temat miłości, współczucia, wiary i odpowiedzialności. Joy zmarł już po powrocie do Kilns, 13 lipca 1960 roku.

Ubywali starzy przyjaciele, pojawiali się nowi. Z niektórymi znajomość uległa pewnemu rozluźnieniu - Tolkien nie mógł chyba darować Lewisowi „potajemnego” małżeństwa z rozwódką. Lewis dzielił czas pomiędzy Cambridge, Oxford (coś jeszcze go tu trzyma), pisanie książek i porządkowanie rozpoczętych prac. Nie zawsze czuł się dobrze - dokuczały mu nerki, prostata, serce. Ale zdarzały się  też i dobre chwile, dowody sympatii i uznania, pory większej aktywności zawodowej i towarzyskiej.

W tym ostatnim okresie ukazały się A Grief Observed  (1961), An Experiment in Criticism (1961), They Asked for a Paper (1962), fascynujące Letters to Malcolm - Chiefly on Prayer (1964), wreszcie - The Discarded Image - An Introduction to Medieval and Renaissance Literature (1964).

Lewis zmarł 22 listopada 1963 roku, w swoim domu w Kilns. Narnijski Aslan bardzo ładnie ukazywał dzieciom śmierć jako coś na kształt wakacji i porannego przebudzenia się. Być może rzeczywiście jest to ten jedyny moment, kiedy nie napotykamy na zakończenie jednej z opowieści a na początek bardzo, bardzo wielu innych.  Będących już nie opisem czyjegoś życia  - a książkami, które są tego życia efektem.

 

Książki C. S. Lewisa w dostępnych tłumaczeniach polskich - wybór 

(w nawiasie rok wydania przekładu):

 

Bóg na ławie oskarżonych. Przeł. M. Mroszczak (1985),

Cudy. Wprowadzenie ogólne. Przeł. S. Pacuła (1958),

Cztery miłości. Przeł. M. Wańkowiczowa (1962),

Listy do nieznajomej. Przeł. Z. Kościuk (1997),

Listy o modlitwie i moralności. Przeł. H. Bednarek i S. Pietraszko (1980),

Listy starego diabła do młodego. Przeł. S. Pietraszko (1993),

O wierze i moralności chrześcijańskiej. Przeł. M. Ponińska (1959),

Odrzucony obraz - Wprowadzenie do literatury średniowiecznej i renesansowej. Przeł. W. Ostrowski (1986),

Opowieści z Narni. Przeł. A. Polkowski (od 1985),

Perelandra. Przeł. T.  J.  Dehnel (1971),

Póki mamy twarze - Mit opowiedziany na nowo. Przeł. Ł.  Nicpan (1992),

Problem cierpienia. (1997)

Rozważania o chrześcijaństwie. Przeł. I. Doleżal-Nowicka (1966),

Rozwód ostateczny. Przeł. M. Sobolewska (1994),

Smutek. Przeł. J. Olędzka (1967),

Ta ohydna siła. Przeł. A.  Polkowski (1994),

Z milczącej planety. Przeł. A.  Polkowski (1989),

Ziarna paproci i słonie. Przeł. Z. Sroczyńska (1986).

 

Wybór opracowań dostępnych w języku polskim:

 

T. Fijałkowski, Oksfordzcy mistrzowie wyobraźni. Z prof. Przemysławem Mroczkowskim rozmawia..., „Tygodnik  Powszechny” 1994 nr 14,

A. Kowalski, Wyprawa do Narni, „Radar” 1986 nr 3,

G. Leszczyński, Pomysł na Boga, „Nowe Książki” 1991 nr 11-12,

J. Ługowska, Funkcje motywów baśniowych w „Opowieściach z Narni” C. S. Lewisa, „Literatura Ludowa” 1989 nr 2,

J. Marlewski, W kręgu spraw fundamentalnych, „Kierunki” 1985 nr 36,

W. Ostrowski, Twórcy nowoczesnej baśni, przypowieści, mitu, „Kierunki” 1986 nr 7,

A. Polkowski, „Opowieści z Narni” czyli jak się przedostać do innych światów, „Mała Fantastyka” 1988 nr 1,

K. Sokołowski,  Jack, „Fantastyka” 1986 nr 4,

K. Sokołowski,  Przyjaciel Tolkiena, „ Radar” 1986 nr 3,

J. R. Willis,  Radość. Teologia C. S. Lewisa (1898-1963). Przeł. K. Mądel. Wyd. WAM, Kraków 1995,

M. Wiśniewski, W poszukiwaniu sensu życia, „Nowe Książki” 1986 nr 10.

 

Autor korzystał również z następujących opracowań:

 

H. Carpenter, The Inklings, London  1978,

H. Carpenter, Tolkien. A Biography, London 1977,

C. Duriez, The C. S. Lewis Handbook, Eastbourne 1990,

R. Green, W. Hooper, C. S. Lewis. A Biography, London 1974,

P. Holmer, C. S. Lewis. The Shape of His Faith and Though, New York 1977,

T. Howard, The Achievement of C. S. Lewis. A Reading of his Fiction, Wheaton 1980,

C. Kilby, The Christian World of C. S. Lewis, Grand Rapids 1965,

C. Kilby, M. L. Meade (ed.), Brothers and Friends. The Diaries of Major Warren Hamilton Lewis, San Francisco  1982,

J. Peters, C. S. Lewis. The Man and his Achievement,  Exeter 1985,

W. White, The Image of Man in C. S. Lewis, Nashville 1970.