F.A.Q., czyli Często Zadawane Pytania

 

autor: Carl. F. Hostetter

tłumaczyła: Adaneth

 

 

Cel:

 
Celem FAQ jest dostarczenie wszystkim potrzebującym szybkiej odpowiedzi na pytania często powtarzane lub też na pytania, które należałoby sobie częściej zadawać i rozważać. Chodzi oczywiście o pytania dotyczące języków stworzonych przez JRR Tolkiena. W szczególności, FAQ ma na celu zająć się tymi faktami dotyczącymi Tolkienowskiej lingwistyki, które bywają często ignorowane i/lub nierozumiane przez entuzjastów, szczególnie tych będących pod wpływem jakichś wpływowych samozwańczych "ekspertów". Niektóre z podanych tu odpowiedzi mogą się wam wydać niewygodne, jednak są one prawdziwe, a żaden naukowiec nie może bać się prawdy ani jej ignorować, ani jej zniekształcać.

Pytania ogólne:

Czy można mówić w quenyi i w sindarinie?
Nie. Słownictwo, gramatyka i składnia języków stworzonych przez Tolkiena, nawet quenyi i sindarinu, są zbyt niekompletne aby umożliwić nam używanie tych języków w codziennych rozmowach. Tolkien sam powiedział, że: "Powinno być oczywiste, że jeśli możliwym jest układanie w quenyi czy sindarinie fragmentów poezji, to te języki (i relacje między nimi) musiały osiągnąć wysoki stopień rozwinięcia, ale oczywiście daleko im do formy skończonej, zarówno pod względem słownictwa, jak i idiomów" (Listy str 380). (Co więcej, jasnym jest, że prawie za każdym razem kiedy Tolkien brał się za pisanie w którymś ze swoich języków, rezultatem było wiele nowych wynalazków, przemyśleń, zmian; tak więc jeśli coś zostało użyte raz, nie znaczy to wcale, że jest to forma "ustalona" i niezawodna, i to ani w czasie pisania, ani potem. Tak naprawdę to Tolkien wcale nie miał zamiaru stworzyć quenyi, sindarinu albo jakiegokolwiek języka w formie "do mówienia" czy w jakiejkolwiek formie użytkowej. Jego celem była osobista rozrywka. Jak napisał, "należy podkreślić, że proces wymyślania był / jest prywatnym przedsięwzięciem podjętym w celu sprawienia sobie przyjemności poprzez wyrażenie swojego osobistego gustu lingwistycznego i jego zmian" (ibid.)
Nie da się uciec od faktu, że nie można opanować języka bez kogoś, kto będzie modelem poprawnej wymowy, sprawdzi gramatykę i zrozumiałość wypowiedzi. Może to być ktoś, kto mówi płynnie tym językiem lub społeczeństwo tym językiem się posługujące, może to także być zrozumiały i pełny kurs językowy zgodny z zasadami pedagogiki. Ponieważ Tolkien nigdy nie ukończył tworzenia swych języków i nigdy do końca ich nie opisał, nie mamy żadnego zrozumiałego poprawnego modelu. Nawet sam Tolkien nie umiał płynnie mówić w quenyi czy w sindarinie i nie posługiwał się tymi językami w rozmowie (bo nigdy nie było to jego celem). Nie można więc uciec od faktu, że nikt nigdy nie mówił i nie będzie mówił w quenyi i w sindarinie, tak samo jak nikt nigdy nie będzie mówił w języku, powiedzmy, Etrusków, czy też w jakimkolwiek martwym języku, który pozostawił po sobie niewiele źródeł. Nie mówię, że nie ma sensu ani możliwości tworzenia krótkich zdań i fragmentów tekstu w quenyi i w sindarinie, jeśli tylko opieramy się ściśle na przykładach i twierdzeniach pozostawionych przez Tolkiena (np. na przykładach słownictwa, mechanizmów słowotwórczych, reguł gramatyki i składni zaczerpniętych z jednej fazy koncepcyjnej danego języka) - ale to nie jest mówienie w tym języku i nie można nadawać mu miana autentyczności, gdyż jest wysoce nieprawdopodobne, żeby którakolwiek, nawet najbardziej trywialne forma naszej twórczości wyglądała tak, jakby stworzył ją sam Tolkien.

Jak uczyć się quenyi i sindarinu?
To zależy co rozumiesz przez "uczyć się". Jeśli chcesz uczyć się quenyi tak jak niemieckiego czy japońskiego, to po prostu wcale nie da się tego nauczyć (zobacz poprzednie pytanie). Jeśli chcesz się uczyć tak jak języka gockiego czy jakiegokolwiek innego języka martwego, który przetrwał tylko fragmentarycznie, to odpowiedzią jest: poprzez studiowanie odpowiednich, udokumentowanych, czysto opisowych artykułów omawiających Tolkienowskie języki, oparte na oryginalnych zapiskach Tolkiena i niezależnych badaniach oryginalnych materiałów jego autorstwa w celu zbadania poprawności wysuwanych hipotez. Lecz najlepszą metodą zajmowania się Tolkienowskimi językami jest samodzielne studiowanie materiałów źródłowych, czyli tekstów Tolkiena. Należy pamiętać, że Tolkien jest jedynym i ostatecznym autorytetem w tematyce swoich języków i wypowiadanie czegokolwiek, czego on nie napisał, nie jest mówieniem w quenyi czy w sindarinie, lecz tylko zgadywaniem (mniej lub bardziej sensownym) w oparciu o wybrane dane i hipotetyczne fakty z nich wynikające.
Nie mówię, że sztuczna, ujednolicona quenya przedstawiona na stronie Ardalambion autorstwa H. Fauskangera czy pseudosindarin Davida Salo wynaleziony na użytek filmu PJ są bez sensu czy bezużyteczne (ale też nie mówię, że są bezdyskusyjne). Jednak poważne i przemyślane studiowanie Tolkienowskich języków nie polega na opanowaniu sztucznych, uproszczonych schematów podanych przez kogokolwiek. Powinno opierać się zawsze i przede wszystkim na czytaniu, analizie i próbach zrozumienia przykładów pozostawionych przez samego Tolkiena w ich naturalnym kontekście i we wzajemnym powiązaniu, w odniesieniu do konkretnego okresu w życiu autora i okresu rozwoju języka, jaki Tolkien chciał akurat ukazać.

Czy istnieje ostateczna forma quenyi i sindarinu?
Nie. Tolkien sam napisał, że "proces wymyślania był / jest prywatnym przedsięwzięciem podjętym w celu sprawienia sobie przyjemności poprzez wyrażenie swojego osobistego gustu lingwistycznego i jego zmian" (Listy str 380, podkreślenie autora tekstu). Języki Tolkiena nigdy nie osiągnęły żadnej formy ostatecznej i nigdy nie były "skończone" czy nawet niepodlegające poważnym zmianom, bo doprowadzenie ich do takiego stanu nie było celem Tolkiena.
To, co niektórzy określają jako "ostateczną formę" quenyi czy sindarinu "z epoki WP" jest tak naprawdę sztucznie wyselekcjonowanym materiałem ujednoliconym przy pomocy wątpliwych zabiegów, materiałem, który w rzeczywistości rozkładał się na wiele okresów i było w nim wiele zmian, lecz jednak materiałem, który (jak sądzimy) jest stosunkowo spójny w swej naturze i koncepcji. Jednakże to, co bywa określane jako "ostateczna" quenya czy sindarin często wysnute bywa na podstawie materiałów qenyi i noldorinu z Etymologii. Rozumowanie jest tu następujące: qenya i noldorin są mniej więcej podobne do quenyi i sindarinu z epoki WP, gdyż w większości podchodzą pod reguły fonologiczne i gramatyczne wysnute przez nas dla quenyi i sindarinu. Z drugiej strony mówimy, że możemy wysnuwać hipotezy o fonologii i gramatyce quenyi i sindarinu na podstawie Etymologii, bo to mniej-więcej to samo.
Mówiąc o quenyi czy sindarinie to możemy mówić tylko o procesie zmian językowych na przestrzeni czasu, każde inne podejście ukazuje tylko wyjęte z kontekstu urywki (zwykle niewielkie) tego procesu i nie są dla całości procesu ważniejsze niż kawałek papieru, na którym proces został opisany.
Te dwa podejścia są podejściami ekstremalnymi i w poszczególnych przypadkach trudno powiedzieć, które z nich jest właściwsze. Lecz każdy poszczególny przypadek występowania quenyi i sindarinu odzwierciedla z kolei moment koncepcyjny, w którym został napisany odzwierciedlając w ten sposób Sztukę lingwistyczną Tolkiena, Sztukę, która to właśnie powinna być obiektem studiów wszystkich Tolkienolingwistów.

A więc czy próby pisania tekstów w quenyi i w sindarinie są bezsensowne?
Nie. W samym próbowaniu tworzenia tekstów w quenyi i w sindarinie nie ma nic złego i może ono sprawić wiele radości będąc jednocześnie dobrym ćwiczeniem językowym (nawet autor tego tekstu pisze czasami w językach Tolkiena, stworzył np. quenijską wersję modlitwy Ojcze nasz.) Zarówno twórcy, jak i czytelnicy takich tekstów muszą jednak pamiętać, że nie są to teksty autentyczne i praktycznie niemożliwym jest, aby Tolkien sam napisał kiedyś taki tekst. (Możecie porównać wspomniane tłumaczenie Ojcze nasz w quenyi z przekładem tej samej modlitwy autorstwa Tolkiena opublikowanym w Vinyar Tengwar 43).
Nowe utwory pisane w językach Tolkiena są tylko kolejnym rodzajem fanfików. Wielu ludzi lubi fanfiki i nie są one czymś złym (o ile nie naruszają praw autorskich, ale o tym za chwilę). Jednak jeśli poważnie studiujecie języki Tolkena, to do nowych utworów nie będziecie przywiązywać większej wagi niż miłośnicy oryginalnych książek do fanfików - nowe formy twórczości są w dużym stopniu od oryginałów niezależne. (Co dziwne, nikt nie krytykuje miłośników książek Tolkiena za brak zainteresowania fanfikami, ale ciągle słyszymy głosy krytyki, że Tolkienolingwiści nie interesują się nowymi utworami pisanymi przez fanów w quenyi i w sindarinie.) Należy zdać sobie sprawę, że celem Tolkienolingwisty nie jest nauczyć się "mówić" w quenyi czy w sindarinie ani nie chce on poznawać tych języków w żadnym celu "praktycznym" czy użytkowym, a więc tak samo nie jest jego celem pisanie nowych tekstów w którymkolwiek z tych języków.
Problem stwarza fakt, że (zarówno na polu literackim, jak i lingwistycznym) zacierana jest granica pomiędzy oryginalną twórczością Tolkiena a fanfikami. Twórcy nowych tekstów (celowo lub nie) wstawiają swoją twórczość pomiędzy Tolkiena a innych jego entuzjastów. Powoduje to - a szczególnie podczas dyskusji nad językami Tolkiena w internecie - że ludzie zaczynają przyjmować utwory fanów jak dzieła oryginalne, przyjmując za jedyną prawdę to, co jakiś inny fan w swoim utworze przekazał, nie odwołując się już do tekstów oryginalnych. Konsekwencje takiego podejścia nie są, oczywiście, zbyt groźne: widać jeszczególnie w przypadku, gdy jakiś nowy fan pod wpływem utworów innego fana źle zinterpretuje koncepcje Tolkiena, a co gorsze potem takie źle pojęte koncepcję przedstawi komuś z zewnątrz środowiska Tolkienolingwistów, np. reporterowi gazety.
Z tym jednak chyba nic się nie da zrobić, oprócz, oczywiście, zachęcania wszystkich piszących w językach Tolkiena do bardzo wyraźnego rozgraniczania pomiędzy tekstami autentycznymi i nowo stworzonymi albo przynjmniej do zamieszczenia kilku uwag opisujących różnice występujące pomiędzy tekstem nowym a tekstami oryginalnymi.

Kilka prostych reguł:
Przedstawione tu reguły pomogą wam ocenić wartość dowolnej pracy traktującej o językach Tolkiena:
1. Jeśli autor twierdzi, że umie mówić w quenyi lub w sindarinie (albo że inni umieją mówić tymi językami, albo że mówienie nimi jest w ogóle możliwe) albo też porównuje języki Tolkiena do Esperanto, powinniście być bardzo podejrzliwi. Taki autor nie ma racji. Tolkien nigdy nie miał zamiaru, aby jego języki służyły w funkcji komunikacyjnej. Nie tworzył żadnych języków pomocniczych. Jego języki to języki Sztuki, a celem ich istnienia był artyzm, nie przydatność.

2. Jeśli autor dla poparcia swoich hipotez nie odwołuje się do materiałów napisanych przez Tolkiena (lub czyni to rzadko) a przytacza głównie nowo sfabrykowane formy i wyrażenia których Tolkien nie napisał, powinniście być bardzo ostrożni. Używanie własnych przykładów dla poparcia własnych tez bywa zwodnicze. Żadne dowody popierające hipotezy o językach Tolkiena nie mogą być wyjęte z kontekstu, w którym zostały napisane, z kontekstu świata rzeczywistego i z kontekstu świata literackiego. Po wyodrębnieniu np. słów z kontekstu łatwo można popełnić błąd, choćby taki polegający na dosłownym tłumaczeniu zdań wyraz po wyrazie.

3. Jeśli autor często używa określenia "forma ostateczna" czy "dojrzała" lub też mówi o "pomyłkach", jakie Tolkien popełniał omawiając swoje języki, uważajcie. Autor o takim podejściu będzie pewnie próbował wśród przedstawianych przez siebie przykładów przytaczać formy przypadkowo wybrane, pozbawione kontekstu i będzie prawdopodobnie usiłował dopasowywać przykłady do podawanej przez siebie teorii (zamiast odwrotnie, opierać teorię na przykładach).

4. Jeśli autor określa jakąś formę mianem "poprawnej" nie odwołując się przy tym do materiałów pozostawionych przez Tolkiena, bardzo uważajcie. Takie podejście wynika z przekonania, że językami Tolkiena da się mówić. I jak w przypadku każdego martwego języka, po którym pozostała niewielka ilość materiałów (w postaci przekazów ustnych czy pisanych), jest to podejście z gruntu błędne. Nikt nie może z pewnością powiedzieć, co w takim języku jest a co nie jest "poprawne", a pomysł z mówieniem w tym języku jest nonsensowny. Jeśli będziemy udawać, że tak nie jest, tym samym umieścimy poglądy autora danego tekstu przed poglądami samego Tolkiena i podamy tegoż autora jako wzór "poprawności", co oczywiście jest nieprawdą.

O prawach autorskich :


Czy, jako języki, quenya i sindarin nie są własnością publiczną?
Nie. W przeciwieństwie do esperanto (które zostało wyraźnie określone przez swego twórcę jako własność publiczna) języki Tolkiena nie stanowią własności publicznej. Są częścią twórczości artystycznej Tolkiena i chroni je to samo prawo autorskie co jego teksty, czyli między innymi trzeba uważać na długość cytatu, cel używania i nie przesadzać z kreatywnością podczas tworzenia własnych prac.
Dobrym przykładem jest tu język klingon, oglądany w nieco innej choć równoległej perspektywie. Twórca klingonu, M. Okrand, stworzył na potrzeby swojego języka dość szerokie słownictwo. Nie wszystkie z tych słów zostały zebrane i opublikowane w jednym kompendium, publikowano różne słowa podając odbiegające od siebie definicje, np. w różnych książkach, w filmach i programach telewizyjnych o Star Trek, w gazetce HolQeD. Nikt nigdy nie brał poważnie pod uwagę zebrania tych wszystkich materiałów i stworzenia i opublikowania jednego, kompletnego leksykonu, nawet rozpowszechnianego bezpłatnie, bez zgody M. Okranda i Paramount Enterprises.
A jednak są tacy, którzy właśnie to chcą zrobić z leksykonem języków Tolkiena. Ich nalegania opierają się na założeniu, że leksykony Tolkiena przedstawiają spójny, nieskomplikowany zasób "informacji" bez większej wartości artystycznej niż, powiedzmy, książka telefoniczna czy tego typu zbiór danych, zatem nie zasługują na większą niż książka telefoniczna ochronę praw autorskich. Załóżenie takie jest oczywiście błędne. Informacje zebrane w ksiażce telefonicznej po pierwsze istnieją niezależnie od faktu istnienia książki, a nawet niezależnie od wszelkich działań twórczych czy artystycznych. Opisywanie języków Tolkiena jest czymś zupełnie innym niż tylko zbieraniem niezależnych, niekreatywnych i nieartystycznych faktów czy informacji. Leksykony języków Tolkiena nie mogą istnieć w oderwaniu od twórczości Tolkiena, cała ich zawartość jest formą sztuki i przejawem kreatywnego działania.
Wyrażę to inaczej: gdyby nigdy nie została opublikowana żadna książka telefoniczna, ludzie i tak mieliby telefony i adresy, które ktoś mógłby zebrać i ułożyć z nich książkę. Gdyby nigdy nie istniały pisma Tolkiena, nie mielibyśmy najmniejszych informacji o jego językach i nie mógłby powstać żaden leksykon. Zatem wszelkie sporządzane leksykony języków Tolkienowskich opierają się na zbieraniu unikalnej ekspresji artystycznej Tolkiena, a mianowicie zupełnie oryginalnym i kreatywnym dopasowaniu przez Tolkiena wymyślonych słów do dopasowanych pod względem artystycznym i estetycznym znaczeń.
Byłoby hipokryzją z jednej strony roztkliwiać się nad unikalnym pięknem i estetyką języków Tolkiena (przyciagając w ten sposób fanów, by korzystali z naszego leksykonu), a z drugiej zupełnie odmawiać tym samym językom jakiejkolwiek wartości artystycznej, dewaluując je zupełnie i bez przyczyny.
Ponieważ akurat ten problem jest często błędnie interpretowany, muszę podkreślić jeszcze jedną rzecz: wcale nie musicie prosić nikogo o pozwolenie opisywania języków Tolkiena ani nawet pisania w tych językach, o ile będziecie przestrzegali prostych reguł przyzwoitości i generalnych zasad praw autorskich (sposób i cel użycia, długość cytatu itp.) Nie zakładajcie, że autor tego tekstu ma coś przeciwko takim działaniom, bo to nieprawda (i to nieprawda z długą już tradycją, używana dla własnych celów w cynicznych wypowiedziach ludzi twierdzących, że lingwistyka Tolkiena jest własnością publiczną i publikacja wszystkiego i we wszelkiej wyobrażalnej formie jest dopuszczalna).

Pytania do autora tekstu (C.F. Hostettera):
 

Powiesz mi, jak wyrazić X w quenyi / sindarinie?
Nie. Cały czas, jaki mogę przeznaczyć na zajmowanie się Tolkienolingwistyką zajmuje mi praca dla Vinyar Tengwar, Tengwestië, Parma Eldalamberon, listy Lambengolmor i mojej strony internetowej. Odpowiedzi na pytania tego typu szukajcie na różnych forach i w grupach mailingowych.

 

[Źródło: Elvish Linguistic Fellowship]

 

 

Dyskusje lingwistyczne na www.elendili.w.pl

strona główna :: lingwistyka tolkienowska :: F.A.Q.

 

Zagłosuj na Niezapominkę w TOLKIEN Topliście!

 

Jeżeli chcesz aby ten serwis się rozwijał, zagłosuj na nas!